22 września
sobota
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Po co nam państwo?

Ocena: 0.4
1351

Prokuratura zajmie się sprawą umów na budowę autostrady A2 zawartych z firmą założoną przez Jana Kulczyka. Chodzi m.in. o ustalenie, dlaczego rząd SLD-PSL zgodził się w 1997 r., by spółka Autostrada Wielkopolska mogła dowolnie i bez ograniczeń wyznaczać kierowcom opłaty za przejazd. Z tych uprawnień firma oczywiście ochoczo korzysta, co sprawia, że za przejazd samochodem osobowym z Łodzi do Poznania i z powrotem trzeba zapłacić ok. dwustu złotych. To stawki w Europie niespotykane, wyższe niż całoroczne winiety na wszystkie drogi w niektórych krajach (np. Słowacja i Węgry).

Gdy usłyszałem tę informację, przypomniała mi się cenna myśl prof. Andrzeja Nowaka. Otóż, odpowiadając na lamenty dotyczące ceny polskiej niepodległości (powstania, represje, masowe mordy), zwrócił on kiedyś uwagę, że brak ceny również ma swoją cenę, często tragicznie wysoką. Podał ciekawy przykład: otóż na frontach I wojny światowej zginęło ponad milion Polaków walczących w szeregach armii zaborczych. Ginęli również, zabijając siebie nawzajem.

Tak jak swoją cenę ma brak niepodległości, tak również trzeba płacić za państwo słabe, byle jakie, ulegające wpływom zewnętrznym, skolonizowane przez oligarchów. Płacić w różny sposób: poprzez ciche przyzwolenie na nielegalny import paliw, brak reakcji na rosnącą skalę karuzeli VAT-owskich, eldorado dla zachodnich sieci handlowych czy takie umowy jak ta pozwalająca Autostradzie Wielkopolskiej na finansowe żniwa. Jeśli nie ma siły, która będzie ograniczała apetyty drapieżników, wcześniej czy później dobiorą się oni do naszych portfeli.

Również w tym kontekście warto patrzeć na dyskusję o zarobkach najwyższych urzędników państwowych. Część mediów urządziła wielodniową nagonkę, wypominając ministrom „nagrody” w wysokości 6-7 tys. zł miesięcznie. Faktycznie są to nieformalne podwyżki, wprowadzone okrężną drogą po tym, jak w zeszłym roku, w wyniku podobnej awantury, nie udało się sprawy załatwić ustawowo. Takich sztuczek stosuje się więcej, można np. wskazać na miejsca w radach nadzorczych różnych firm.

Sprawa bulwersuje, jeśli realne zarobki wicepremierów czy ministrów (moim zdaniem ok. 20-25 tys. zł miesięcznie) porównuje się z zarobkami przeciętnymi (ok. 4,3 tys. zł) czy też najczęściej w Polsce występującymi (ok. 2-2,5 tys. zł). Jednak w porównaniu ze światem biznesu czy nawet wielkich mediów nie tylko nie są to pieniądze szokujące, ale nawet dość skromne. Zwłaszcza w przypadku wiceministrów, którzy zarabiają ok. 7 tys. zł, a bezpośrednio nadzorują branże warte miliardy złotych. Są to kwoty, które sprawiają, że bardzo często wysocy urzędnicy po paru latach w służbie państwowej kapitalizują swoją wiedzę i doświadczenie w prywatnym biznesie, o ile nie robią tego wcześniej, w czasie pracy dla państwa. Oczywiście, administracja państwowa ma tendencję do stałego obrastania tłuszczem, i dlatego powinna być regularnie odchudzana; nie może to jednak oznaczać – cytując śp. Lecha Kaczyńskiego – „dziadowskiego państwa”.

Wracając do najdroższej autostrady w Europie: fakt, że przez kilkanaście lat nasze państwo nie zareagowało na oczywiste nadużycie pozycji w istocie monopolistycznej, a i dziś wciąż nie ma narzędzi, by to uczynić, dużo mówi o tym, gdzie jesteśmy. W Europie Zachodniej w podobnej sytuacji nie wahano by się wkroczyć albo poprzez działania ustawowe, albo poprzez regulatora danego sektora. Wolność gospodarcza i wolny rynek nie oznaczają bowiem naszego „róbta, co chceta”; oznaczają przede wszystkim równe reguły gry dla wszystkich i również troskę o dobro wspólne. Gdy w Wielkiej Brytanii państwo uznaje, że jakaś firma przesadnie łupi obywateli, zaczyna groźnie dominować albo gra nie fair, sypią się naprawdę dotkliwe kary, a nawet narzucane są konkretne decyzje, wymuszające np. podział koncernu na kilka mniejszych firm.

Na szczęście i u nas powoli rodzi się świadomość, że współczesny wolny rynek to w istocie skomplikowany mechanizm, w którym wysiłek przedsiębiorców musi być wsparty mądrym działaniem państwa. Jest to także w interesie porządnego biznesu; wolna amerykanka nie premiuje bowiem kreatywnych ludzi czynu, ale cwaniaczków i złodziei.


Idziemy nr 7 (645), 18 lutego 2018 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI