19 sierpnia
poniedziałek
Boleslawa, Juliana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Remisu nie będzie

Ocena: 0
1397

Wybory samorządowe pokazały, że w wielkich miastach Prawo i Sprawiedliwość może liczyć od 20 proc. głosów (Poznań) do 30 proc. lub niewiele ponad (Kraków, Gdańsk, Warszawa). Co ciekawe, nawet w drugiej turze kandydaci namaszczeni przez partię rządzącą nie byli w stanie przebić szklanego sufitu, co pokazuje, że jest on naprawdę gruby. Nie udało się to nawet Małgorzacie Wasserman. Ale to nie koniec złych wiadomości dla obozu władzy; okazało się, że nawet prezydent Kielc nie utrzymał stanowiska, choć obalenie urzędującego prezydenta tego typu dużego ośrodka jest, generalnie rzecz biorąc, bardzo trudne, a zazwyczaj wręcz niemożliwe.

Gdyby ograniczyć się do miast o statusie metropolitalnym, nie byłoby wielkiego problemu. To nie one decydują o władzy w kraju, choć mają, rzecz jasna, ogromne wpływy opiniotwórcze. W każdym razie ten wynik byłby do przyjęcia. Ale problem jest głębszy, bo PiS przegrał także w miastach średniej wielkości (Radom), a nawet niedużych, takich jak Biała-Podlaska, Elbląg czy Nowy Sącz. A to już poważna sprawa; można uznać, że to sygnał, iż prospołeczna polityka rządu traci swoją atrakcyjność także w byłych miastach wojewódzkich. Wyborcy „biorą i nie kwitują”, uznając, że 500+ czy inne rządowe programy po prostu im się należą, do niczego nie zobowiązując. Oznaczałoby to potwierdzenie się tezy prof. Waldemara Parucha, że elementy socjalne tracą swoją moc mobilizującą.

Być może mamy do czynienia ze swego rodzaju rozszerzeniem się typowo wielkomiejskich postaw, aspiracji i światopoglądu na mniejsze ośrodki miejskie. Kto wie, czy nie kryje się za tym głębsza zmiana kulturowa, pośrednio sprzężona z wyraźnie postępującą laicyzacją. Ten proces przyspiesza wyraźna bierność obozu rządzącego w sferze sporów cywilizacyjnych i kulturowych. Unikanie jakichkolwiek starć na tym polu, nawet oznaczające uwzględnianie wyników szczegółowych sondaży, jeśli podyktowane jest pragmatyzmem, coraz bardziej ośmiela lewicę. To ona narzuca tematy, to ona formułuje wzorce i, finalnie, to ona staje się „normalną, naturalną” władzą, „produktem oryginalnym”. Bierność w tej sferze jest na dłuższą metę zabójcza i zmusza prawicę albo do porzucenia niemal całego własnego programu, albo skazuje ją na porażki. Jeśli jakaś formacja nie próbuje „wychowywać” swoich wyborców, jeśli nie przekonuje ich do dobrych rozwiązań, także wbrew trendom, to wcześniej czy później czekają ją kłopoty. W sferze wartości nie ma czegoś takiego jak neutralność czy próżnia.

Na poziomie sejmików i powiatów PiS wybory wygrał, i to zdecydowanie. Samodzielna większość w kolejnych wyborach do sejmu wciąż jest możliwa do osiągnięcia; prognozy wskazują, że 34 proc. w wyborach do sejmików to ok. 42 proc. w wyborach parlamentarnych. Ale pewne trendy mogą niepokoić. Bo odrzucenie miejskich kandydatów partii rządzącej może wynikać zarówno ze szczególnej logiki wyborów samorządowych, choćby z niechęci do „spadochroniarzy” czy pragnienia pewnego zrównoważenia sceny politycznej, jak i z poważniejszego przewartościowania, które da o sobie znać, i to szybko, również w ogólnopolskich sondażach. W 2007 r. PiS również bardzo długo walczył z PO jak równy z równym, by ostatecznie polec z kretesem. Jeśli spojrzeć z perspektywy czasu, wyborcy byli wówczas bardzo zmęczeni ciągłym wrażeniem chaosu i silnym natężeniem konfliktu. Teraz też może być podobnie. Paradoksalnie, nie wszystko, a może nawet niewiele, zależy tu od partii Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ o gorącą atmosferę w Polsce dba przede wszystkim opozycja. Nie jest bowiem prawdą, że PiS bezmyślnie otwiera kolejne fronty; w rzeczywistości stara się wyciszać wszystko, co da się wyciszyć, włącznie ze sporem o sądownictwo. Medialna orkiestra i potężne zasoby społeczne opozycji nie zwracają jednak na to uwagi, grając na ogólne wrażenie jednej wielkiej awantury. Ma to także ten skutek, że wyborcy mają poczucie, iż czas płynie wolno, a dzieje się dużo, stanowczo za dużo. Co z kolei może ich prowadzić do wniosku, że PiS rządzi już bardzo długo. Bo „czas psychiczny” zawsze biegnie inaczej niż ten kalendarzowy.

Przyszłoroczne wybory będą bojem o wszystko: albo obóz zmian zdoła utrwalić i dokończyć swoje reformy, albo czeka nas powrót do znacznie gorszej wersji III RP – bardziej agresywnej i lewicowej. Tu remisu nie będzie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 sierpnia

"... przyjdź i chodź za Mną!"

Dziś w Kościele: poniedziałek, XX tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie św. Jana Eudesa, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Sdz 2,11-19, Ps 106 (105),34-...44, Mt 19,16-22
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -