18 sierpnia
sobota
Ilony, Bronislawa, Heleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Świat do góry nogami

Ocena: 4.4
1737

Przed nami ostatni tydzień karnawału, Tłusty Czwartek i ostatki. Na świecie karnawał w pełni, z kolorowymi korowodami przemierzającymi ulice miast. Trudno jednak nie zauważyć, że ludzie jacyś mało radośni, zmęczeni, a za oknem szaro i smętnie. W zasadzie atmosfera Wielkiego Postu, który przecież jeszcze nie nadszedł. Kohelet zaś mówi: „Jest czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów”. Najwidoczniej jednak wszystko się ludziom pomieszało. Przestają rozróżniać czas radości od czasu smutku, tak samo jak nie odróżniają sacrum od profanum. Kto zachowuje dzisiaj roczną żałobę po śmierci bliskiej osoby? A kiedy znowu przyjdą dni radosnych świąt, słychać zewsząd narzekania: „Święta, święta i po świętach”.

Ludzie mieszają pojęcia i burzą porządek ustalony od setek lat w cywilizowanych społeczeństwach, wprowadzając chaos. A potem dziwią się, że nie ma szacunku dla tego, co święte, że nie ma autorytetów, że nie ma hierarchii wartości. Przykładem tego jest końcówka karnawału, zazwyczaj hucznie obchodzona. W ostatnim czasie nie słyszałam jednak od nikogo z warszawskich znajomych, aby szedł na bal karnawałowy, podczas gdy w piątki Wielkiego Postu kluby i puby pękają w szwach. Z kolei w Europie – co z tego, że karnawał obchodzi się bardzo hucznie, skoro nie tylko że niesmacznie, to i gorsząco. 

W tym roku w niemieckim Bonn, czyli w rejonie największych korowodów karnawałowych w Europie, na platformie obwożona jest monstrancja, w której zamiast hostii umieszczony został kufel piwa marki Kölsch, podczas gdy uczestnicy karnawału odgrywają po bokach platformy adorację. Odpowiedzialny za tę inscenizację stwierdził na łamach gazety „General Anzeiger Bonn”, że jest mu doskonale znane znaczenie monstrancji i że nie chodzi mu o gloryfikację alkoholu. A więc o co chodzi? Pewnie sam tego nie wie.

Granice między dobrem a złem, tym co świąteczne a tym co powszednie itd. zatarły się do tego stopnia, że ludzie sami nie zdają sobie sprawy, iż coś jest w danym czasie i miejscu niepoprawne. Dlaczego jednak dziwić się takiemu stanowi rzeczy, skoro nierzadko osoby mające troszczyć się o prządek sakralny same go rozmywają. Znowu odwołam się do tegorocznego karnawału w Niemczech: konsternację wywołało trzech księży – dwóch katolickich i jeden protestancki – przebranych za trzy gwiazdy z kolońskiego karnawału: jeden za Księcia Markusa, drugi za Pannę Reni i trzeci za Rolnika Martina. Są to trzy tradycyjne figury karnawałowe w Niemczech, tyle że do tej pory duchowni nie występowali w tej roli. Tym bardziej, że rola Panny Reni wymagała od księdza ubrania się w sukienkę i doczepienia sobie warkoczy.

Duchowni występują w tych rolach także w przedszkolach i domach opieki, twierdząc, że nawet niewierzący mają w ten sposób z nimi kontakt i dobrze się bawią. Pytanie tylko: jaki kontakt? I czy właśnie takie akcje, tzw. ocieplania wizerunku Kościoła, nie skutkują w końcu tym, że zaciera się granica między sacrum a profanum? Bo jeśli ksiądz z warkoczami i z makijażem przemierza niemieckie miasta, a w telewizji nadawany jest program kulinarny z hierarchą kościelnym z doklejonym nosem klauna, to dlaczego symbolem karnawału nie może być monstrancja z piwem? Tak to działa. W samym ocieplaniu wizerunku nie ma nic złego, ale tu też trzeba mieć wyczucie. Bo w przeciwnym razie sami przykładamy rękę do tworzenia chaosu, do mylenia pojęć, do burzenia porządku. A potem dziwimy się, że świat stoi na głowie. A może my sami mamy w tym udział? Mały rachunek sumienia przed rozpoczęciem Wielkiego Postu byłby wskazany.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI