19 kwietnia
poniedziałek
Adolfa, Tymona, Leona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kolejna szarża

Ocena: 0.1
492

Sprawa tzw. podatku od reklam, który miałyby płacić największe media, wywołała kolejny skok politycznej temperatury. Na wieść o nowej daninie, z której dochody miałyby wesprzeć służbę zdrowia oraz specjalny fundusz na rzecz kultury, kilkadziesiąt stacji telewizyjnych i radiowych zorganizowało spektakularny protest, zawieszając nadawanie programu na całą dobę. Rząd presję na razie wytrzymał, zapowiadając jednocześnie dalsze konsultacje w tej sprawie. Nie ma jednak wątpliwości, że przeforsowanie tego rozwiązania będzie trudne.

Chodzi o pieniądze, których rząd musi szukać w różnych miejscach, ale oczywiście także i o politykę. Najwięksi gracze medialni nie są bezstronnymi obserwatorami rzeczywistości; to aktywni uczestnicy politycznej gry, nie skrywający swoich sympatii. W pewnym sensie są to podmioty ważniejsze niż partie polityczne, bo partie przemijają, a wielkie media trwają. Z kolei w ujęciu międzynarodowym zagraniczne koncerny medialne to element, który znacznie ogranicza polską suwerenność, gwarantując jednocześnie duże wpływy niektórym stolicom. Kto wątpi, niech przyjrzy się uważnie reakcjom niektórych ambasad na samą zapowiedź wprowadzenia nowych regulacji. I nie sądźmy, że dyplomatom przyświeca troska o wolność słowa. Gdy trzeba – np. w Rosji – nie zajmują się oni sprawami ładu medialnego.

W tym kontekście zapasy pomiędzy najsilniejszymi nadawcami a Zjednoczoną Prawicą są zjawiskiem, któremu nie można się dziwić. Obie strony skazane są na pewien stały poziom napięcia. Media wyrastające z okresu transformacji, z lat 90., uważają ustalony wówczas porządek polityczny, biznesowy i prawny za świętość. Pilnują, by w kraju nie doszło do istotnych zmian czy przesunięć w układzie sił. Zjednoczoną Prawicę postrzegają jako agresora, który chce zburzyć wszystko, co budowały. I który chce im odebrać władzę. A właściwie już odebrał, wygrywając bez „oficjalnej zgody” wybory, i to dwukrotnie. Teraz, gdy obóz Jarosława Kaczyńskiego ma kłopoty, z których zdaniem mediów już nie wyjdzie, zaostrzają kurs i czekają na powrót dawnych czasów.

Przerwanie nadawania było reakcją histeryczną, nieadekwatną do sytuacji. To była akcja polityczna, w której chodziło o przerażenie Polaków czarnymi ekranami oraz o wysłanie sygnału na Zachód. Nieprzypadkowo marszałek Senatu Tomasz Grodzki w telewizyjnym orędziu przywołał 13 grudnia 1981 r., gdy „złowieszczy mrok stanu wojennego też zaczął się od braku Teleranka”. Porównanie absurdalne, bo teraz to media same wyłączyły nadawanie, a nie zostały wyłączone. Czy ten plan się powiódł? Raczej nie. Właściciele mediów przecenili relację łączącą ich stacje z odbiorcami. Strzelono z armaty, ale świat nie zadrżał. Większość widzów przełączyła się na te kanały, które nadawały, część wzruszyła ramionami. Fałszywe tony były zbyt wyraźne, by ten pastisz 13 grudnia mógł się powieść. Przy okazji zobaczyliśmy, jak mocno skoordynowane mogą być akcje opozycji medialnej. Skłoniono kilkadziesiąt stacji do ruchu, który z biznesowego punktu widzenia ma charakter samobójczy.

Dziś już wiemy, że propozycji rządowych w sferze opodatkowania mediów nie poprze Porozumienie Jarosława Gowina. Nie ma także pewności, czy poparłby je prezydent Andrzej Duda, który mógłby skorzystać z możliwości odesłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. W tej sytuacji wygląda na to, że znów mieliśmy do czynienia z szarżą, której efektów szybko nie zobaczymy, a która politycznie sporo kosztowała. Zresztą, wydaje się, że tak trudne działania, dotykające newralgicznej sfery, można podejmować w sytuacji politycznej prosperity, najlepiej zaraz po wygranych wyborach.

W tle jest pytanie jeszcze poważniejsze: czy Zjednoczona Prawica jest dziś w stanie ruszyć jakiekolwiek fundamenty naszej rzeczywistości? Czy ma odpowiednią liczbę głosów? Bo przecież właściwie każda trudna ustawa napotyka sprzeciw płynący ze środka obozu rządzącego, najczęściej z kręgów Porozumienia. Jarosław Kaczyński nie może tych głosów ignorować, bo przecież innych szabel w parlamencie nie ma. W sumie uniemożliwia to jednak zmianę reguł gry, co z kolei sprawia, że nie można wyjść z różnych pułapek. Odbudowa sprawnej większości, zdolnej do forsowania również mało popularnych projektów, jest dziś najważniejszym zadaniem, przed którym stoją liderzy Zjednoczonej Prawicy. Od tego zależy powodzenie wszystkich innych projektów.

Idziemy nr 08 (799), 21 lutego 2021 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 kwietnia

Poniedziałek, III Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 6, 22-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter