22 maja
wtorek
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie dajmy się sprowokować

Ocena: 4.5
2166

Konflikt polsko-żydowski, który wybuchł akurat w rocznicę wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz, dotyka mnie jako Polaka, katolika i księdza. Jako Polaka, bo ten spór może być dla nas bardzo kosztowny. Jako katolika i księdza zaś dlatego, że często bywając w ojczyźnie Chrystusa, mogłem tam ostatnio czuć się jak u siebie, wśród przyjaciół. Podobnie mogli się czuć Żydzi w Polsce. Teraz boję się wzrostu nastrojów antysemickich w Polsce i antypolskich w Izraelu.

Relacje między obu państwami w ostatnich latach zdawały się układać poprawnie. Przekładało się to na relacje międzyludzkie. O ich jakości świadczy praktyczny fakt, że z każdego większego miasta utrzymywane są połączenia lotnicze z Izraelem. Polska była ostatnio jednym z niewielu wypróbowanych przyjaciół Izraela w Europie. Zaczęło się jeszcze od operacji „Most”, w ramach której w latach 1990-1992 we współpracy z Mosadem przerzucono przez Polskę do Izraela co najmniej 100 tys. Żydów z dawnego ZSRR. W tym celu utworzono w Polsce jednostkę GROM (Grupę Realizacyjną Operacji Most, przemianowaną potem na Grupę Reagowania Operacyjno-Mobilnego). Potem była jeszcze wojna w Iraku z naszym zaangażowaniem, która, jak przyznał były sekretarz stanu USA Henry Kissinger, była w interesie Izraela.

Przybywało naszych rodaków odznaczonych medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Na niespotkanym gdzie indziej poziomie rozwijał się w Polsce międzyreligijny dialog katolicko-żydowski. Powstało muzeum Polin. Prezydent Lech Kaczyński wprowadził zwyczaj corocznego zapalania chanukowych świec na znak jedności z mieszkającymi u nas Żydami. Nie było u nas jawnego antysemityzmu, co przyznawali przedstawiciele wspólnot żydowskich. O polski paszport starało się corocznie po kilka tysięcy Żydów. Nie tylko z Izraela. Polska znowu była dla nich miejscem schronienia.

Władze Izraela też starały się być lojalne wobec Polski. Rządy obu państw zobowiązały się przeciwdziałać kłamstwom o „polskich obozach zagłady”. Poprzedni ambasador Izraela w Polsce prof. Szewach Weiss wzywał nas i cały świat, aby w imię prawdy nazwę Auschwitz i innych obozów pozostawić w oryginalnym języku sprawców tych zbrodni. Obecna ambasador Anna Azari żartowała, że częściej bywa w Polsce w katolickich kościołach, niżeli w synagodze. W jakimś sensie postawa władz Izraela była przeciwwagą dla roszczeniowych i oskarżycielskich wobec Polski inicjatyw środowisk żydowskich w USA. Tak było do 27 stycznia.

Dlaczego więc akurat podczas obchodów w Auschwitz z udziałem ocalonych z Zagłady oraz polskich władz i ambasadorów innych państw pani ambasador Izraela bardzo emocjonalnie zaatakowała Polskę za procedowaną nowelizację ustawy przewidującą karanie za kłamstwa o „polskich obozach zagłady”? Takie zachowanie nie należy dla kanonów dyplomacji. Z pewnością jednak bardzo ucieszyło obecnego na uroczystościach ambasadora Rosji i mogło ocieplić klimat spotkania dwa dni później prezydenta Rosji z premierem Izraela w Moskwie. Wystąpienie z pewnością ucieszyło także Niemców, którzy chętnie podzieliliby się z nami winą za Holokaust.

Atmosfera konfliktu po tym wystąpieniu może skłonić władze USA do przyjęcia wymierzonej również w Polskę ustawy 447, która sprawi, że Amerykanie będą „monitorować” przekazanie organizacjom żydowskim rekompensaty za mienie po obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego, którzy zginęli podczas Holokaustu, nie pozostawiając spadkobierców. Roszczenia te opiewają na sumę grubo ponad 200 mld złotych! Czy te sprawy nie mają ze sobą związku? Polska ustawa nie zabrania obciążania konkretnych Polaków winą za zbrodnie na żydowskich sąsiadach. Penalizuje jednak obciążanie winą państwa polskiego i całego narodu. A tak gigantyczne odszkodowania można ściągnąć tylko od państwa, a nie od osób prywatnych. Pytań ciśnie się wiele. Ufam, że odpowiednie zespoły międzypaństwowe je wyjaśnią.

Poczucie krzywdy może niektórych ludzi pchać do nieodpowiedzialnych wypowiedzi i postaw. Głupców, ludzi złych i bezmyślnych nie brakuje przecież pod słońcem. Niepokojące początki tego już widać w internecie. Niektóre wpisy nie powinny się tam nigdy pojawić, ale to już sprawa dla prokuratury. Pojawiają się także posty pisane jakoby przez Żydów, na które aż ręka świerzbi, by odpowiedzieć. Niech nas Bóg przed tym broni! Wiele z nich na odległość czuć rosyjskimi trollami albo niemiecką piątą kolumną. Nie dajmy się sprowokować. To najważniejsze, co musimy zrobić. Ulegnie złym emocjom mogłyby nas i innych za dużo kosztować. I wyjdźmy z tego doświadczenia mądrzejsi.

Idziemy nr 5 (643), 4 lutego 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły