19 października
czwartek
Ziemowita, Jana, Pawla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Prawda i dyplomacja

Ocena: 0.5
268

Niemiecka gospodarka emituje rocznie do atmosfery 2,5 raza więcej szkodliwych substancji niż nasza. Zachodni sąsiad wciąż też większość energii pozyskuje ze spalania węgla kamiennego. Aż 26 proc. pochodzi z elektrowni spalających węgiel brunatny, najbardziej szkodliwy dla środowiska. Aż cztery na pięć europejskich elektrowni o najwyższym poziomie emisji CO2 znajduje się w Niemczech. Tymczasem w oczach europejskiej opinii publicznej to Polska uchodzi za głównego truciciela. Co gorsze, również wielu z nas godzi się z tym stereotypem. Oczywiście, Niemcy wiele inwestują w tzw. OZE – odnawialne źródła energii, dotując farmy wiatrowe czy elektrownie wykorzystujące energię słoneczną. Ale fakt jest faktem: wciąż trują na potęgę, znacznie intensywniej niż Polska.

Czego to dowodzi? Ano tego, że siła państwa, jego soft power, wpływy instytucjonalne i propagandowe, potrafią przesłonić najbardziej oczywiste, twarde dane. Tak jak potrafią przesłonić najbardziej niepodważalną prawdę historyczną, dotyczącą choćby drugiej wojny światowej. Fakt, że dziś to my bywamy stawiani pod pręgierzem rozliczeń, a Niemcy uchodzą często za ofiary nazistów, był po prostu nie do wyobrażenia jeszcze w latach 80. XX wieku. Dziś powoli staje się smutną „normą”, z którą na szczęście znów próbujemy walczyć.

To jest jedno z wyzwań, przed którymi stoją takie kraje jak Polska, a więc relatywnie słabsze, mniej zamożne: musimy nazywać problemy i głośno mówić o swoich celach. Prawdziwe potęgi mogą mówić jedno, a realizować co innego. Na przykład w sferze krajowego rynku medialnego nasz zachodni sąsiad głosi pełną otwartość na obcy kapitał, ale w praktyce nikogo nie wpuszcza. Kiedy polski przedsiębiorca zaczął wydawać w Niemczech pismo dla młodzieży („Bravo Sport”), szybko dano mu do zrozumienia, że nie dostanie żadnej reklamy, choćby nie wiem jak wiele egzemplarzy zdołał sprzedać. Próba przejęcia „Berliner Zeitung” przez kapitał angielsko-amerykański skończyła się skutecznym przegonieniem inwestora, oczywiście pod pretekstem socjalnych obaw pracowników. Teoretycznie można kupić, co się chce, ale praktycznie jednak nie wszystko. Zgodnie z zasadą głoszoną przez fikcyjnego ministra z doskonałego serialu „Yes, minister”: to nie może być naszą polityką, może być co najwyżej naszą praktyką.

My, czyli słabsi, tak działać nie umiemy – i chyba jeszcze nie możemy. Musimy więc sprawy nazywać po imieniu, i mówimy o repolonizacji mediów albo o udomowieniu banków. Co z kolei wzbudza niepokój na Zachodzie, bo wielu kojarzy się to albo z podejrzanymi historycznie „nacjonalizacjami”, albo z odrzuceniem reguł rynkowych. Bo Zachód nie rozumie, że nasza sytuacja jest inna niż bogatych metropolii. Tłumaczyłem to niedawno gościowi z dużego banku zachodniego, podając przykład firm naftowych. Prywatne BP wciąż pozostaje firmą brytyjsko-holenderską. Gdyby zaś Polska sprywatyzowała Orlen, wcześniej czy później, w pierwszym albo drugim rzucie, trafiłby on w ręce rosyjskie.

O dwulicowości polityki bogatych i silnych głośno się nie mówi. Ale czasem coś się komuś wymknie. „Gazeta Wyborcza” kilka dni temu, chcąc zapewne pocieszyć klientelę spod znaku KOD i opozycji, czytelnie opisała politykę niemiecką wobec Polski. Dowiedzieliśmy się, że „Niemcy z władzą PiS oficjalnie grają łagodnie”, a więc składają wizyty i szepczą miłe słowa. Ale owa „łagodność” jest jedynie „oficjalną” linią Niemiec. Bo jest też linia realna, sprowadzająca się do cedowania „brudnej roboty” na Komisję Europejską, której pierwszy wiceprzewodniczący Frans Timmermans „użera się z Warszawą”. Dzięki temu „Niemcy mogą zapewniać, że chcą z rządem PiS utrzymywać jak najlepsze relacje”. A tak naprawdę za plecami szykują kij, czyli groźbę odebrania funduszy unijnych.

Polska będzie naprawdę silna, gdy będzie zdolna do prowadzenia polityki choć trochę podobnej, i to na różnych obszarach. Łatwo nie będzie, bo to, po pierwsze, kwestia zasobów i administracyjnej sprawności, a po drugie – charakteru narodowego. Polacy generalnie lubią szczerość i źle się czują, gdy ktoś każe im nosić jakieś maski. Niestety, w polityce bez odrobiny sprytu nie da się odnosić dużych sukcesów.


Idziemy nr 25 (611), 18 czerwca 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

- Reklama -

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

- Reklama -