11 grudnia
poniedziałek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ucznia życie rodzinne

Ocena: 4.9
609

Minął wrzesień, przyszedł październik, a ja ciągle nie mogę się otrząsnąć z szoku noworocznoszkolnego i dyszę jak koń po westernie. Wprawka tu, wyprawka tam, kartkówki, sprawdziany, testy, wypracowania, wiersze na pamięć, konkurs taki, siaki, owaki i niezliczone prace domowe: z dnia na dzień, na weekend – nie ma zmiłuj.

Nie przeładowujemy z mężem dzieci zajęciami dodatkowymi, bo chcemy, żeby trochę pobiegały na dworze, pobawiły się, w co tam chcą, a przede wszystkim pomieszkały. Pamiętam, jak po szkole pyrgało się plecak w kąt, szło się na bojo, na bazę, grać w klasy na podwórku, bawić się w policjantów i złodziei, ganiając z ferajną po bloku. Lekcje gdzieś tam się naskrobało w międzyczasie, dwa-trzy razy w tygodniu jeszcze szkoła muzyczna, ale cały czas wolny – a była go masa – ganiało się z rówieśnikami.

A na naszym osiedlu grobowa cisza, jakby dzieci nie było. Siedzą w domu i – w najlepszym wypadku, bo jeszcze mogą stukać na tablecie – ryją w książkach. Nauczyciele zadają jak szaleni, w przeświadczeniu, że im więcej czasu dziecko spędzi z nosem w książce, tym więcej z niej wyniesie. 

Z mężem wcale nie ślęczymy z córką nad lekcjami. Nasza aktywność ogranicza się do wygłoszenia litanii pytań: polski odrobiłaś? historię? przyrodę? słupki z matematyki przerobiłaś? słówka z angielskiego? praca na technikę? rysunek na plastykę? Jeśli od tej nauki ulewa się nam, rodzicom, to co dopiero dzieciom. Czy od klepania mechanicznie zadań dzieci rzeczywiście będą mądrzejsze – również życiowo? Roboty jest tyle, że w ciągu tygodnia nie ma kiedy usiąść i porozmawiać, po prostu pobyć dłużej ze sobą. A przecież każdy chce opowiedzieć, co mu się w ciągu dnia przytrafiło – tymczasem zegar tyka, spać trzeba, bo od rana znowu orka.

Nie mówiąc o tym, że kwestia prac domowych często wiąże się z nerwową atmosferą w domu. Temat podniósł nawet tak mało aktywny rzecznik praw dziecka, jakim jest Marek Michalak. Nie może siedzieć cicho, skoro zgłaszają się do niego tabuny rodziców i dzieci z problemem przeładowania zadaniami domowymi. Na to MEN, jak to MEN, że prace domowe to kwestia danego nauczyciela – powinien brać pod uwagę zawalenie ucznia innymi przedmiotami poza jego własnym, ale w kwestii ustaleń formalnych się odcina. I tak leżymy przygnieceni pracami domowymi. A gdzie czas na pasje, na podwórko, na planszówki? Na rodzinę?

Idziemy nr 42 (628), 15 października 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły