14 listopada
czwartek
Rogera, Serafina, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tęczowa nietolerancja

Ocena: 0
1159

Przez całe dekady liberałowie i lewica głosili, że preferencje seksualne człowieka, a szerzej: cała jego seksualność, to sprawy prywatne i nikt, a już zwłaszcza państwo, nie powinien się w tę sferę wtrącać. Teza ta jest dziś akceptowana przez wszystkie istotne siły polityczne w świecie zachodnim, także przez konserwatystów. Paradoksalnie właśnie w chwili tryumfu lewica i liberałowie porzucili ten koncept, o który tak długo walczyli. Dziś idą w zupełnie inną stronę: sprawy związane z seksualnością stały się najważniejsze. Tak ważne, że nie tylko trafiły na sztandary, ale wręcz zepchnęły na margines wszystko inne, włącznie np. z gospodarką.

Kto nie wierzy, niech przejrzy losowo wybrany numer „Gazety Wyborczej” z ostatnich tygodni. Dziennik, który przez dekady nadawał ton polskiemu życiu publicznemu, który pasjonował się polityką, któremu – mimo różnic ideologicznych – nie można było odmówić zainteresowania światem, stał się czymś, co można nazwać „biuletynem LGBT”. Nie ma nic ważniejszego, nic innego zdaje się nie interesować redaktorów z Czerskiej. Wszystko w tonie histerycznej paniki moralnej, i już wprost głoszona jest teza, że nad Wisłą rośnie w siłę faszyzm. Nie metaforyczny, ale taki prawdziwy, wprost przeniesiony z lat 30. XX w., gdzieś z Rzymu, a może i z Berlina.

Jest coś groteskowego w tych jękach i mękach środowisk, które na polu ideologicznym odniosły przecież w wolnej Polsce ogromne sukcesy. Dumny ze swojego homoseksualizmu gej wprowadził trzech posłów do europarlamentu, inny współrządzi stolicą. W serialach sympatyczni geje z radością niosą dobrą radę i pociechę każdemu, kto potrzebuje pomocy. Obwoźna trupa skupiona wokół tzw. marszów równości przemaszerowała już chyba przez każde większe polskie miasto. Chciała nawet zdobyć Jasną Górę, i choć to akurat się nie udało, to przecież wiemy, że tam powróci. W biznesie, mediach i w kulturze orientacja nieheteroseksualna daje raczej wyraźne „przywileje”. Na pewno częściej pomaga w karierze, niż stanowi obciążenie. A mimo to dzień w dzień słyszymy o rzekomych prześladowaniach, nietolerancji, o łamaniu praw człowieka. Jest w tym rzeczywiście jakieś echo taktyki komunistów, którzy zawsze stroili się w szaty pokrzywdzonych, choć przecież byli stroną agresywną.

I takie stały się tej wiosny i tego lata polskie środowiska LGBT. Choćby w sferze profanacji świętych symboli i wizerunków wyprzedzają Zachód o kilka długości. Tam jednak nie uderzano tak centralnie, rozgrywano to bardziej subtelnie, krok po kroku wzbudzając litość, zabiegając o sympatię, stygmatyzując przeciwników. U nas, owszem, także idą tą wypróbowaną drogą, ale jednocześnie uderzają niezwykle brutalnie. Na przykład szydzenie ze świętych obrazów, Najświętszego Sakramentu, Maryi zyskuje poklask i uznanie ze strony lewicowego głównego nurtu; to nie jest żaden margines. Czyżby uznano, że doświadczeni komunizmem Polacy nie dadzą się nabrać na zwykłe sztuczki i trzeba ich po prostu złamać w otwartej wojnie? Tu zresztą dochodzi kolejny ważny element: z punktu widzenia lewicy prowadzenie wojny kulturowej w warunkach realnego pluralizmu jest o niebo trudniejsze niż w sytuacji faktycznego monopolu medialnego, z czym mamy do czynienia w wielu krajach zachodnich.

Dziś ludzie dobrej woli, ludzie wiary powinni myśleć, jak można skutecznie odpowiedzieć na ten atak na naszą tożsamość, tak samo groźny jak te z 1920 r. czy z przełomu lat 40. i 50. Sprawa nie jest prosta, bo w tym konkretnym kontekście cywilizacyjnym i kulturowym nie da się wygrać prostymi zakazami (np. tzw. parad równości), nawet zakładając, że byłoby to wykonalne pod względem prawnym. Potrzebujemy projektów, które są politycznie i społecznie wykonalne, które uwzględniają realne możliwości. Projekty totalne, proste, cudowne recepty niczego nie załatwią, a jedynie wpędzą nas wszystkich najpierw we frustrację, później w pusty gniew, a na końcu w apatię. Nie mamy wyjścia: na wielopoziomową, skoordynowaną, przemyślaną agresję musimy odpowiedzieć również wielopoziomową, skoordynowaną, przemyślaną strategią – obrony normalności. Myślmy.

 

Idziemy nr 30 (719), 28 lipca 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 listopada

Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym.
Dziś w Kościele:
+ czwartek, XXXII tydzień zwykły, wspomnienie dowolne bł. Marii Luizy Merkert, dziewicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Mdr 7,22-8,1; Ps 119,89-90.91.130.135.175; Łk 17,20-25
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -