18 lipca
czwartek
Erwina, Kamila, Szymona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ojczyznę wolną racz nam wrócić

Ocena: 3.9
1509

Był czas, że śpiewaliśmy: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Po 1989 r. zaczęliśmy śpiewać: „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Stwierdziliśmy – skądinąd słusznie – że wolność odzyskaliśmy, a teraz chodzi o to, aby ją dobrze wykorzystać, zagospodarować. Wygląda jednak na to, że niektórzy chcieliby powrócić do pierwszej formuły: „racz nam wrócić”. Co takiego się stało? Kto zagraża naszej wolności? Wtykający nos we wszystkie sprawy biurokraci unijni? Bruksela? Berlin? Nie! Może Moskwa? Eee tam! Mafijne, polityczne, biznesowe układy? Ale o co chodzi?! Polskojęzyczne, kierowane przez międzynarodowe, zideologizowane koncerny media? Nic z tych rzeczy! Polska traci wolność z powodu Kościoła, w tym z powodu konkordatu!

Jeden z głównych rzeczników tego poglądu, Jan Hartman, opublikował w swoim czasie, oczywiście na łamach „Gazety Wyborczej”, artykuł „O Polskę wolną – od konkordatu”. Zdaniem profesora z Krakowa konkordat to „relikt przeszłości” i „element średniowiecznego ustroju”. „Większość Polaków ma już ukształtowane poczucie narodowe, że nie godzi się na to – twierdzi Hartman – by Polska znajdowała się pod kuratelą innego państwa (…). Stolica Apostolska to jedyne obce państwo wymienione w konstytucji”. Inny profesor, Wiktor Osiatyński, też przekonuje, że powinniśmy wypowiedzieć konkordat. Bo w przeciwnym razie Polska stanie się państwem fundamentalistycznym. Zresztą, jesteśmy już w pół drogi do fundamentalizmu – twierdzi Osiatyński na łamach „Newsweeka”. Refleksją na ten temat podzielił się także najnowszy autorytet od reformowania Kościoła, reżyser filmu „Kler”. Jego zdaniem, najlepszym rozwiązaniem będzie „wypowiedzenie konkordatu i wyprowadzenie religii ze szkół”.

Profesorom i autorytetom moralnym wtórują internetowi hejterzy. Wygląda to niekiedy tak, jakby czerpali wiedzę z tych samych broszur. Rozdzierają więc po hejtersku szaty, że ponoć konkordat kosztuje państwo polskie prawie 2 mld zł. Do tego rodzaju osób nie trafiają racjonalne argumenty, że przecież wynagrodzenie polskich katechetów, którzy uczą polskie dzieci, bo życzą sobie tego ich rodzice, polscy obywatele, nie jest jakąś daniną na rzecz Watykanu, ale cywilizowanym rozwiązaniem w takim kraju jak Polska. A zresztą, aby mieć religię w polskiej szkole, nie trzeba konkordatu. Katofobiczne zakapiory gardłują ponadto, że Kościół bierze pieniądze od państwa na odnowę zabytkowych kaplic, kościołów, domów. Ależ to czysty zysk dla państwa, które w przeciwnym razie musiałoby pozwolić się zabytkom zawalić albo wyłożyć całą sumę na konieczne prace. Analogicznie jest też ze szkołami prowadzonymi przez podmioty kościelne. Tak! Państwo daje jakieś pieniądze, ale na tym zyskuje. Bo podmiot prowadzący ponosi też niemałe koszty, które w przeciwnym razie musiałoby ponosić państwo. A szkoła służy dzieciom, dobru wspólnemu.

Jak już zauważyliśmy, niektórzy profesorowie, autorytety oraz katofobiczna część internetu lamentuje, że z powodu konkordatu Polska znajduje się pod wpływem Watykanu, a Polacy chcą być niezależni, niepodlegli. Ciekawe, że mówią tak najczęściej ci, którzy pragną, wręcz proszą, aby w Polsce więcej władzy miały Bruksela i Berlin. Uważają, że będzie wspaniale, jeśli unijne komisje i sądy będą nam urządzać życie w Polsce, sądownictwo, media, szkolnictwo. I często w tym poddaństwie wobec europejskiej biurokracji są bardziej uniżeni, niż swego czasu byli starzy komuniści wobec Moskwy.

Innym z „argumentów” ludzi upatrujących w konkordacie wielkie nieszczęście jest przekonanie, że państwo powinno być świeckie. Tymczasem państwo ma być przede wszystkim normalne, a państwo normalne opiera się na szacunku do własnych dziejów, tradycji, poglądów i aspiracji ludzi. Nie widzę zatem powodów, aby Polskę kształtować wedle ideologii lewicowo-liberalnych, feministycznych, genderowych czy też mniejszości seksualnych. Nie ma nic dziwnego, że nad Wisłą, gdzie początek państwowości liczymy od chrztu Polski, prezydent uczestniczy np. w uroczystościach dożynkowych na Jasnej Górze. Ideologiczna świeckość to życie w przestrzeni publicznej, jakby wśród polityków i ich wyborców nie było osób autentycznie wierzących. A przecież w Polsce jest ich wiele, i mają prawo wyrażać to publicznie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 lipca

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście"

Dziś w Kościele: czwartek, XV tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie bł. Szymona z Lipnicy, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Wj 3, 13-20; Ps105; Mt 11, 28-30
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -