19 listopada
poniedziałek
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Obojętność "światopoglądowców"

Ocena: 2.75
2193

Na marginesie ataków na Polskę po nowelizacji ustawy IPN red. Zuzanna Dąbrowska skomentowała w „Rzeczpospolitej” stanowisko rządzącej partii wobec kluczowych kwestii moralno-ustrojowych: „Tematów światopoglądowych PiS starało się unikać jak diabeł wody święconej. Bo Jarosław Kaczyński wie, czym to w Polsce grozi. Stąd daleko posunięta ostrożność np. w sprawie aborcji. Prezes tych spraw nie lubi, nudzą go i się na nich nie zna, więc pozostawia je radykalnym ideologom, takim jak Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Pięta”.

Cytuję w całości tę analizę, bo – choć zastrzeżenia budzą poszczególne sformułowania, a całość miejscami wymagałaby pogłębienia – we wnioskach jest ścisła. Problem nie polega jedynie na tym, że do tej pory PiS nie chciał zmienić ustawy o ochronie życia. Nie chciał jej również korygować, nawet tak kosmetycznie, jak choćby poprzez powrót do oryginalnych prawnokarnych przepisów z pierwotnego tekstu ustawy, sprzed jej obalenia przez Aleksandra Kwaśniewskiego i SLD w 1996 r. i niepełnego przywrócenia rok później. A przecież to byłoby przywrócenie owego „kompromisu”, który rzekomo nieprzerwanie obowiązuje od ćwierć wieku!

Nie chciał się również angażować tam, gdzie trzeba było walczyć o stosowanie tej, rzekomo popieranej, ustawy. Apel do rządów PO przypominający, że przepisy chroniące życie dotyczą również dzieci poczętych in vitro podpisała wprawdzie jedna trzecia posłów PiS, ale potem przeleżał dwa lata w szufladach PiS-owskich (!) przewodniczących Komisji Zdrowia, którzy nigdy, do samego końca kadencji nie poddali go pod obrady. PiS również nie chciał reagować na naruszenia ustawy, gdy na przykład ujawniono, że mały Wiktor umarł w warszawskim szpitalu na Madalińskiego po „nieudanej” aborcji. Dziecko zabito, mimo że osiągnęło już wiek, w którym jego życie (zgodnie z polskim prawem) podlegało już pełnej ochronie.

To nie rzekome obawy przed „całkowitym zakazem” czy „wyborczym wahadłem” blokowały to zaangażowanie. To był jedynie argumentacyjny pretekst, by nie podejmować metodycznej polityki na rzecz cywilizacji życia. Kwestii moralno-ustrojowych lider PiS bowiem „nie lubi, nudzą go i się na nich nie zna”. A że są jednak wyborczo „ważne” (skoro pytają o nie wyborcy, skoro nawet psują samopoczucie politykom z drugiego i trzeciego szeregu partii), trzeba pozwalać na harce „radykalnych ideologów”. Ci powiedzą od czasu do czasu coś „mocnego”. Burza, jaką to wywoła, da upust emocjom ideowego skrzydła partii, a pragmatyczne umocni w przekonaniu, że to domena „oszołomów” i lepiej się tym nie zajmować. I tak to się toczy.

Są jeszcze ruchy pozorne, obliczone na to, żeby nie działać, jak na przykład wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. O tym w przyszłości. Ale czy w ogóle trzeba o tym pisać, czy nie lepiej „teraz” milczeć? Owszem, trzeba, bo nawet jeśli często dolegliwości (w tym wypadku liberalizmu) trzeba leczyć najprostszymi, najbardziej dostępnymi, znanymi choćby z reklamy środkami, to dobrze wiedzieć, jak to naprawdę działa i jakie wywiera skutki uboczne. I że nie można tego łykać bez przerwy.


Idziemy nr 13 (651), 1 kwietnia 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -