19 kwietnia
poniedziałek
Adolfa, Tymona, Leona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pandemia i szantażowanie katolików

Ocena: 4.8
1411

„Liczę, że jutrzejsza Niedziela Palmowa będzie testem odpowiedzialności ze strony władz kościelnych i zobaczymy, jak działają rozwiązania, które mają przyczynić się do przestrzegania obostrzeń” – powiedział 27 marca minister zdrowia Adam Niedzielski.

Czas najwyższy powiedzieć panu ministrowi w szczególe i rządowi w ogóle, że pandemia to nie jest żaden test dla Kościoła, tylko jest to test dla władzy, czy i jak ona jest w stanie sobie radzić z zarazą. Wyniki podejmowanych wysiłków są nikłe, więc trzeba znaleźć sobie kozła ofiarnego, a cóż jest dziś łatwiejszym celem ataku niż Kościół? Media głównego nurtu bez wahania ten temat podejmą. Można rzec, że grunt do tego typu natarcia jest doskonale przygotowany, ponieważ jak głoszą wyniki badania opinii publicznej, prawie 3/4 Polaków wypowiada się przeciw zamykaniu hoteli, prawie 70% przeciw zamykaniu stoków narciarskich, przedszkoli i galerii handlowych, ale ponad 40% jest za tym, żeby na czas pandemii zamknąć kościoły.

Ten pożałowania godny stan rzeczy jest wynikiem słabości mediów katolickich, co jest wynikiem samoograniczania się Kościoła, wiary, że ambona wystarczy. Litania stacji radiowych, które zostały oddane w prywatne ręce i dziś mają w praktyce charakter na wskroś komercyjny, czy też zamkniętych tytułów prasowych jest dość długa. Dlatego w dobie pandemii, szczególnie zdaniem młodego pokolenia, świątynie Jedynego Boga, jako obiekty mało potrzebne, winny stać puste, podczas gdy „świątynie mamony” mają pozostać czynne.

Z drugiej strony, w prasie jest zupełny brak głosów zadających pytania w rodzaju, jak to jest możliwe, że w 126-milionowej Japonii do tej pory (dane ŚOZ na dzień 28 III) zanotowano tylko 467 tys. przypadków zachorowań na COVID 19 i 9031 zgonów z powodu tej choroby, a w prawie 52-milionwej Korei Płd. niecałe 102 tys. zachorowań i 1722 zgony? Władze prawie 24-milionwego Tajwanu (nie jest członkiem ŚOZ) podają, że zachorowało tam ogółem 1020 osób, z czego tylko 10 zmarło. W krajach tych nie stosowano „lockdownów”.

Nie ma tu żadnej tajemnicy, bo od prawie roku wiadomo, że pandemia została tam opanowana dzięki błyskawicznemu lokalizowaniu ognisk zarazy i izolacji chorych i podejrzanych o bliski z nimi kontakt. Sukces tego dalekowschodniego podejścia zasadza się na szybkości i elastyczności działania jednostek służby zdrowia na poziomie gminy i powiatu. To właśnie od skuteczności działania na tym poziomie zależy powodzenie w zwalczaniu pandemii, podczas gdy działanie scentralizowane i odgórne nie przynosi wyników.

Życie każdego człowieka ma wielką wartość i zgon każdej osoby, mimo świadomości nieuchronności tego faktu, napawa mnie smutkiem – wśród ofiar COVID 19 są osoby dobrze mi znane. Niemniej, spójrzmy na tę sprawę z punktu widzenia wskaźnika śmiertelności. W Szwecji, w której od początku pandemii obostrzenia były nieduże do tej pory na COVID-19 zapadło 780 tys. i zmarły 13 402 osoby, zatem wskaźnik śmiertelności wynosi tam 133 zgony na 100 tys. ludności. W Polsce ten współczynnik wynosi 137. We Francji, Wlk. Brytanii i Belgii, będących na podobnym do Szwecji poziomie rozwoju, ale w przeciwieństwie do niej stosujących drakońskie ograniczenia, wskaźnik śmiertelności wynosi odpowiednio 144, 186 i 199. Jaki z powyższych danych płynie wniosek w zakresie skuteczności „lockdownów”?

Dwa tygodnie przed Świętami Wielkiej Nocy rząd niemiecki ogłosił zamiar ponownego wprowadzenia ostrych ograniczeń, ale decyzja ta spotkała się z miażdżącą krytyką i dwa dni później kanclerz A. Merkel publicznie uznała ją za błędną i zmieniła zdanie. Na marginesie, w Niemczech wskaźnik śmiertelności nie jest znikomy i wynosi 91 na 100 tys.

Najpotężniejszy przywódca w UE ma odwagę przyznać się do błędu, zaś w Polsce za możliwą porażkę w zmaganiach z pandemią obarcza się … osoby chodzące do kościoła. Dawniej Żydów obarczano rzekomą winą za rozsiewanie chorób, dziś ten sam „grzech” imputuje się katolikom. Historia wydaje się zataczać pełne koło, można odnieść wrażenie, że wracamy do czasów cesarza Nerona, który winą za pożar Rzymu obarczył właśnie chrześcijan.

Patrząc na dane dotyczące przebiegu pandemii rodzi się nieodparte wrażenie, że Zachód (UE i USA) jest niesłychanie zacofany technologicznie i organizacyjnie w porównaniu ze wspomnianymi krajami Dalekiego Wschodu (wskaźnik śmiertelności dla Japonii, Korei Płd. i Tajwanu, odpowiednio 7,1, 3,4 i 0,04 na 100 tys. mieszkańców). W przypadku obu regionów mamy do czynienia z demokracjami, więc nie ma mowy o swobodnym stosowaniu przymusu przez władze, czy też o możliwym fałszowaniu statystyk, jak to może mieć miejsce na przykład w Chinach czy w Rosji. Skoro od prawie roku USA i UE wiedzą, albo bez trudu mogą się dowiedzieć, jak ograniczać rozwój koronawirusa, to czemu tego nie robią?

Tymczasem wprowadza się ograniczenia i to coraz bardziej osobliwe. Bo jak na przykład wytłumaczyć to, że nagle podnosi się z 15 do 20 m2 minimalną przestrzeń dla jednego wiernego w kościele, podczas gdy cały czas mówi się, że odległość pomiędzy ludźmi wynosząca 1,5 m jest wystarczająca do zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa. Jak każdy absolwent szkoły podstawowej łatwo wyliczy, powierzchnia koła o promieniu 2 metrów (dodajemy ½ m. żeby wliczyć także „szerokość” osoby) wynosi 12,6m2. Co więcej, ten limit dotyczy każdej osoby, nawet członków tej samej rodzin, które na co dzień przebywają w tym samym domu. Inaczej mówiąc, władza w całej swej powadze mówi, drodzy małżonkowie, we własnym domu nie zarazicie się jeden od drugiego nawet śpiąc w jednym łóżku, ale jeśli tylko przekroczycie próg świątyni, to w żadnym przypadku nie możecie blisko siebie przebywać, bo w tym środowisku wszystko jest możliwe i żadne prawa biologii nie obowiązują. Media „głównego nurtu” tych, mówiąc delikatnie, sprzeczności nie zauważają. Zaś media katolickie są zbyt słabe, by nadać właściwy ton debacie o pandemii.

Zresztą takich dziwnych braków w informacji jest więcej. Na przykład na stronie internetowej WHO w dziale pod znamienny tytułem „Rozwiewanie mitów” jest podane, że zdecydowana większość osób, które ulegają zarażeniu COVID 19 wykazuje nikłe, lub ograniczone symptomy i jest w stanie szybko odzyskać zdrowie dzięki pomocy medycznej. Na ujemne skutki zarażenia się COVID 19 są narażone osoby starsze i cierpiące na inne choroby, szczególnie choroby serca, astmę i cukrzycę. WHO także nie zaleca noszenia masek podczas ćwiczeń fizycznych, ponieważ one szybko stają się wilgotne i tym samym sprzyjają rozmnażaniu się mikroorganizmów. Zamiast tego WHO zaleca utrzymywanie dystansu wynoszącego co najmniej … 1 (słownie jeden) metr, a nie 1,5m. To zalecenie dotyczy nie tylko ćwiczeń fizycznych, ale wszelkiej innej działalności. Jeśli chodzi o dzieci do lat 11, noszenie masek nie powinno być obowiązkowe, z wyjątkiem niektórych przypadków. Najważniejsze jest częste mycie rąk, bo dzięki temu unikamy możliwości przedostawania się wirusa do oczu, nosa i ust, a w ten właśnie sposób można się zarazić. Konia z rzędem temu, kto na stronie WHO znajdzie zalecenie daleko idącego ograniczania ludzkiej działalności, ponieważ organizacja ta nie zaleca tego typu działań ze względu na ich możliwe „przemożne ujemne wpływy” (profound negative impact).

Jaki jest zatem sens nakładania drakońskich ograniczeń dotyczących praktycznie wszelkiej działalności obywatela, który nie jest osobą starszą i nie cierpi na wspomniane powyżej dolegliwości? Przynajmniej częściową odpowiedź na to pytanie dostarczają doświadczenia Szwecji.

Podkreślmy jeszcze raz, życie każdego człowieka ma ogromną wartość i należy dokonać wszelkich starań, aby liczba zgonów z powodu COVID 19 była jak najniższa. Z tym, że ta sama reguła dotyczy wszystkich innych ludzi, nie można czynić żadnego rozróżnienia pomiędzy zagrożeniem śmiercią z powodu koronawirusa i innymi chorobami.

9 lutego Ministerstwo Zdrowia wydało krótki raport na temat zgonów w Polsce w roku 2020, w którym znajdujemy informację o tym, że w 2020 r. w Polsce zmarło 67 tys. więcej osób niż w roku poprzednim, z czego około 62 tys. stanowi „nadwyżkę zgonów”, liczbę przekraczającą tę której oczekiwano. Wśród tej nadwyżki, 43% zmarło z powodu koronawirusa, zaś u dalszych 27% wcześniej stwierdzono tę chorobę. Zatem, 30%, czyli około 19 tys. zmarło z powodu innych przyczyn, najprawdopodobniej z powodu ograniczenia świadczenia usług medycznych dla innych chorych. Na taką możliwość dawno temu wskazywali liczni uczeni z tak renomowanych uniwersyteckich ośrodków jak Oxford, Stanford i Harvard. To jest też jeden z owych „przemożnych ujemnych wpływów”, o których mówi WHO.

Raport Ministerstwa Zdrowia podaje, że 94% tej nadwyżki zgonów dotyczy osób powyżej 60 roku życia. Co więcej, „82% nadwyżki generowane jest przez osoby, które obciążone były chorobami współistniejącymi”. Mówiąc bez ogródek, dane te w pełni potwierdzają wnioski, które wiele miesięcy wcześniej były publikowane na stronie internetowej WHO, że trzeba chronić osoby starsze i cierpiące na poważne dolegliwości. Zatem, skąd pomysły ponownego drastycznego ograniczenia swobód konstytucyjnych przeciętnego obywatela i Kościoła?

Rządy europejskie wykazują się daleko idącą nieudolnością w zapewnianiu obywatelom stosownych środków zaradczych w obliczu pandemii. Wobec tego, konieczne staje się znalezienie jakiegoś kozła ofiarnego. W przypadku Polski takowego znaleziono w postaci wiernych. Fałsz zwycięża zawsze tam, gdzie zwolennicy prawdy wyzbywają się możliwości jej głoszenia.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 kwietnia

Poniedziałek, III Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 6, 22-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter