11 grudnia
poniedziałek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pokusy dotyczą wszystkich

Ocena: 0
933

Hanna Gronkiewicz-Walz tonie. Przede wszystkim politycznie, ale nie tylko, bo akurat w jej przypadku można sobie wyobrazić odpowiedzialność karną, choćby za brak elementarnego nadzoru nad mieniem publicznym. W każdym razie nawet koleżanki i koledzy z Platformy Obywatelskiej zalecają pani prezydent stawiennictwo przed komisją weryfikacyjną badającą warszawską reprywatyzację. Myślą też intensywnie, jak skutecznie odizolować od siebie słowa „Platforma” i „Gronkiewicz-Waltz”, tak silnie złączone w czasie ostatniej dekady. Mówimy przecież o polityku, który wskazywany był jako potencjalny następca Donalda Tuska, jako możliwy lider.

Dlaczego prezydent Warszawy przegrała? Ktoś powie: źle rządziła. Nie widziała drastycznych przekrętów, albo widzieć nie chciała, albo nie mogła, bo jej rodzina też uwikłała się w przejęcie kamienicy. Tak, to prawda, ale tu chodzi o coś więcej: o znak czasu. Otóż Hanna Gronkiewicz-Waltz grała według starych reguł. Odmawiając współpracy z komisją Patryka Jakiego, liczyła, że instytucja ta albo szybko upadnie, albo się skompromituje. Uzasadniając politycznie swój opór, liczyła na bojową obronę ze strony większości mediów. Wreszcie, podejmując spór prawny dotyczący kompetencji komisji i miasta, była pewna wygranej w sądach. Pomyliła się w każdym wymiarze, choć nie były to założenia głupie. Problem w tym, że odnosiły się do systemu, który już umarł. Bo skoro – jako państwo – potrafimy odzyskiwać ukradzione kamienice, to znaczy, że żyjemy naprawdę w nowej epoce.

Podobny wymiar ma zdecydowane obniżenie esbeckich emerytur, rzecz jeszcze do niedawna niewyobrażalna. Nawet gdyby parlament rzecz taką przegłosował, a prezydent podpisał, ustawę na pewno zakwestionowałby Trybunał Konstytucyjny. Bo prawa nabyte, bo odpowiedzialność zbiorowa itp. Dziś protestuje rzecznik praw obywatelskich, protestują tracący przywileje, walczy „Wyborcza”, ale zmiany jednak wchodzą w życie. Zapewne dla wielu realnie bolesne (chodzi często o zejście z poziomu 10 tys. zł miesięcznie do mniej niż 2 tys. zł), ale bez działań zdecydowanych nic się w Polsce nie zmieni. To była przecież jedna z zasadniczych sztuczek architektów Polski postkomunistycznej: objęcie ludzi i instytucji dyktatury specjalnymi standardami opieki prawnej. Tak wyśrubowanymi, że gdyby nasz system prawny i jego mentalność obowiązywały w powojennych Niemczech, denazyfikację uznano by za niezgodną z prawami człowieka. U nas w formalnie nowy ustrój wpisano zarówno bezkarność osób odpowiedzialnych za zbrodnie, jak i gwarancje utrzymania przez nie uprzywilejowanej pozycji wyniesionej z PRL.

Kłopoty ma również znany dziennikarz Piotr Najsztub: potrącił na pasach starszą kobietę, która trafiła do szpitala. Nie chodzi o sam wypadek, bo coś podobnego (odpukać!) może zdarzyć się każdemu kierowcy. Ale Najsztub prawdopodobnie nie miał ważnego prawa jazdy (stracił je w 2008 r. za przekroczenie dozwolonej liczby punktów karnych, co potwierdza policja) ani obowiązkowego ubezpieczenia OC. To sytuacja pozwalająca postawić pytanie o poczucie „bezpieczeństwa” ludzi towarzysko związanych z poprzednią władzą. Znów: w dawnych czasach problem byłby zapewne niewielki, może nawet wystarczyłby jeden, dwa telefony. Dziś są poważne kłopoty.

Część ludzi nowej władzy również może poczuć pokusę, by sięgać po tego typu życiowe ułatwienia. Jeśli tak uczynią, Polacy szybko to wyczują – i odpowiednio zareagują. Dlatego, paradoksalnie, dobrą wiadomością są zatrzymania wokół Grupy Azoty, związane z wykryciem przez CBA grupy przestępczej zajmującej się wyłudzaniem pieniędzy ze spółek skarbu państwa. Z doniesień wynika, że skala przedsięwzięcia była duża. A chodzi o ludzi nominowanych już przez „dobrą zmianę”. No cóż, pokusy dotyczą wszystkich. Gdy chodzi o ludzi z nowego zaciągu, mogą być nawet silniejsze, niż w przypadku poprzedników, bo dla wielu stanowiska oznaczają pierwsze w życiu zetknięcie się z naprawdę dużymi pieniędzmi i dużymi możliwościami. A wokół nie brakuje chętnych do nie zawsze uczciwej współpracy; wbrew wolnorynkowej retoryce III RP, kapitał publiczny – europejski, państwowy, samorządowy – odgrywa bowiem w naszej gospodarce kluczową rolę. Ma to swoje zalety, ale wymaga bardzo uważnego stróża. W przeciwnym razie wcześniej czy później do władzy dojdzie rząd, który wszystko po prostu sprzeda.

Idziemy nr 42 (628), 15 października 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły