22 kwietnia
czwartek
Kai, Leonii, Sotera
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie umrzeć nie znaczy żyć

Ocena: 4.55
1157

Te słowa filozofa Gustave’a Thibona przypomniał Gianfranco Amato, włoski adwokat, zaangażowany katolik, w jednym z programów włoskiej telewizji. Cała wypowiedź Amato, która dotyczyła współczesnych, koronawirusowych czasów, zrobiła na mnie duże wrażenie. Jeden ze znajomych Włochów, któremu ją przesłałem, stwierdził, że takich prostych, a zarazem głębokich słów oczekiwałby od biskupów. „Ryzykujemy, że z powodu lęku przed śmiercią przestajemy tak naprawdę żyć” – stwierdził adwokat. Przez co wcale nie chciał dołączyć do biadolenia tzw. wolnościowców, że noszenie masek i trzymanie dystansu to straszliwe ograniczenie naszej wolności. Wskazał na problem głębszy, duchowy, dotyczący sensu i perspektyw ludzkiego życia.

Amato zauważył, że żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest płynne (dodałbym: oprócz dogmatów gender/LGBTIQ), w którym nic nie ma trwałego sensu, bo wszystko jest tymczasowe. W takim społeczeństwie lęk staje się czynnikiem determinującym nasze zachowania. W historii bywały epidemie dużo poważniejsze, np. grypa hiszpańska w latach 1918-1920 albo grypa azjatycka w latach 1957-1958, ale nie wywołały one takiego lęku, jak obecnie koronawirus. Bo dziś większość ludzi żyje jedynie w wymiarze horyzontalnym, w którym wszystko jest tymczasowe, a śmierć jest końcem wszystkiego. Dawniej natomiast były żywe wartości, których dzisiaj brakuje. Przede wszystkim wiara w Boga i w życie wieczne.

Jeśli życie nie ma jakiegoś głębszego sensu, ale jesteśmy jedynie przypadkiem ewolucji, szczególnym połączeniem procesów biochemicznych, jeśli Boga nie ma, jeśli nie ma nadprzyrodzoności, jeśli nie ma wymiaru przekraczającego doczesne życie, to „śmierć” staje się ostatnim słowem. Taka sytuacja – twierdzi Amato – niszczy społeczne relacje. COVID pogłębił paraliżujący lęk przed śmiercią. Nie tylko wyostrzył świadomość nieuchronności indywidualnej śmierci, ale również pokazał, że cała doczesna rzeczywistość jest tymczasowa. Okazało się, że tymczasowa, niezdolna do zapewnienia nam bezpieczeństwa, jest nauka, medycyna, ekonomia, polityka. Wszyscy ci bogowie współczesności okazali się bożkami, które nie mogą wybawić nas od zagrożeń. Nie chodzi o to, by teraz nie doceniać osiągnięć nauki i z nich nie korzystać, ale by widzieć sprawy we właściwych proporcjach.

Zdaniem Gianfranco Amato Kościół miał doskonałą okazję, by powiedzieć: „Drogi współczesny człowieku. Teraz rozumiesz, że nie tylko ty jesteś tymczasowy, ale wszystko jest tymczasowe. Jednak jest coś, a raczej ktoś, kto nie jest tymczasowy”. Włoski adwokat przypomniał maksymę kartuzów: „Stat crux dum volvitur orbis!” (Krzyż stoi, podczas gdy świat się obraca). A zatem wszystko jest tymczasowe, przemijające, ale jedna rzecz nie upadnie, nie przeminie – Krzyż Chrystusa! Można by tutaj zauważyć, że np. kardynał Sarah – i zapewne nie tylko on – przepowiadał w ten sposób, ale nie brakowało, niestety, duchownych, którzy stali się działaczami sanitarnymi, głosząc, że zdrowie jest najważniejsze, że Kościoły powinny być zamknięte, a największym obowiązkiem chrześcijanina w dzisiejszych czasach jest zaszczepienie się. Gwoli sprawiedliwości, zauważmy, że z drugiej strony byli ci, którzy głosili jakąś pseudowiarę i pseudoodwagę, demonstracyjnie lekceważąc wszystkie środki ostrożności.

Wspomniany kard. Sarah zadał pytanie: Czy Kościół jeszcze jest potrzebny? A odpowiadając, stwierdził, że koronawirus przypomina nam, co jest istotą misji Kościoła. Nie jest nią ani klimat, ani szczepionki, ale głoszenie Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego jako nieprzemijającego sensu życia w obliczu tajemnicy zła i śmierci. Jezus uczynił z pomocy ubogim podstawowe kryterium Sądu Ostatecznego, ale jednocześnie podkreślał, że Jego królestwo nie jest z tego świata. Tak! Chrześcijanin angażuje się, by świat był lepszym miejscem dla wszystkich. Korzysta z postępu nauk i sam, jeśli ma takie powołanie, naukę rozwija, jak to czyniło wielu duchownych i mnichów. Ale jednocześnie nie trzyma się kurczowo doczesnej rzeczywistości. Nie paraliżuje go lęk przed śmiercią, bo wie, że na tej ziemi wszystko jest tymczasowe, ale Krzyż Chrystusa trwa, co więcej, połączył on niebo z ziemią i otworzył nam bramy raju. A zatem chrześcijanin żyje tak, by żyć, a nie tylko, by nie umrzeć. Tak jak Jezus…

Idziemy nr 13 (804), 28 marca 2021 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 kwietnia

Czwartek, III Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
«Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 6, 44-51
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter