17 czerwca
poniedziałek
Laury, Marcjana, Alberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Samobójstwo Zachodu

Ocena: 4.5
1018

W czasie okołosylwestrowej podróży pociągiem poznałem człowieka, który zajmuje się sprowadzaniem pracowników z Ukrainy i innych krajów położonych na Wschodzie. Jest to biznes wcale nie prosty, bo chodzi o ludzi choćby trochę wykwalifikowanych. Nie wystarczy więc dać ogłoszenie w gazecie lub internecie. Zadanie polega np. na znalezieniu konkretnej fabryki, która albo właśnie bankrutuje, albo kiepsko płaci, a której profil odpowiada zapotrzebowaniu w naszym kraju. Kiedy „łowisko” jest już zlokalizowane i zbadane, wyszkoleni agenci przystępują do działania, oferując nie tylko konkretne pensje, ale również mieszkania i dojazd. W przypadku Białorusi sprawa jest jeszcze bardziej złożona, trzeba bowiem działać dyskretnie – a to z tej racji, że władze w Mińsku próbują się bronić przed tego typu praktykami. Nikogo to jednak nie zniechęca, pracownicy są dziś bowiem na wagę złota. Zaczynamy rozumieć średniowieczne zapisy kronikarskie: wyprawy wojenne, w których najważniejszym łupem byli ludzie, kuszenie włościan z sąsiednich majątków, wreszcie osadzanie na atrakcyjnych warunkach Holendrów czy Niemców.

Angela Merkel myślała, że można pójść na skróty, otwierając granice dla przybyszów z Azji i Afryki. Ludzi przybyło, ale rąk do pracy – niekoniecznie. Niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zapytała 30 najważniejszych niemieckich przedsiębiorstw, których roczny obrót wynosi ponad bilion euro, a zsumowane zatrudnienie sięga 3,5 mln, ilu imigrantów z ostatniej wielkiej fali zatrudniły. Okazało się, że do połowy 2016 r. było to ledwie kilkadziesiąt osób. Nawet jeśli w kolejnych miesiącach wskaźnik ten wzrósł wielokrotnie, to i tak możemy mówić o klęsce. Może dlatego Niemcy zmieniają właśnie przepisy, by ułatwić podjęcie pracy u siebie Ukraińcom.

Wschód i południe Europy pustoszeją. W chwili upadku komunizmu ludność Bułgarii wynosiła niemal 9 mln obywateli. Dziś jest to mniej niż 7 mln, co oznacza cofnięcie się do lat 50. XX w. Podobnej katastrofy doświadczyła Litwa: w 1989 r. miała niemal 4 mln mieszkańców, dziś oficjalnie 2,8 mln. Na Łotwie też nie jest lepiej. Na tym tle nasza polska emigracja wygląda na w sumie niewielki strumyczek. Ratuje nas też fakt, że aż do lat 80. w naszych rodzinach rodziło się sporo dzieci; załamanie dzietności, którego doświadczyliśmy w latach 90., Węgrom czy Czechom przydarzyło się kilka dekad wcześniej.

W tej sytuacji dzieci wydają się skarbem. Tymczasem Zachód już otwarcie idzie w zupełnie innym kierunku. Niby drobne, ale charakterystyczne sygnały, które zazwyczaj poprzedzają ważne zmiany w polityce społecznej, mogą przerażać. Oto Yves Cochet, były francuski minister ochrony środowiska, jednocześnie lider Zielonych, przedstawił swoją receptę na rozwiązanie kryzysu migracyjnego. „Ograniczenie rozrodczości, ograniczenie liczby urodzin pozwoliłoby lepiej przyjąć migrantów, którzy stukają do naszych drzwi” – stwierdził zupełnie poważnie.

Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie brytyjska BBC zachwyciła się historią młodego ekologa z Kanady, który wraz ze swoją partnerką zrezygnował z posiadania dzieci, by w ten sposób wspomóc walkę o ochronę klimatu. „Mniej znaczy więcej. Używać mniej zasobów, mieć mniej dzieci, jeść mniej mięsa, mniej jeździć samochodem, mniej podróżować” – stwierdził Jason MacGregor. Niezawodny „The Guardian”, opisując podobną parę, również chcącą ratować świat, wprowadził nowe określenie: zamiast „stygmatyzującego” słowa „bezdzietni” (childless) – „pozytywne” określenie „wolni od dzieci” (child-free). Dla mniej przejętych ideologią zachodnie media mają inne zachęty: co i rusz któryś z tytułów publikuje artykuły dokładnie wyliczające, ileż to pieniędzy można zaoszczędzić, decydując się na życie bez dzieci (szacunkowo ok. pół miliona dolarów).

Elity zachodnie, gdy chcą, potrafią zawracać rzeki. Przykładem może być wymuszenie na społeczeństwach nie tylko akceptacji, ale wręcz afirmacji homoseksualizmu. Ciekawe, czy w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą wymieranie Europy, wybiorą ekonomiczną i światopoglądową reanimację dzietności, czy też do końca pójdą w kierunku ideologicznej przepaści. Nie chcę być złym prorokiem, ale wydaje mi się, że raczej to drugie. I kto wie, czy za jakiś czas posiadanie więcej niż jednego dziecka nie będzie karalne, tak jak do niedawna w Chinach.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 czerwca

Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb!” A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu.

Dziś w Kościele: poniedziałek XI tydzień zwykły
+ wspomnienie św. brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Kor 6,1-10; Ps 98 (97),1bcde. 2-3b.3c-4; Mt 5,38-42.
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -

JAN PAWEŁ II MÓWIŁ DO NAS

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w czerwcu 1979 roku do Polski zmieniła trwale naszą ojczyznę i nas samych. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy?
+ 2 czerwca: Warszawa - Okęcie i Plac Zwycięstwa (1)
+ 3 czerwca: Warszawa i Gniezno (2)
+ 4 czerwca: Czestochowa (3)
+ 5 czerwca: Czestochowa (4)
+ 6 czerwca: ostatni dzień w Częstochowie i Kraków (5)
+ 7 czerwca: Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Oświęcim-Brzezinka (6)
+ 8 czerwca: Nowy Targ, Kraków (7)
+ 9 czerwca: Kraków, Nowa Huta, Kraków (8)
+ 10 czerwca: Kraków i pożegnanie z ojczyzną (9)