22 września
sobota
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pop-Kościół

Ocena: 4.8
2146

„Relatywizm Kościoła przeraża świeckich” – to tytuł artykułu, jaki 14 stycznia ukazał się na łamach włoskiego dziennika „La Verità”. Jego autor, Ettore Gotti Tedeschi, włoski ekonomista, bankier, w latach 2009-2012 był prezesem Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), czyli tzw. Banku Watykańskiego. Odejście Tedeschiego z IOR jest do tej pory przedmiotem różnych opinii i domysłów. W każdym razie Tedeschi to nie tylko ekonomista, ale także obserwator i komentator życia Kościoła. Komentator raczej dość pesymistyczny.

„Coraz bardziej się obawiam – stwierdza Tedeschi – że buduje się mury przeciwko prawdzie, a zarazem buduje się mosty ku kłamstwu”. Rzeczywiście, nie brakuje w Kościele środowisk i ludzi, którzy z wielkim entuzjazmem podejmują „dialog” z propagującymi idee sprzeczne z Ewangelią i Tradycją Kościoła. Nikogo jeszcze nie nawrócili. Wręcz przeciwnie, sami zaczynają się „nawracać” na ideologie, które mają się do katolicyzmu jak pięść do nosa. Słowa krytyki zachowują zaś dla katolików „tradycyjnych”, którzy chodzą do kościoła, spowiadają się, zamawiają Msze za dusze swoich zmarłych, dają na tacę, odmawiają Różaniec itp. Jeden z włoskich biskupów, Antonio Staglianò, właśnie wydał książkę „Pop-teologia dla młodych. Autokrytyka katolicyzmu konwencjonalnego ku ludzkiemu chrześcijaństwu”. Obawiam się, że „ludzkie chrześcijaństwo”, wsparte „pop-teologią”, doskonale współbrzmi nie tylko z muzyką pop, ale także z lewicowo-liberalnymi ideologiami.

Zdaniem Tedeschiego pojęcie „dialogu” zostało dziś wynaturzone. W praktyce służy tworzeniu zamieszania i podziałów wśród wiernych Kościoła. Wielu katolików uważa za najważniejsze, aby być wyrozumiałym, otwartym, miłosiernym. Ładne słowa, tyle że realizacja tego „ideału” dokonuje się poprzez z jednej strony ignorowanie Tradycji Kościoła, a z drugiej stosowanie teorii będących nie do pogodzenia z katolicką wiarą. Tedeschi cytuje swojego francuskiego przyjaciela, świeckiego katolika, który stwierdził: „Przez chwilę cieszyliśmy się Kościołem, który otwiera się na potrzeby współczesnego świata; dziś zaczynamy być tym wszystkim sterroryzowani”.

Tedeschi nie szczędzi cierpkich słów teologom. „Panowie teolodzy, gdzie i co studiujecie? Z kim się spotykacie?” – pyta retorycznie. Jego zdaniem wielu teologów nieadekwatnie rozeznaje problemy dzisiejszego świata. Rozprawiają o ubóstwie, nierównościach, migracji, napięciach geopolitycznych, końcu demokracji, niszczeniu środowiska naturalnego, ale nie widzą, że przyczyną tych problemów są błędy moralne. Raczej próbują nadążyć za różnymi rozwiązaniami „technicznymi”, które proponuje daleki od chrześcijaństwa świat. Stąd w Watykanie na różnych konferencjach goszczą fachowcy od aborcji, antykoncepcji, eutanazji. Stąd abp Marcelo Sanchez Sorondo, który stoi na czele Papieskiej Akademii Nauk oraz Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, uznał ostatnio Chiny za kraj bardzo dobrze wcielający w życie nauczanie społeczne Kościoła. Sorondo skrytykował Amerykę Donalda Trumpa, a pochwalił politykę Komunistycznej Partii Chin.

Za początek kryzysów trapiących dziś świat Tedeschi uważa załamanie się urodzin na Zachodzie. Kościół nie jest tutaj bez winy, gdyż niektórzy hierarchowie żadną miarą nie wsparli nauczania encykliki Humanae vitae, a potem jeszcze zaczęto głosić tzw. odpowiedzialne rodzicielstwo, w praktyce usprawiedliwiajace małżeństwa, które nie chciały mieć dzieci i decydowały się tylko na jedno dziecko. Z powodu kryzysu demograficznego Zachód zaczął sprowadzać emigrantów; skoro rodziło się mało dzieci, nakręcono antyekologiczny konsumizm, aby utrzymać na odpowiednim poziomie produkt krajowy brutto. Kryzys demograficzny stoi też u początków masowego przenoszenia produkcji towarów do krajów ubogich, gdzie mało kto dba o środowisko. W tej sytuacji tylko ci, którzy mylą przyczyny ze skutkami, mogą w Kościele domagać się jakiejś „nowej moralności”, bardziej dostosowanej do mentalności współczesnego człowieka.

No cóż! Kościół bywał w historii bardziej „rozbujany” niż w naszych czasach, ale dziś mamy jeden istotny element, którego nie było w minionych epokach, a mianowicie szybkie, wszechobecne media. Trzeba postępować roztropnie, by jakąś rewolucją nie zaszkodzić na długi czas wspólnocie Kościoła.

Idziemy nr 9 (647), 5 marca 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI