18 grudnia
poniedziałek
Gracjana, Bogusława, Laurencji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Trójpodział władzy czy sądokracja?

Ocena: 3.725
659

Polsce nie zagraża dyktatura. Polsce zagraża sądokracja, tyleż zadufana w sobie, co niekompetentna i skorumpowana. Monteskiuszowski trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą jest w różnych wariantach najbardziej rozpowszechnionym systemem na świecie. W Polsce władzę ustawodawczą sprawuje sejm i senat. Władza wykonawcza to prezydent i rada ministrów z premierem na czele. Władzę sądowniczą sprawują sądy i trybunały. Te trzy władze powinny się nawzajem kontrolować, ale także współpracować dla wspólnego dobra. Przy czym konstytucja stanowi w art. 4, że 1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu; 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Władza ustawodawcza i wykonawcza poddaje się weryfikacji w wyborach powszechnych. Naród może przedłużyć władzę tym, którzy ją sprawowali, lub powierzyć ją w inne ręce. W przypadku władzy sądowniczej z oczywistych względów nie jest tak, że ktoś jest wybierany sędzią, a po kilku latach, gdy przegra wybory, przestaje nim być, a na jego miejsce przychodzi ktoś nowy. Ale z tego nie wynika, że mamy się godzić na sądowniczą kastę, pozbawioną jakiejkolwiek kontroli ze strony narodu i wybranych przez naród władz. I o to idzie zasadniczy spór w Polsce wokół władzy sądowniczej. Czy ma być tak jak do tej pory, że sędziowie sami się do wszystkiego wyznaczają i sami się weryfikują, stając się państwem w państwie, co więcej, tworząc sądokrację, czyli rządy sędziów, czy też mają działać właśnie w systemie trójpodziału władzy, podlegając rzeczywistej ocenie i kontroli w określonych sytuacjach? Sędziowie mają być niezależni w wydawaniu wyroków, ale to nie znaczy, że są bogami poza wolą narodu, poza zdrowym rozsądkiem, poza odpowiedzialnością za oczywiste błędy lub przestępstwa. Powtarzanie, że środowisko sędziowskie samo się oczyszcza, ma się nijak do rzeczywistości.

Niezbędna jest zasada sędziowskiej niezawisłości, zgodnie z którą sędzia rozstrzyga sprawy, zależąc wyłącznie od konstytucji i ustaw. Z tego jednak nie wynika, że decyzja, kto i w jakim trybie oraz do jakich ciał sędziowskich należy, ma zależeć tylko od samych sędziów. Bo sędziowie są ludźmi, którzy mają swoje poglądy ideowo-polityczne i między bajki należy włożyć tezę, że w rozstrzyganiu spraw nie kierują się tymi osobistymi poglądami. Wydaje się, że w wielu krajach większość sędziów prezentuje poglądy liberalno-lewicowe. Jeśli takie środowisko będzie zupełnie niezależne od wyborów dokonywanych przez naród, to prędzej czy później dojdzie do tego, że władza sądownicza stanie się swoistą liberalno-lewicową partią narzucającą swoją ideologię.

Przypomnijmy, że kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych w sprawie tak zasadniczej, jak zmiana rozumienia instytucji małżeństwa i rozszerzenie jej na pary homoseksualne, przeważył jeden człowiek. Sąd Najwyższy orzekł mianowicie, że osoby tej samej płci mają prawo zawierać związki małżeńskie na terenie całego kraju. Sąd składa się z dziewięciu sędziów, a orzeczenie za małżeństwami homoseksualnymi przeszło pięcioma głosami „za” przy czterech głosach „przeciw”. Czyli „małżeństwa” homoseksualne przeszły jednym głosem dziewięcioosobowego gremium. Czy Sąd Najwyższy USA kierował się jakimiś wyższymi przesłankami, chociażby wiernością konstytucji? Można w to wątpić. Po prostu okazało się, że połowa sędziów plus jeden popiera „małżeństwa” homoseksualne i tyle. Znalezienie „prawnych” uzasadnień dla takich „małżeństw” jest kwestią ideologicznych wygibasów, a nie rzeczywistej znajomości prawa. Bo przecież trudno uważać, że w tym przypadku pięciu sędziów znało należycie konstytucję, a czterech nie.

Z polskiego gruntu można by przytoczyć wiele wyroków i postaw sędziów, które budzą uzasadnione wątpliwości, czy jest to jeszcze „państwo prawa”, czy już „państwo prawników”. Wystarczy wspomnieć uniewinnienie posłanki Sawickiej i skazanie na trzy lata więzienia szefa CBA Kamińskiego, czy też postawę wymiaru sprawiedliwości w takich aferach, jak Amber Gold lub reprywatyzacja w Warszawie. To się samo nie naprawi. Potrzeba wybranej przez naród władzy ustawodawczej i wykonawczej, by to ruszyć dla dobra społeczeństwa i państwa. I jeśli trzeba głośno protestować, to za tym, aby nie było tak, jak do tej pory.


Idziemy nr 32 (618), 6 sierpnia 2017 r.
 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły