12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Śpiewajmy kolędy

Ocena: 0
2427
Zazwyczaj staram się nie ulegać żadnym trendom czy modom, ale tym razem jest coś, co naprawdę mi się podoba i warto to nagłaśniać i popierać. Młodzi ludzie zaczęli propagować wysyłanie kartek świątecznych! Znów będą kartki! Znów, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu taki zwyczaj był powszechny. Niestety, w erze telefonów komórkowych zamiast kartek pojawiły się bezduszne SMS-y z często głupawymi, po wielekroć kopiowanymi tekstami. Niektórzy już do tego stopnia zapomnieli, co oznacza pisanie życzeń świątecznych, że dostawszy taki SMS z rymowanką… przesyłają go dalej. Pewnie niejeden czytelnik doświadczył takiej wątpliwej przyjemności. Więc drodzy czytelnicy – w tym roku znów wysyłamy bliskim kartki. I piszemy coś od serca!

Warto tu jednak przypomnieć, że kartki świąteczne – no cóż, tak jak dziś SMS-y – wzięły się z lenistwa. Zamiast pisać długie listy, co zajmowało mnóstwo czasu, w 1843 roku niejaki sir Henry Cole postanowił wymyślić coś nowego. Tak powstała prawdopodobnie pierwsza na świecie kartka świąteczna, z rodziną na obrazku i napisem: „A Marry Christmas and a Happy New Year to You”. Czy taką tradycję możemy skazać na zapomnienie? Prawda, że nie?!

Tak samo z kolędami. Niby je znamy, umiemy śpiewać, jesteśmy z nich dumni… a jak przyjdzie wigilijny wieczór, to zamiast naszego śpiewu leci coś z TV, w najlepszym razie z płyty CD… A przecież historia kolęd jest jeszcze starsza! Podstawowy kanon polskiej kolędy ukształtował się w czasach baroku i nikt już dzisiaj nie potrafi wyobrazić sobie Pasterki bez odśpiewania „Bóg się rodzi, moc truchleje” czy też „Przybieżeli do Betlejem”.

Koniecznie więc muszę opowiedzieć o zupełnie nieznanej, odnalezionej niedawno – w czasie prac porządkowych – na zamku Skokloster w Szwecji polskiej kolędzie „Jezus Bóg i człowiek w stajence betlejemskiej narodzony”. W drewnianej skrzyni spoczywały książki i drobne stare druczki. Okazało się, że jest wśród nich również staropolska kolęda, wydana w formie niewielkiej, cieniutkiej książeczki! Skąd się tam wzięła?

Została zrabowana przez Szwedów w czasie potopu! I pozostała nieznana i zupełnie niezbadana! Nie ma jej w śpiewnikach, nie spotkamy też nigdzie śladów jej parafraz. Jest unikatem! Prawdopodobnie powstała w Wilnie między 1632 a 1648 rokiem. Została napisana z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku przez wileńskich żaków, Jana i Krzysztofa Denhoffów – i przekazana jako podarek ich rodzicom. Teraz, po ponad 350 latach, ponownie została przywołana do życia przez mieszkających w Szwecji Polaków.

Autorka sparafrazowanego tekstu, Dana Rechowicz, zdecydowała się na unowocześnienie języka. Kolędę zaśpiewała znana piosenkarka Teresa Tutinas – przy akompaniamencie zespołu muzycznego nie mniej znanego, mieszkającego po drugiej stronie Bałtyku Zbigniewa Bizonia.

O przetrwaniu kolędy dla potomności decyduje wiele czynników, ale warto ocalić ją od zapomnienia. Mam nadzieję, że czytelnicy „Idziemy” będą ją mogli usłyszeć na antenie Radia Warszawa. I potem śpiewać ją w domu!

Krzysztof Ziemiec
Autor jest dziennikarzem TVP
www.krzysztofziemiec.pl

Idziemy nr 51/52 (483), 21/28 grudnia 2014 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły