22 stycznia
środa
Anastazego, Wincentego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

SLD wraca do korzeni

Ocena: 0.4
799

Lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty coraz śmielej broni swojego twierdzenia, że „żołnierze radzieccy wyzwolili Polskę” w latach 1944-1945. Jego opowieść wygląda tak: „Tereny, które zostały wyzwolone, tereny odzyskane, były wyzwalane przez dwie armie – jedna armia to była armia Wojska Polskiego, m.in. z gen. Jaruzelskim, akurat tam wtedy koło Szczecina szła, a druga armia to była armia, w której byli żołnierze rosyjscy, radzieccy wtedy, a byli i ukraińscy również”. Czarzasty dodaje, że „na terenie Polski zginęło, łącznie z obozami [dla jeńców sowieckich] 700 tys. żołnierzy radzieckich”. I prezentuje kolejne argumenty, np. pytając: „Kto według państwa wyzwolił Polskę z okupacji hitlerowskiej? Pytam, bo to bardzo mnie interesuje”. Rzecz jest ciekawa, bo w wypowiedzi Czarzastego mamy przykład fałszowania prawdy na kilku poziomach. Ale jednocześnie mamy sytuację historyczną, która rzeczywiście domaga się dużej dawki precyzji w opisie niejednoznacznej sytuacji.

Zacznijmy od manipulacji. Posługiwanie się przez lidera SLD terminem „wyzwolenie” jest starą jak Polska Ludowa manipulacją. Jeśli się kogoś wyzwala, to daje mu się wolność, a Sowieci nam tej wolności nie dali, bo – jak to się zgrabnie ujmuje – „sami jej nie mieli”. Nawet określenie „wyzwolili spod okupacji hitlerowskiej” jest nieadekwatne, bo w nim także jest zawarta teza, że nastąpił zwrot wolności. A nie nastąpił. Jeśli więc Włodzimierz Czarzasty chce być precyzyjny, to powinien mówić, że „żołnierze radzieccy wypchnęli z Polski Niemców”, ewentualnie że „przerwali okupację hitlerowską”. Tak, to prawda, tego Sowieci rzeczywiście dokonali.

Idźmy dalej. Czy fakt, że na ziemiach polskich zginęło kilkaset tysięcy czerwonoarmistów, jest argumentem na rzecz naszej wobec nich wdzięczności? Wątpliwe. Oni nie ginęli, by spieszyć na ratunek Polsce, ale by dojść do Berlina. Czarzasty argumentuje: „Jeżeli ktoś obciąży żołnierzy radzieckich, którzy ginęli, to niech to powie matce, której dziecko zginęło”. Znów: sam fakt tragedii milionów rodzin zamieszkujących dawne ZSRR, które straciły synów i córki, jest godzien współczucia, ale nie niesie w sobie żadnej przesłanki co do tego, jak powinniśmy opisywać losy Polski w relacji do czerwonego imperium. Równie dobrze Niemcy mogliby twierdzić, że Ukraińcy i Rosjanie są winni im wdzięczność za chwilowe wyzwolenie części ich krajów spod bolszewizmu w latach 1941-1944. W czasie tej wojny wiele niemieckich matek opłakiwało synów, a subiektywnie również oni mieli poczucie, że walczą o wyzwolenie Europy, o pokonanie bolszewickiej bestii. Nikt jednak takiej tezy nie stawia, bo choć walczyli ze strasznym systemem, to również nieśli i śmierć, i totalitarne pomysły na urządzenie nowego świata.

Wejście Sowietów do Polski nie było więc żadnym „wyzwoleniem”, było zajęciem kolejnego kraju przez agresywne imperium. Ale jednocześnie, i tu przechodzę do postulatu precyzji, przyniosło istotne zmiany w położeniu narodu polskiego. Inaczej niż za pierwszej okupacji naszych Kresów (od 17 września 1939 r. do 22 czerwca 1941 r.). Stalin tym razem nie dążył do eksterminacji całego narodu, ale do zbudowania podporządkowanego mu satelity, z życiem społecznym ulepionym według sowieckiego modelu. Uderzał brutalnie i krwawo w grupy społeczne, które stawały mu na drodze (lub które, według jego mniemania, stanąć mogły), a więc w inteligencję, ludzi Kościoła, szlachtę, przedsiębiorców, wreszcie w niekomunistyczny ruch oporu, także w dużą część polskiej cywilizacji – ale całego narodu tym razem nie chciał mordować. Mówiąc konkretnie, w czasie drugiej, czerwonej okupacji, do roku 1956, zginęło w Polsce ok. 60 tys. osób, czyli sto razy mniej niż w czasie okupacji niemieckiej.

Czy jednak oznacza to, że winniśmy Stalinowi wdzięczność za tę korektę polityki, za pewne ograniczenie się w morderczych zapędach? Do tego ograniczenie wynikające nie z jakichś szlachetnych pobudek czy refleksji, ale z przyczyn czysto politycznych, pragmatycznych? Oczywiście nie. Z moralnego punktu widzenia skala zbrodni wiele nie zmienia. Z punktu narodu walczącego o przetrwanie ten fakt musimy jednak dostrzegać. I o tym powinien mówić Czarzasty, jeśli chce walczyć o prawdę i półcienie – a nie o rzekomym „wyzwoleniu”, które było przecież nowym zniewoleniem.

 

Idziemy nr 49 (738), 8 grudnia 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 stycznia

 Jezus głosił Ewangelię o królestwie
i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

Dziś w Kościele: środa, II tydzień zwykły, wspomnienie św. Wincentego Pallottiego, prezbitera albo św. Wincentego, diakona i męczennika
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 1Sm 17,32-33.37.40-51; Ps 144 (143),1b-2.9-10; Mk 3,1-6
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -