16 października
wtorek
Gawla, Ambrozego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Prorok

Ocena: 0
788

Trudno nam dzisiaj uwierzyć, jak bardzo inny był świat przed czterdziestu laty. Nawet nam, którzy żyliśmy w październiku 1978 r. A cóż powiedzieć o tych, których w dniu wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową nie było jeszcze na świecie?

Dla mnie był to kolejny dzień w klasie maturalnej, w liceum. Na ostatniej lekcji mieliśmy historię. Pani Bojar była dobrym nauczycielem. Od niej dowiedzieliśmy się o agresji ZSRR na Polskę w 1939 r. i o zbrodni katyńskiej. Miała odwagę o tym mówić, chociaż wielu uczniów pochodziło z rodzin wojskowych. Tym razem – ze względu na trwające w Rzymie konklawe – choć nie było tego w programie – mówiła o historii papiestwa i wyborów papieży. A na koniec przytoczyła nieznany nam wtedy wiersz Juliusza Słowackiego o słowiańskim papieżu. – Poeci widzą często to, co dla innych zakryte. Może to właśnie ten moment? – zostawiła nas z tym pytaniem.

Minęło zaledwie kilka godzin, aż się okazało, że to ten moment. Nazajutrz stosunek do wyboru Jana Pawła II stał się mimochodem narzędziem identyfikacji tych, którzy byli „nasi” i tych, którzy byli „obcy”. Jedni nawet nie próbowali powstrzymać radości, wymieniali strzępy informacji o nowym papieżu. Drudzy udawali, że nie stało się nic, z czego można by się cieszyć. Od tej pory wiadomo było, z kim można szczerze rozmawiać, a kogo trzeba się strzec. Przestało być tajemnicą, kto chodzi na pozaszkolną religię i do kościoła. System alienacji i powszechnej nieufności, budowany przez dziesięciolecia jako fundamentalny dla komunizmu, zaczął się kruszyć po jednym Habemus papam! A to był dopiero początek.

Jan Paweł II nie tylko Polskę pokazał światu, ale i Polakom pokazał świat. Począwszy od inauguracji pontyfikatu 22 października 1978 r. rozpoczęły się masowe pielgrzymki naszych rodaków do Rzymu. W czasach, gdy miesięczna pensja w Polsce wynosiła mniej niż koszt dziennego utrzymania na Zachodzie, za cenę wielu wyrzeczeń chcieliśmy stawać na placu św. Piotra przy naszym papieżu. Tam czuliśmy się u siebie, bo tam był nasz człowiek. Z dumą słuchaliśmy katechez i pozdrowień wypowiadanych do nas przez Następcę św. Piotra w naszym ojczystym języku. Mimo peerelowskiej siermiężności nie czuliśmy się gorsi od Włochów, Francuzów czy Niemców, bo choć w Rzymie nie stać nas było na butelkę wody, to mieliśmy skarb, którego nie da się kupić. Ogrzewaliśmy się w promieniach jego świętości i wielkości.

W Kościele, którego twarzą był św. Jan Paweł II, widzieliśmy przewodnika do wolności wewnętrznej i zewnętrznej. Jan Paweł II – jak podkreśla w tym numerze abp Marek Jędraszewski – przywracał nam tę wolność. Zdarzało się, że mówił nie tylko do nas, ale i za nas. Zwłaszcza podczas swoich trzech pierwszych pielgrzymek do ojczyzny, gdy każde nasze wołanie o wolność było brutalnie tłamszone. Nie wskazywał tanich rozwiązań. W systemie, który rozpijał i demoralizował, papież przypominał, że musimy od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali i że każdy ma swoje Westerplatte. Wołał z mocą papieskiego autorytetu o cud Ducha Świętego, a zarazem wzywał do wierności Chrystusowi i chrześcijańskim korzeniom narodu. W wolnej Polsce wskazywał, że wolności nie można tylko posiadać, ale trzeba ją ciągle zdobywać, bo jest ona „trudem wielkości”. Tłumaczył Dekalog i przestrzegał, żebyśmy nie burzyli tego co święte, żyjąc tak, jakby Boga nie było. Ale wtedy wielu już nie chciało go słuchać.

Gdybyśmy w swoim czasie posłuchali papieża, może nie byłoby wielkiego kryzysu małżeństwa i rodziny, problemu pogubionej młodzieży, a nawet lobby homoseksualnego i skandali w Kościele? Wyciagnięcie wniosków z encykliki Veritatis splendor mogło nas uchronić przed nasilającą się dyktaturą relatywizmu, która dzisiaj dyskryminuje ludzi już za samo trwanie przy prawdzie. Gdybyśmy posłuchali Jana Pawła II, gdy apelował o zaniechanie inwazji na Irak, nie byłoby pewnie dzisiaj tej skali problemu islamskich imigrantów i uchodźców i rysującego się konfliktu cywilizacji. Ale nam wtedy wystarczyły papieskie kremówki…

Świętowanie czterdziestolecia wyboru Jana Pawła II jest okazją nie tylko do wspomnień i dziękczynienia za papieża, przez którego Bóg odmienił nasz świat. To również powód do rachunku sumienia. Co zrobiliśmy z nauką św. Jana Pawła II? Może w tej kwestii pilnie potrzeba nawrócenia? Bo kiedy zamiast słuchać proroków, ludzie poprzestają na stawianiu im pomników, jako postaciom z przeszłości, wtedy Bóg wydaje ich na pastwę ich grzechów.


Idziemy nr 41 (679), 14 października 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI