13 lipca
poniedziałek
Henryka, Kingi, Andrzeja
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Religia i polityka

Ocena: 4.9
1300

Jako kleryk współpracujący z Redakcją Programów Katolickich Polskiego Radia robiłem kiedyś sondę „Czy Kościół miesza się do polityki?”. Pamiętam pewne małżeństwo, które o to zapytałem, kiedy zmierzali na niedzielną mszę do sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie. Mężczyzna władczo kazał żonie wejść do świątyni, a sam się zatrzymał, aby odpowiedzieć na pytanie. Stwierdził mniej więcej tak: „Proszę pana, ja wobec tego tutaj kościoła nic nie mam. Tu jest w porządku. Ale na przykład u mojego szwagra na wsi nie jest dobrze. Dogmaty nie mogą tyle kosztować…”. Zapytany, o jakie dogmaty chodzi, odparł: „Weźmy na przykład dogmat chrztu, ślubu i pogrzebu…”. Nie pytałem już, jaki ma to związek z kwestią stosunku Kościoła do polityki. Rozumiem, że polityka skojarzyła się z pieniędzmi, a pieniądze z „dogmatami”, które za dużo kosztują.

Dziś różni przedstawiciele Kościoła uważają za stosowne, by podkreślać, że Kościół nie chce uprawiać polityki. Przy czym cytują Kodeks Prawa Kanonicznego: „Duchowni nie mogą brać czynnego udziału w partiach politycznych ani w kierowaniu związkami zawodowymi, chyba że – zdaniem kompetentnej władzy kościelnej – będzie wymagała tego obrona praw Kościoła lub rozwój dobra wspólnego” (kan. 287, § 2). Trzeba jednak zauważyć, że jest to „samoograniczenie się” Kościoła, a nie prawo, które mogłoby zostać narzucone duchownym z zewnątrz. Duchowni są bowiem pełnoprawnymi obywatelami swoich państw. Ponadto, owo samoograniczenie dotyczy działalności ściśle partyjnej i kierowania związkami zawodowymi, a nie jakiegokolwiek zaangażowania, które ma wymiar polityczny. Religia i polityka są bowiem związane i takimi pozostaną. W naturze i historii człowieka nie da się odseparować tych dwóch wymiarów.

Przepowiadanie starotestamentalnych proroków było ściśle związane z wydarzeniami społeczno-politycznymi. Chrystus zdawał się trzymać daleko od politycznych kwestii, a jednak to, co mówił i co czynił, miało zarówno dla arystokracji świątynnej, jak i władz rzymskich, wymiar polityczny. Ostatecznie Piłat ugiął się, by skazać Jezusa, kiedy usłyszał polityczny argument: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara” (J 19,12). Wymiar społeczno-polityczny ma nie tylko nauczanie moralne, które Kościół ma prawo i obowiązek głosić. Takiego wymiaru nie jest pozbawiona także sama doktryna o Bogu, Stwórcy i Królu Wszechświata. Wszak ideologom, którzy pretendują do bycia ostateczną wyrocznią, nie może podobać się mowa o prymacie Boga w przestrzeni publicznej. Oczywiście, ideolodzy będą twierdzić, że ich ideologia jest naukowa, a na przykład wiara chrześcijańska to zestaw mglistych przekonań. Tyle że wystarczy poczytać dzieła Lenina i Stalina albo współczesnych genderowców, aby przekonać się o zasadności tego rodzaju roszczeń.

W każdym razie, nie przesadzałbym w tym rozdzielaniu religii i polityki, bo głoszenie Ewangelii to nie jest jedynie kwestia życia po śmierci, ale także konkretna wizja osoby i dobra wspólnego. Zgadzam się z Dariuszem Karłowiczem, który napisał: „Jakiekolwiek próby łączenia religii i polityki to dla współczesnych Europejczyków oczywisty skandal. Autonomia polityki i apolityczność religii to aksjomaty, które jak się uważa, nie wymagają uzasadnienia (…). Może (jednak) warto zadać sobie pytanie, czy próba całkowitego oddzielania religii i polityki nie jest zaklinaniem rzeczywistości?”. Moim zdaniem jest. Ale przede wszystkim jest sprytnym manewrem wszelkiej maści katofobów, by Kościół wyeliminować z życia publicznego, religię zastąpić ideologią, a kapłanów ideologami, z takimi panami jak George Soros na czele.

Wykorzystywanie religii do celów politycznych zarzuca się najczęściej tzw. pobożnej prawicy. Tymczasem religijno-ideologiczne wojenki to dziś jednak domena lewicy i lewicowych liberałów. To na organizowanych lub popieranych przez nich spotkaniach i marszach pełno jest odniesień do religii, tyle że prześmiewczo-bluźnierczych. Z drugiej strony, to te środowiska chciałyby zamknąć usta duchownym, czego przykładem atak na abp. Jędraszewskiego. Tym bardziej Kościół rozumiany jako wspólnota wierzących powinien zajmować się polityką rozumianą jako aktywna troska o dobro wspólne.

 

Idziemy nr 36 (725), 8 września 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 lipca

Poniedziałek, XV Tydzień zwykły
+ Wspomnienie świętych pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 1,10-17; Ps 50,8-9.16b-17.21.23; Mt 10,34-11,1
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter