21 listopada
wtorek
Alberta, Janusza, Konrada
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Standardy wolności

Ocena: 0
265

Publicysta Grzegorz Górny alarmował kilka dni temu, że dzisiejsza Polska niemal bez walki przegrywa batalię o swoje dobre imię nie tylko na Zachodzie, ale także w krajach naszego regionu. Na Słowacji, w Czechach, na Ukrainie, w Bułgarii, w Chorwacji czy nawet w Rumunii ogromna większość mediów dudni o zagrożeniu demokracji w Polsce, powtarzając często po prostu kłamstwa. Trudno się dziwić, skoro – jak ocenia Górny – tamtejsze media czerpią swoją wiedzę albo z „Gazety Wyborczej”, albo z czerpiących z kolei z niej mediów niemieckich.

Jak jest na Zachodzie, wiemy dobrze. W czasie francuskiej kampanii wyborczej Emmanuel Macron zdobył się nawet na ustawienie w jednym szeregu Władimira Putina, Wiktora Orbána i Jarosława Kaczyńskiego, których „reżimy” rzekomo „codziennie łamią wiele swobód demokratycznych”. Obiektywna analiza polskiej rzeczywistości musi doprowadzić do wniosku, że w sferze wolności słowa i swobód obywatelskich jesteśmy w czołówce państw europejskich, może nawet na pierwszym miejscu. Każdy istotny pogląd dociera bez przeszkód do wszystkich zainteresowanych, nie ma też żadnych – ani twardych, ani miękkich – sankcji za głoszenie poglądów. To raczej popieranie rządu wiążę się ze sporym ryzykiem nieformalnych, ale skutecznych sankcji ze strony opozycyjnie nastawionego establishmentu.

Kilkanaście miesięcy temu sporo mówiło się o projektach, które miały pomóc. Niestety, projekt anglojęzycznej telewizji Grupy Wyszechradzkiej wyraźnie stanął w miejscu, głównie z powodu braku zainteresowania ze strony Czechów i Słowaków. TVP brakuje też pieniędzy, a to byłby wydatek liczony co najmniej w dziesiątkach milionów złotych rocznie. Z kolei nawet najlepsze strony internetowe w języku angielskim niewiele pomogą, bo zwyczajnie nikt z nich nie skorzysta. Skuteczniejsze byłoby sianie rzetelnej wiedzy o Polsce w mediach społecznościowych, ale to z kolei wymagałoby zbudowania specjalnych zespołów, które kojarzyłyby się nieuchronnie ze specjalnymi „fabrykami trolli”. Takowe zaś wspomagają prawdziwe reżimy, choćby Putinowską Rosję. Kraje demokratyczne kiepsko sobie radzą w takiej rywalizacji.

Problem nie polega tylko na braku wiedzy. Jeżeli ktoś szuka rzetelnych informacji, to je znajdzie. Do naszej redakcji często docierają dziennikarze niemieccy czy austriaccy. Zadają wiele pytań, cierpliwie słuchają, ale w wyniku tych rozmów finalna linia materiałów nigdy nie ulega zmianie. Wypowiedzi naszych dziennikarzy są dla nich co najwyżej ilustracją tzw. „innego punktu widzenia”. Są listkiem figowym, który ma dowodzić, że włożono wysiłek w poznanie argumentów drugiej strony. Jest to jednak zabieg estetyczny, realnie pusty.

Zdarza się także, że z takich wizyt nic nie wynika. Dziennikarz przeprowadzi rozmowę, ale na łamach jego gazety nie ma po niej śladu. Można odnieść wrażenie, że przełożeni w zagranicznej siedzibie redakcji są surowsi w ocenie tego, co wolno puścić o Polsce, niż pracujący na miejscu korespondenci. Jakąś rolę odgrywają także podszepty polskich notabli lewicowego liberalizmu, starannie dyskredytujących swoich oponentów. No i można się zastanawiać, czy tego typu rozmowy nie są próbą zdobycia materiału obciążającego prawicę, a więc np. wypowiedzi przesadnie radykalnych. Gdy to się nie udaje, wywiad idzie do kosza.

Rządzący mają obowiązek dbać o dobre imię Polski. Dobrze, że premier, prezydent i szef MSZ odwiedzają liczne państwa, wyjaśniają, zapraszają do przyjazdu i osobistego przekonania się, jak jest naprawdę. Jednocześnie nie mogą zrezygnować z wprowadzania zmian w kraju. Obiecali przecież Polakom przebudowę państwa. Tymczasem przekaz płynący do nas z unijnych – i nie tylko – instytucji daje się sprowadzić do stwierdzenia, że tak naprawdę to każde naruszenie status quo jest zagrożeniem demokracji. Bo głębokie reformy są możliwe na Zachodzie, na Wschodzie można jedynie malować fasady.

Tego typu postawa to nie tylko wynik ignorancji, protekcjonalnego podejścia do „młodszych braci”, ale także kwestia interesów. Macron nieprzypadkowo powiązał w jednej wypowiedzi kwestię sankcji wobec Polski, standardów demokratycznych oraz niższych kosztów pracy. To wszystko się łączy. Więcej: im bardziej Polska staje na nogi, im mniej daje się łupić, tym pilniejsza staje się potrzeba znalezienia skutecznej broni przeciwko naszemu państwu.

 

Idziemy nr 20 (606), 14 maja 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły