17 listopada
sobota
Salomei, Grzegorza, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tradyzmatycy i inni młodzi

Ocena: 4.5
1589

Tym neologizmem podzielił się ze mną pewien współbrat, jezuita z Francji. W języku francuskim oznacza on młodych katolików, którzy z jednej strony lubią tzw. liturgię trydencką, a z drugiej chętnie uczestniczą w różnych „charyzmatycznych” imprezach chrześcijańskich. Tak! Są młodzi, którzy traktują religię na zasadzie pewnego wyboru wśród oferowanych towarów. Ale są też całkiem inni młodzi, a mianowicie przywiązani do określonych środowisk i poglądów. I to bardzo.

Wszyscy powtarzają, że trzeba słuchać młodych. Tak jakby istniał jakiś jeden, wyraźnie wyartykułowany, głos młodych. Kim są owi młodzi, w których głos mamy się wsłuchiwać? W jednym z wywiadów, udzielonych jeszcze przed obecnym Synodem nt. młodzieży, kard. Kevin Farell, prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, opowiedział, że swego czasu brał udział w akcji „Teologia przy barze”. „Ta inicjatywa polegała na tym – wyjaśnił hierarcha – że wieczorami siadałem przy barze, gdzie miałem dwie godziny na rozmowy z młodymi ludźmi, którzy tam spędzali czas. Pytania, jakie mi zadawali, zawsze dawały mi do myślenia i pokazały, jak bardzo świat, w którym żyją, różni się od naszego”.

No cóż! Ludzie w ogóle są różni, czego doświadczam w realu i w internecie. Tym bardziej nie widzę wielkiego sensu w rozróżnianiu na jakiś „świat młodych” i „nasz świat”, czyli „świat już niemłodych”. Wszak spotykam młodych, z którymi od razu odnajduję wspólny język w postrzeganiu świata, a z drugiej strony spotykam rówieśników, pięćdziesięciolatków, z którymi w prawie żadnej sprawie się nie zgadzam. W kontaktach ze starszymi też różnie bywa. Można przecież trafić na starego akowca, a można trafić na starego ubeka. W każdym przedziale wiekowym, również wśród młodych, mamy różnych ludzi. W takim razie gdzie szukać głosu młodych? W barze „Krytyki Politycznej”, gdzie lewicowo-liberalna młodzież rozmawia sobie przy piwku za 10 zł, czy może na Marszach Niepodległości, gdzie młodzi skandują: „Bóg, Honor i Ojczyzna”? W katolewicowym magazynie „Kontakt” czy też wśród młodych odbiorców „Frondy”?

Warto słuchać, co mają do powiedzenia różni młodzi, bo w ogóle warto posłuchać innych, młodszych, starszych i w tym samym wieku. Ale nie róbmy z tego ideologii, jak gdyby jacyś mityczni młodzi mieli niedostępną innym mądrość o życiu i świecie. Sami młodzi bywają zirytowani tą modą na deklarowanie wsłuchiwania się... Pewien internauta stwierdził: „Młodzi przychodzą do kościoła, żeby dowiedzieć się, jak żyć. Na co Kościół pyta: „A jak byś chciał?”. To jest koszmar, kiedy ponadczasowe nauki Boga zastępują szczenięce fochy. Mówię to jako 22-latek”. No właśnie! Rodzice powinni słuchać, co mają do powiedzenia ich dzieci, ale nie należy zamieniać się rolami. Poza tym młodym nie wystarczy tak ogólnie towarzyszyć, ale trzeba im mieć coś konkretnego do powiedzenia. W przeciwnym razie towarzyszenie może skończyć się na poklepywaniu po plecach, albo – jeszcze gorzej – na podlizywaniu się, aby młody polubił starego.

Mam też wątpliwości co do ciągłego powtarzania, że przyszłość zależy od młodych. Oczywiście, jak nie będzie dzieci i młodych, to nie będzie przyszłości. Ale to, czy te dzieci i ci młodzi będą, i jacy będą, zależy od tego, czy dorośli będą zakładali otwarte na życie rodziny. W ogóle przyszłość zależy i zawsze zależała od dorosłych. W przypadku Kościoła widać to już w Dziejach Apostolskich. Od dawna twierdzę, że Kościół za dużo sił i środków poświęca dzieciom, a za mało dorosłym mężczyznom i kobietom. Trzeba też zauważyć, że dzisiejsi młodzi za dziesięć lat staną się starszymi. Młodość szybko przemija, o czym przejmująco śpiewała w „Piwnicy pod Baranami” Halina Wyrodek.

Pewien znajomy Włoch wysłał mi na WhatsApp-ie takie oto zdanie: „Bohaterka, której potrzebuje dzisiaj świat, to mama, która odgrzeje kolację”. Potrzebują jej szczególnie dzieci i młodzi. Potrzebują też odpowiedzialnych ojców, którzy uścisną, doradzą, zmotywują. Ostatecznie chodzi o to, aby dzisiejsi młodzi w przyszłości sami byli w stanie być matkami i ojcami, odgrzać kolację i dać innym poczucie bezpieczeństwa, a zarazem dobre wzorce. Kościół też ma być matczyny, ojcowski, ale niekoniecznie kumplowski.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -