22 października
poniedziałek
Halki, Filipa, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Mosty historii

Ocena: 0
1399

Nauczyciele mojego pokolenia – Jan Paweł II, Zbigniew Herbert, Aleksander Sołżenicyn – wierzyli w społeczną siłę nonkonformizmu. Byli przekonani, że wybory jednostek mają kluczowe znaczenie dla biegu historii, że w ostatecznym rachunku są – skuteczne. Wszyscy trzej patronowali cywilnemu oporowi wobec tyranii komunistycznej. Najmocniej z nich przekonanie o społecznej sile nonkonformizmu wyraził św. Jan Paweł II, zaświadczając (w rozdziale o „Roku 1989” encykliki Centesimus annus), że w ówczesnej walce o prawdę i sprawiedliwość „Bóg wsparł ludzkie serca”. Wszyscy trzej zadawali kłam marksistowskim majakom, że jednostka jest zerem, masy wszystkim. Jeśli bowiem w sumieniu możemy wysłuchać głosu Boga – któż Jemu może się oprzeć?

W historii świętej patronem tej postawy jest Jan Chrzciciel. Wołający na puszczy prorok, zawieszony w przestrzeni pomiędzy Starym a Nowym Testamentem, największy z ludzi, orędownik prawdy, który sam nie był światłem (por. J 1,8), samotny drogowskaz na zakręcie historii. Gdy przybliży się wypełnienie jego misji, zacznie się umniejszać, by w końcu odejść. A mimo to pozostanie niezbędnym prekursorem.

Nauczyciele naszego pokolenia byli słuchani przez miliony. Ale gdy przyszła wolność, której chcieli nadać formę, ich orędzie nonkonformizmu z coraz większym trudem docierało do świadomości społecznej. Odbijało się od oczekiwań natychmiastowej skuteczności i od naturalnej, ludzkiej potrzeby biernej przynależności – potrzeby silniejszej od mniej odczuwalnej, bo bardziej wewnętrznej, identyfikacji z dobrem wspólnym.

Ciągle jednak są oni drogowskazami, świadkami ścieżek i mostów, którymi Bóg przeprowadził historię. Święty Jan Paweł II, już w wolnej Polsce, osiem lat przed śmiercią, w moim rodzinnym Gorzowie, wołał: „Wymagajcie od siebie, choćby nawet inni od was nie wymagali”! Jeśli dobro wspólne narodu ma być wypełnione, trzeba najpierw je wskazać i innych do niego przekonać.

Na polskiej drodze do niepodległości zasadniczym przełomem był Sierpień ‘80. Beznadziejna tęsknota stała się realną nadzieją. Walka tysięcy stała się walką milionów. Dziś też stoimy przed zakrętem historii. Coraz bardziej umacnia się antychrześcijańska dyktatura relatywizmu, która „prawu” do manifestacji homoseksualnych nadaje rangę absolutną, prawo do życia traktuje najwyżej jako względną „pluralistyczną propozycję”, a w żądaniu (skądinąd gwarantowanej przez konstytucję) wolności od demoralizacji widzi zamach na „społeczeństwo otwarte”.

Cywilizacja chrześcijańska, państwo dobra wspólnego – nie są żadną nieokreśloną utopią. Są żywym dziedzictwem naszej historii, tkwią w naszej tożsamości, są warunkiem nadziei. Im mniej są rozumiane, tym mocniej musimy za nimi opowiadać. Tym bardziej, że naprawdę nie jest nas mało. Trzeba tylko na chwilę oderwać oczy od pasjonujących walk medialno-wyborczych i wstać – z fotela przed telewizorem.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane komentarze



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -