19 listopada
niedziela
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kultura niepodległa?

Ocena: 3.66667
427

To, co dzisiaj nazywa się kulturą, niekiedy jest raczej antykulturą albo pseudokulturą, jeśli nie po prostu pornografią. Jacyś dziwni ludzie stroją mądre miny, małpują coś bez sensu z wielkiej klasyki, pokazują na scenie goły tyłek, rzucają przekleństwami, no i obowiązkowo profanują jakiś katolicki symbol. Niestety, tego rodzaju działalność znajduje swoich fanów, którzy stadnie idą to coś oglądać, bo ktoś im wtłoczył do głowy, że jak obejrzą i się zachwycą np. seksem oralnym z figurą św. Jana Pawła II, to znaczy, że są ludźmi otwartymi, krytycznie myślącymi, słowem, z towarzystwa i na poziomie. Przypomina mi to pewnego wieloletniego ćpuna, z którym kiedyś długo rozmawiałem. Ów wyniszczony heroiną człowiek mimo wszystko uważał się za członka swego rodzaju elity, która doświadcza tego, czego zwykli, chodzący codziennie do pracy śmiertelnicy nigdy nie doświadczą. I był z tego dumny. Ale co się dziwić znoszącemu dzielnie okresy heroinowego głodu narkomanowi, skoro bywają mężczyźni, którzy są bardzo dumni, gdy paradują po ulicy w stringach i pończochach.

W ostatnich latach tzw. ludzie kultury, głównie reżyserzy i aktorzy, wypowiadają się chętnie na tematy wszelakie. Wielu ludzi ekranu, jeśli nie ma oparcia w dobrym cudzym tekście, który można wyreżyserować i zagrać, ulega skłonnościom do histerycznego plecenia, co ślina na język przyniesie. Niejeden mistrz sztuki aktorskiej wzbudza zażenowanie, kiedy zaczyna sam od siebie perorować na aktualne tematy społeczno-polityczne. Tak się składa, że kultura (antykultura) została dziś w dużym stopniu opanowana przez ludzi o poglądach liberalno-lewicowych, obowiązkowo zachwycających się tym wszystkim, co dawniej nazywano zboczeniami seksualnymi. Odnotujmy, że nie zachwycają się pedofilią, ale zasadniczo wtedy, gdy sprawa dotyczy jakiegoś duchownego. W innych przypadkach przestrzegają przez polowaniem na czarownice i nienawiścią.

Powstał niedawno jakiś ruch Kultury Niepodległej, który ogłosił „manifest” z „postulatami”. Czytamy w nim, że członkowie ruchu nie reprezentują „żadnej partii ani ideologii” i że łączy ich „idea kultury niepodległej, wolnej, otwartej, czerpiącej siłę z różnorodności”. Patrząc jednak na nazwiska sygnatariuszy, widzę tam wielu ludzi dość mocno określonych zarówno partyjnie, jak i ideologicznie, którzy kojarzą mi się raczej z bezkrytycznym papugowaniem zachodnich mód, niż z niepodległością kultury nad Wisłą. Z manifestu dowiadujemy się ponadto, że „kultura – tak jak demokracja – jest przestrzenią dialogu w duchu poszanowania wolności i różnorodności”. Nie wiem, po co łączyć kulturę z demokracją. Przecież może się zdarzyć wybitny twórca o poglądach monarchistycznych albo… islamistycznych. Nic mi nie wiadomo, aby Leonardo da Vinci lub Michał Anioł byli demokratami. Ponadto doświadczenie uczy, że ci, którzy dziś „bronią demokracji” są raczej pełnymi pychy zamordystami niż autentycznymi demokratami. W gruncie rzeczy nie respektują demokratycznych reguł, jeśli w ich wyniku zostają troszeczkę odstawieni od wpływów i pieniędzy.

W postulatach ruchu Kultury Niepodległej przewija się często gęsto słowo „obywatelski”. Obawiam się jednak, że chodzi o coś takiego, co czynią liderzy PO, kiedy mówią o obywatelskości. Jakieś obywatelskie rady itp. miałyby decydować o polityce kulturalnej państwa. Mnie to jednak pachnie nienaruszalną kliką na wzór „samooczyszczającego się” środowiska sędziowskiego. Nietrudno mi wyobrazić sobie życie kulturalne (pseudokulturalne) oplecione liberalno-lewicowo-gejowską pajęczyną, które pasie się na budżetowych pieniądzach, a nad którym społeczeństwo nie ma żadnej władzy. A każda próba zmiany spotykałaby się z krzykiem w kraju i zagranicą, że oto niszczy się niezależność twórców. Naród by musiał płacić na „boskich” twórców, zachwycać się ich „Klątwami” i „Golgota Picnicami” – albo siedzieć cicho.

To ja już wolę, jeśli pewną kontrolę nad kulturą robioną za państwowe pieniądze mają weryfikowalni i wybieralni politycy i samorządowcy. Bo wcale nie jest tak, że np. jakaś rada filmowo-teatralna złożona z takich twórców, jak – powiedzmy – Holland, Stuhr, Janda, Olbrychski itp. lepiej będzie strzegła dobra kultury narodowej, a zarazem rzeczywistego pluralizmu w kulturze, niż wybrani politycy. Kultura niepodległa? OK! Tyle że niektórym ich rozumienie niepodległości każe donosić na Polskę w niemieckich mediach.

Idziemy nr 38 (624), 17 września 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły