23 maja
wtorek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie odklejam brody

Ocena: 0
4616
Wieś ma ponad 600 lat, a wciąż żywa jest opowieść o Wielkim Księciu Witoldzie, który właśnie tu kupował tony mięsa na wielką bitwę z Zakonem Krzyżackim. Dziś wiemy, o jaką bitwę chodziło, ale w końcu czerwca 1410 roku ani kupujący, ani sprzedający nie wiedzieli, że to stanie się pod Grunwaldem. Dlaczego w Kostomłotach? Bo tu „młócili kości”, czyli prowadzili ubój. Dziś większość mieszkańców pracuje na kolei, ale nazwa została.

Bocianie gniazda na słupach i kozy przy drodze prowadzą mnie do maleńkiej modrzewiowej cerkwi – niecerkwi. Widzę na kopułach wosmokoniecznyje (8-ramienne) krzyże, ale też rzymskokatolickie, a już zupełnie dezorientuje mnie watykańska flaga przy wejściu. W sieni świątyni widzę duże zdjęcie papieża Benedykta XVI, a obok – prawda, że w mniejszej ramce – zdjęcie patriarchy cerkwi grekokatolickiej obrządku bizantyjsko-ukraińskiego Šwiatosława Szewczuka, dalej biskupa siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego.

Msza Święta podobna do tej, jaką znam z cerkwi, ale pięknie wyśpiewane całym sercem „Gospodi pomiłuj” przerywa modlitwa po polsku. Widzę ikony Chrystusa Pantokratora, nieznanych mi świętych jak św. Nicetasa, ale też figurkę Matki Bożej Fatimskiej, św. Antoniego, obraz Matki Bożej Częstochowskiej i zdjęcie z beatyfikacji Jana Pawła II. Msza trwa prawie 2 godziny – ta sama liturgia od IV wieku! – przy udziale ok. stu wiernych. W kazaniu pop-ksiądz w złoconych ornatach i z długą brodą mówi o unitach, którzy zginęli za wiarę, bo to Msza w ich intencji. W XIX wieku car zamykał takie kościółki jak ten, wierni kościoła greckokatolickiego mieli do wyboru: zsyłkę na Sybir albo prawosławie. Wybierali to pierwsze. I właśnie za nich ich praprawnukowie zamówili tę Mszę.

Po II wojnie światowej z 46 parafii neounickich została tylko ta w Kostomłotach. Dziś ma 142 wiernych. Nie wszyscy mieszkają w tej wsi – ale w każdą niedzielę jadą jakieś 50- 90 km, żeby być tu „ze swoimi” – jak mówią – i ze „swoim” księdzem.

Ks. Zbigniew Nikoniuk kilkanaście lat temu ukończył seminarium duchowne w Siedlcach, był zwyczajnym księdzem i pewnego dnia usłyszał od swego biskupa: pójdziesz na parafię do unitów, potrzebują księdza. Ks. Zbigniew w tydzień musiał nauczyć się nowego obrządku, języka, unickich pieśni, zapuścił też brodę. Został unitą. Ale cały czas pomaga również w świątyniach łacińskich – uczy religii, spowiada. A co wtedy ksiądz robi z brodą? – pytam. – Ja nie odklejam brody, identyfikuję się ze wspólnotą, dla której pracuję.


Małgorzata Ziętkiewicz
Autorka jest dziennikarką Telewizji Polsat
Idziemy nr 29 (358), 15 lipca 2012 r.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły