6 kwietnia
poniedziałek
Izoldy, Celestyna, Wilhelma
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rzym spowity wirusem

Ocena: 4.5
1561

Okolice Uniwersytetu Gregoriańskiego, jak i cały Rzym, puste. Ale tu wrażenie pustki jest szczególne. Znajdujemy się wszak czterysta metrów od słynnej Fontana di Trevi, gdzie zawsze, dniem i nocą, są ludzie. Po drugiej stronie jest Piazza Venezia, plac pełen ruchu całą dobę. Na Piazza della Pilotta, przy którym znajduje się mój uniwersytet, tkwi jeden człowiek. To bezdomny, który siedzi, albo śpi, pod łukiem biblioteki Instytutu Biblijnego, naprzeciwko głównego budynku Gregoriany. To szczególny bezdomny. Francuz, emerytowany nauczyciel języka francuskiego; nie prosi o pieniądze (ma emeryturę), nie pije alkoholu (przynajmniej nie widziałem), za to dużo pali i czyta książki. I prosi, żeby się nad nim nie użalać, bo wybrał taki styl życia. Twierdzi, że w tym okresie najbardziej dokucza mu cisza. Rzeczywiście, cisza w mieszkaniu jest normalna, ale cisza na dużym miejskim placu jest przedziwna, by nie powiedzieć – straszna.

W jezuickiej wspólnocie na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie jest nas prawie siedemdziesięciu. Wprowadzamy coraz to nowe środki bezpieczeństwa. Ostatnio przełożony zarządził, że przy pięcioosobowych stolikach w refektarzu może jednocześnie siedzieć nie więcej niż trzech braci. Ktoś pół żartem, pół serio zapytał, czy nie moglibyśmy wrócić do starego zwyczaju zakonnego, a mianowicie do tzw. lektury do stołu. Polega ona na tym, że podczas posiłku się nie rozmawia, lecz słucha czytanej przez wyznaczonego współbrata książki. Skąd taka propozycja? Ano zaczynamy być już znużeni tym naszym ciągłym gadaniem o koronawirusie. A na inny temat jakoś trudno przeskoczyć.

Jesteśmy tutaj wspólnotą wykładowców pracujących na uniwersytecie. Ale teraz wszystko jest pozamykane. Istnieje jednak internet, który umożliwia kontynuowanie nauczania w takiej czy innej formie. Szkoły mają być zamknięte do 3 kwietnia. Tyle że następne dwa tygodnie to przerwa wielkanocna, przynajmniej na Gregorianie. A zatem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, powrócimy do auli akademickich w poniedziałek 20 kwietnia. Jeśli… Bo coraz częściej słychać głosy, że szkoły i uczelnie wyższe będą zamknięte do czerwca. Tak czy owak, jakoś ten semestr zakończymy. Bardziej niepokoi przyszły rok. Wszak ponad połowa studentów Gregoriany to obcokrajowcy. Jaki będzie nabór nowych studentów? Czy niektórzy z już studiujących nie zrezygnują, wybierając kontynuację studiów w swoich krajach? Nawet jeśli koronawirus zostanie do lata przezwyciężony, to skutki psychologiczne mogą być takie, że większość będzie wolała jednak pozostać w swoich krajach. Pożyjemy, zobaczymy…

Można by powiedzieć, że mam teraz dużo czasu wolnego. I tak, i nie. Kontakt ze studentami przez internet w gruncie rzeczy zabiera więcej czasu niż w realu. Przygotowywanie materiałów lekcyjnych, kontakt z doktorantami, którzy przysyłają kolejne rozdziały do sprawdzenia, pisanie i opiniowanie artykułów… Jest co robić. Ale pojawia się swego rodzaju trudność psychologiczna. Obecna surrealistyczna sytuacja nie sprzyja skupieniu. Przynajmniej ja tego doświadczam. Ale słyszę, że nie tylko ja. Myśli gdzieś biegną, uciekają, krążą wokół tego, co może się jeszcze wydarzyć. Niepewność. I dużo większy dystans do tego, co się robi i co wydało się jakoś tam ważne. Złapanie owego dystansu może być rzeczą pozytywną, ale niekoniecznie.

Ten czas nie tylko sprzyja modlitwie, ale wzywa do bardziej intensywnej modlitwy indywidualnej i wspólnotowej. Wprowadziliśmy we wspólnocie codzienną półgodzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Gorliwie, być może gorliwiej niż kiedykolwiek, sprawujemy Mszę, wiedząc, że inni są jej pozbawieni. O co się modlić? O to, by zagrożenie koronawirusem jak najszybciej minęło, za chorych, za służbę zdrowia i za rządzących, aby podejmowali optymalne decyzje. Ale modlitwa to nie tylko i nie przede wszystkim prośba o coś. Istotą modlitwy jest odnajdywanie się przed Bogiem w każdej sytuacji. A odnajdywanie się przed Bogiem, naszym Stwórcą i Zbawicielem, jest przywracaniem właściwej perspektywy naszemu życiu. W szczęściu czy w nieszczęściu, w zdrowiu czy w chorobie – należymy do Boga. To On jest początkiem i ostateczną perspektywą naszego istnienia. Człowiek zaś nie jest Bogiem. Jest kruchym, choć powołanym do życia wiecznego stworzeniem. Przypomina nam o tym niewidoczny dla oczu wirus.


Idziemy nr 12/13 (752/753), 22 marca 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

- Reklama -
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 kwietnia

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?

Dziś w Kościele: poniedziałek, Wielki Tydzień
Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 42,1-7; Ps 27,1-3.13-14 ; J 12, 1-11
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy

- Reklama -

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter