4 lipca
sobota
Odona, Malwiny, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół a polityka

Ocena: 4.15
725

W sprawach społeczno-politycznych katolicy, w tym duchowni, są po prawie wszystkich stronach istniejących podziałów.

Czy w Polsce mamy problem upolitycznienia Kościoła? Ja widzę raczej problem bierności i politycznego nieuświadomienia rzesz katolików. W książce „Pamięć i tożsamość” Jan Paweł II stwierdza wprost, że „budzi obawy pewna bierność, jaką można dostrzec w zachowaniu wierzących obywateli”. Po czym zauważa, że „niegdyś było bardziej żywe ich przekonanie o prawach w dziedzinie religii, a co za tym idzie, większa gotowość do ich obrony z zastosowaniem istniejących środków demokratycznych. Dzisiaj to wszystko wydaje się w jakiś sposób osłabione, a nawet zahamowane…”. Czasy się zmieniły, ale zasadniczo diagnoza papieża Polaka wydaje mi się wciąż aktualna, choć – zauważmy – nie brakuje polityków, którzy w swej działalności nie stawiają wiary katolickiej w nawias, a ponadto istnieją dziś różne profesjonalne inicjatywy, które potrafią skutecznie bronić praw ludzi wierzących. Zresztą Benedykt XVI wyraził podobną myśl w wywiadzie-rzece „Światłość świata”: „Często pojawia się pytanie – stwierdził Ratzinger – jak to możliwe, że chrześcijanie, którzy osobiście są wierzącymi ludźmi, nie mają siły, aby mocniej oddziaływać swoją wiarę na politykę”.

Trudno mówić o jakiejś jednorodnej i jednoznacznej w najważniejszych sprawach katolickiej opinii w Polsce. Wręcz przeciwnie! W sprawach społeczno-politycznych katolicy, w tym duchowni, są po prawie wszystkich stronach istniejących podziałów. Z jednej strony można dostrzec w tym znak uniwersalności katolicyzmu, z drugiej jednak dość często jest to raczej wyraz pomieszania pojęć, naiwności, czy też rodzinno-towarzyskiego uwikłania. Mamy katolików „otwartych” o ciągotach zdecydowanie lewicowo-liberalnych. Do nich w dużej mierze można odnieść słowa Jana Pawła II z cytowanej już książki o „bezkrytycznym uleganiu wpływom negatywnych wzorców kulturowych rozpowszechnionych na Zachodzie”. Tego rodzaju ludzie nie tyle uwzględniają nauczanie Kościoła w swych politycznych wyborach, co chcieliby dopasować Kościół do polityki, którą popierają. Z drugiej strony, są katolicy, którzy przy urnach uwzględniają na poważnie katolicką doktrynę i nie głosują na tych, którzy w ważnych sprawach w sposób oczywisty jej zaprzeczają. Oczywiście, żadna partia nie może być utożsamiana z katolickim nauczaniem, ale pozostaje faktem, że jedni są całkiem blisko tegoż nauczania, a inni zdecydowanie daleko.

Kiedy mowa o Kościele i polityce, to większość ma na myśli duchownych. Niewątpliwie ksiądz musi być uważny, by nie mieszać porządków, ale to przecież nie znaczy, że ma rozdzielać Ewangelię od polityki pojętej jako troska o dobro wspólne. Niemieszanie nie musi oznaczać rozdzielania. Wszak istnieje tutaj wiele punktów wspólnych. Ksiądz nie musi też udawać, że jest mu całkiem obojętne, czy prezydentem jego państwa będzie pro-LGBT-owski internacjonał, czy też katolik, patriota, mąż i ojciec rodziny. Ale kapłan powinien mieć wyczucie, co, gdzie i kiedy wypada mu powiedzieć. Trzeba zatem odróżniać homilię na ślubie od okolicznościowego kazania w Dzień Niepodległości. To, co można napisać w kościelnym czasopiśmie, niekoniecznie nadaje się na ambonę w świątyni. W ocenie tego, co wypada, trzeba brać pod uwagę ogólną sytuację społeczno-polityczną. Retoryka, która była dobra na Mszach za Ojczyznę każdego 13 miesiąca w latach 80-tych, niekoniecznie jest dobra dzisiaj. Przypomnijmy jeszcze, że wedle Kodeksu Prawa Kanonicznego, kan. 287, „duchowni nie mogą brać udziału w partiach politycznych”, ale nawet to stwierdzenie jest opatrzone klauzulą: „chyba że – zdaniem kompetentnej władzy kościelnej – będzie wymagała tego obrona praw Kościoła lub rozwój dobra wspólnego”.

Można usłyszeć zdanie, że w Kościele nie ma miejsca na politykę? I tak i nie. Zależy, jak rozumiemy politykę i co oznacza wyrażenie „w Kościele”. Tak się składa, że początek państwa polskiego zbiega się z początkiem Kościoła na tych ziemiach. Dlatego mówimy o Chrzcie Polski w 966 roku. To jest nasza tożsamość. Nie upolityczniajmy Kościoła, ale też nie dajmy się oszukać tym, którzy chcieliby z Kościoła zrobić przybudówkę liberalno-lewicowych ideologii, ale krzyczą o upolitycznianiu Kościoła, kiedy jakiś duchowny tym ideologiom się przeciwstawia w imię wiary i umiłowania Ojczyzny.

Idziemy nr 27 (767), 05 lipca 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 lipca

Sobota, XIII Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę
albo wspomnienie św. Elżbiety Portugalskiej
Pan sam szczęściem obdarzy, *
a nasza ziemia wyda swój owoc.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Am 9,11-1; Ps 85,9.11-14; Mt 9,14-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter