23 sierpnia
środa
Apolinarego, Filipa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pogarda w cieniu żałoby

Ocena: 4.8
1003

Futbol to barometr i laboratorium kultury, na dobre i złe. W Lidze Europejskiej bardzo życzyłem sukcesu José Mourinho. Zawsze z podziwem patrzę na jego walkę contra mundum, wolę zwycięstwa, spory z dziennikarzami. I zwyczajnie cieszyłbym się z wygranej United, gdyby nie to, że po masowym mordzie w Manchesterze ze smutkiem patrzyłem na piłkarzy i – jeszcze bardziej – kibiców manifestujących bez umiaru radość, gdy ich sąsiedzi nie zdążyli otrzeć łez po stracie bliskich. Skoro piłkarska etykieta zachęca do nierobienia „cieszynek” po bramce strzelonej na stadionie swego byłego klubu, tym bardziej podobnym umiarem można było wpisać mecz w żałobę. Nawet jeśli na koniec świętowano by szczęśliwe zakończenie. Ale nie jestem piłkarzem, ani (niestety) dziennikarzem sportowym, a piłkarze to w końcu prości dwudziestoparoletni chłopcy.

Z tym większą jednak ulgą, na drugi dzień po sztokholmskim finale, przeczytałem w „Przeglądzie Sportowym” pomeczowy komentarz Michała Pola, wypełniony najróżniejszymi przykładami żałobnych akcji i reakcji piłkarzy i kibiców po manchesterskiej tragedii. Obok tego jednak – za co mam dla autora wielkie uznanie – komentarz ten otwarcie pokazał również rzeczy skryte w mroku kultury masowej: „W tych ponurych chwilach po ataku cieszą mnie wszystkie ludzkie gesty solidarności i nie rozumiem, czemu tak wiele osób w mediach społecznościowych irytują hasztagi w rodzaju #PrayforManchester, czy wcześniej #PrayforParis. Dlaczego naśmiewać się z osób, które chcą dać wyraz empatii w jedyny sposób, w jaki mogą?”.

Właśnie, przecież ludzie, którzy pisali na Twitterze o modlitwie, wykazali wzruszający zmysł żałoby. I człowieczeństwa, którego – jak odkrył Eliade – żałoba jest najpewniejszym wskaźnikiem. I nawet jeśli w sieci spotyka się często „samotny tłum”, to tym razem wszyscy, którzy podpisali się pod #PrayforManchester, zbudowali może samotną, ale wielką – wspólnotę! Natomiast wrogie reakcje wobec tej wspólnoty to kolejny przejaw coraz częściej wybuchającej nienawiści i pogardy antychrześcijańskiej. Nienawiści, która wrogo reaguje na każdy przejaw życia chrześcijańskiego, pogardy, która proponuje, by chrześcijaństwo, szczególnie katolickie, wycofało się z przestrzeni publicznej, a wtedy może być w miarę tolerowane. W pewnym sensie nad tą propozycją warto się zastanowić – bo może to racja? Tylko – jaka racja? Właśnie, bo po co ludzie w ogóle mówią, co myślą i czują? Przecież mogliby milczeć, przynajmniej ci, którzy samymi sobą drażnią innych. Irytacja obecnością chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej jest miarą intencji wykluczenia zawartą w ciągle powracających manifestacjach antychrześcijańskiej nienawiści.

Niestety, instytucje współczesnego liberalnego świata ciągle nie chcą potępić po imieniu tej tak powszechnej formy nietolerancji. Tym samym wystawiają jednak świadectwo samym sobie. Bo milczenie o coraz częstszych aktach antychrześcijańskiej nienawiści jest samo w sobie aktem antychrześcijańskiej pogardy.

 

Idziemy nr 24 (610), 11 czerwca 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły