17 grudnia
poniedziałek
Olimpii, Lazarza, Floriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Opadły złudzenia

Ocena: 0
1793

Według sondażu ośrodka Estymator, Prawo i Sprawiedliwość zanotowało sondażowy rekord: na partię Jarosława Kaczyńskiego chciało głosować 50,2 proc. badanych; na Platformę – 22,9 proc. Już jednak według ośrodka Kantar Public, PiS cieszy się poparciem „zaledwie” 37 proc. badanych i straciło w porównaniu z poprzednim sondażem 5 pkt; Platforma miała zaś zyskać 6 pkt, co dało tej partii poparcie równo co piątego respondenta.

Oba badania przeprowadzono mniej więcej w tym samym czasie i jest to z pewnością ciekawy przyczynek do toczącej się od lat dyskusji o jakości naszych sondażowni: bo nie dość, że oba badania wskazują na sprzeczne trendy, to jeszcze różnica w poparciu dla PiS jest gigantyczna; 50 proc. dzieli wszak od 37 proc. aż 13 pkt, czyli tyle, ile wynosi łączne poparcie dla Nowoczesnej i Kukiz ‘15 w sondażu Kantar Public.

Tym razem jednak problem leży gdzie indziej. Bo awantura polsko-izraleska rzeczywiście rozwibrowała nasz polityczny krajobraz. Jej emocjonalna siła jest trudna do przeszacowania. Dotyka wszak sfery prawdy historycznej, samooceny narodowej, godności wspólnoty i jej prestiżu. Na pierwszym planie wydaje się bezdyskusyjne, że cała sprawa sprzyja obozowi władzy: narody w obliczu zagrożenia – a możemy mówić o zagrożeniu nieprawdziwym oskarżeniem – zazwyczaj jednoczą się wokół rządzących. Jednocześnie jednak nie można wykluczyć, że w którymś momencie Polacy poczują się zmęczeni asertywną polityką zagraniczną i zaczną wysyłać sygnały wskazujące, że mają dość. Czy sondaż wskazujący na tąpnięcie poparcia dla PiS jest takim sygnałem? Nie da się dziś na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale z pewnością na Nowogrodzkiej zostanie poddany uważnej analizie.

W tle jest pytanie, kto zostanie obarczony winą za całą sytuację. Z jednej strony sprawę łatwo przedstawić jako dowód na niekompetencję rządu i Sejmu, bo prawdą jest, że decydentom zabrakło czujności. Ustawa o IPN została potraktowana za granicą jako próba zadekretowania historii, a jej właściwy sens – czyli walka z pojęciem „polskich obozów śmierci” – nie dotarł do strony żydowskiej. Z drugiej strony, Polacy doskonale wyczuli, że furia, z jaką zderzył się nasz kraj, jest czymś więcej niż karą za niefrasobliwość. Wylały się emocje, o których wiedzieliśmy, że istnieją, ale byliśmy skłonni plasować je na marginesie debaty; tymczasem wdarły się one do „głównego nurtu” świata żydowskiego. Ten ton oskarżenia, faktycznie będący próbą przypisania nam współodpowiedzialności za Holokaust, został w Polsce dobrze zdiagnozowany. Co ważne, społeczeństwo zareagowało ogólnie niezwykle dojrzale; nie doszło do żadnych istotnych incydentów, nie licząc antysemickich komentarzy w internecie (których wartości i wagi nie należy jednak przeceniać) i paru medialnych wypowiedzi balansujących na granicy tego, co dopuszczalne.

Jest paradoksem, że najgorętsza batalia międzynarodowa wybuchła w momencie, gdy obóz rządzący wyraźnie chciał zmniejszyć napięcie w relacjach z zagranicą. To był jeden z głównych celów wymiany premiera. Mateusz Morawiecki ma zresztą na koncie pierwsze sukcesy: przywódcy Unii Europejskiej wyraźnie złagodzili ton, i choć nie możemy mieć pewności, że powstrzyma to konkretne działania wymierzone w Warszawę, to wyraźnie widać, że gra weszła w nową fazę. Ale tak to bywa w polityce, w której przyszłości przewidzieć się nie da.

Emocje powoli opadają. Ekipa „dobrej zmiany” zasadniczy cel osiągnęła: nie przyjęła oskarżenia, wytrzymała presję. To bardzo dużo, maksimum tego, co racjonalne. Jednocześnie jest już jasne, że ustawa o IPN zostanie zmieniona, albo w Trybunale Konstytucyjnym, albo w parlamencie. Tu pole manewru jest naprawdę niewielkie, głównie dlatego, że w grę wchodzą relacje ze Stanami Zjednoczonymi. A relacje z Izraelem i środowiskami żydowskimi? Dziś to wielka niewiadoma. Choć są i pozytywy: wiemy, gdzie jesteśmy, jak nas postrzegają i czego oczekują. I wiemy też, że owoce nieszczerego dialogu bywają gorsze niż milczenie. Bo milczenie niczego nie zakłamuje, a udawany dialog owszem.


Idziemy nr 9 (647), 5 marca 2018 r.
 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -