19 listopada
poniedziałek
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miło i przyjemnie

Ocena: 0
1376

Według sondażu CBOS, gdyby wybory parlamentarne odbyły się na początku czerwca, Prawo i Sprawiedliwość uzyskałoby 43 proc. głosów. Na Platformę Obywatelską zagłosowałoby 17 proc., na Kukiz ‘15 8 proc., a na Nowoczesną 5 proc. Badania tego ośrodka zazwyczaj przeszacowują ugrupowanie aktualnie rządzące, ale ogólny obraz jest prawdziwy: opozycji nie udało się dogonić partii rządzącej ani nawet zbliżyć na wyciągnięcie ręki. Sondażowe zyski z ostatnich miesięcy okazują się iluzoryczne. Kiedy zgasła pamięć o proteście osób niepełnosprawnych w Sejmie, kiedy sprawa nagród dla ministrów zeszła z pierwszych stron tabloidów, uciułane na tym tle punkty poparcia dla Platformy zniknęły równie szybko, jak się pojawiły. Wyborcy PiS-u, którzy przez chwilę postanowili postać gdzieś z boku, znów deklarują poparcie dla obozu rządzącego.

Do wyborów – tych najważniejszych, parlamentarnych – zostało szesnaście miesięcy. W tym czasie nie należy się już spodziewać żadnych większych reform. Wszystkie projekty kontrowersyjne, budzące społeczne emocje, zostały odłożone na półkę. Nawet ustawa zakazująca hodowli zwierząt futerkowych, tak bliska sercu lidera PiS, nie zostanie przyjęta w tej kadencji. Do dnia głosowania ma być spokojnie, miło i przyjemnie, a tematem debaty ma być dorobek dobrej zmiany. Przede wszystkim gospodarczy i socjalny, ze sztandarowym programem 500+ na czele. Liderzy partii rządzącej wiedzą bowiem, że ich elektorat składa się z dwóch grup: tzw. twardego elektoratu oraz wyborców miękkich, których poparcie ma charakter warunkowy. O ile ta pierwsza grupa domaga się przyspieszenia zmian i zdecydowanych rozliczeń, to ta druga, jak wynika z badań, jest zmęczona ciągłymi bojami i chciałaby zwolnienia tempa. A to właśnie elektorat warunkowy dał PiS-owi zwycięstwo w 2015 r. i może dać ponowne w 2019 r. Bez niego nie ma szans na przedłużenie władzy. Także w tym kontekście można widzieć wyraźną konsekwentną przebudową personalną rządu. Odejście ministra Krzysztofa Jurgiela oznacza, że zasługi z czasów opozycji już nie gwarantują stanowiska; na pierwszy plan wysuwają się umiejętności menadżerskie i komunikacyjne.

Gdyby jeszcze udało się zamknąć spór z Unią Europejską w sprawie praworządności, sytuacja byłaby bliska ideału. Ale tu optymizmu coraz mniej. Dobra atmosfera z okresu tuż po objęciu teki premiera przez Mateusza Morawieckiego gdzieś się rozwiała, mimo że Polska wykonała kilka znaczących gestów. Teoretycznie wojnę z Polską nakręca wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans, a jego przełożony Jean-Claude Juncker jest bardziej pragmatyczny. Znawcy unijnych salonów twierdzą jednak, że to może być zwykły teatr; Komisja należy do najmniej przejrzystych instytucji na świecie, wszystko rozgrywa się za szczelnie zamkniętymi drzwiami, a znaczna część dziennikarskich doniesień z Brukseli to zwykły „spin”, czyli tezy dyktowane przez polityków. Na pewno wszyscy wyczuwamy, że przeciwko Polsce grają potężne siły, które nawet jeśli wiedzą, że w ten sposób rządu nie złamią, to widzą w art. 7 użyteczne narzędzie marginalizowania i nękania naszego kraju.

Powyższe tło wyjaśnia także, dlaczego forsowane przez prezydenta referendum konstytucyjne spotyka się z tak wyraźnym chłodem ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli najważniejsze są stabilność i spokój, to pomysł z debatą konstytucyjną wydaje się nie tylko niepotrzebny, ale i ryzykowny. Nie można przecież wykluczyć, że któreś z proponowanych pytań wywoła wielką burzę o nieprzewidywalnych skutkach albo uruchomi te społeczne emocje, których dziś nie widać. Debata wokół pytań postawionych przez Andrzeja Dudę – a są wśród nich kwestie ustrojowe, kompetencyjne i socjalne – może też utrudnić narzucenie przez rządzących własnych tematów kampanii, co jest zawsze celem numer jeden każdego stratega wyborczego.

Gdyby np. Polacy rzeczywiście mogli się wypowiedzieć, czy chcą wpisania do konstytucji członkostwa w Unii Europejskiej, obóz rządzący zostałby zaatakowany z prawej flanki, ze strony coraz aktywniejszych środowisk eurosceptycznych. Pozostaje też pytanie o frekwencję, która raczej nie przekroczy 25-30 proc. i która bardzo utrudni ogłoszenie sukcesu. Ale pomysł już leży na stole i nie można go po prostu zdjąć. Ciekawe, jak Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński wybrną z tego dylematu.


Idziemy nr 25 (663), 24 czerwca 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -