22 lipca
sobota
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kłopoty opozycji

Ocena: 0.35
262

Rządzącym wyraźnie sprzyja los. Ostatnie dni przyniosły poważne kłopoty dwóch ważnych sił opozycyjnych – Nowoczesnej i KOD. Najpierw wyszło na jaw, że Ryszard Petru porzucił sejmowy protest – ponoć fundamentalnie ważny – i poleciał na sylwestra do Portugalii, zabierając ze sobą wiceprzewodniczącą partii Joannę Schmidt. Wyjazd miał mieć najpierw charakter służbowy, ostatecznie okazało się, że była to wyprawa prywatna, sugerująca w sumie smutny zwrot w życiu lidera Nowoczesnej. Petru znalazł się w ogniu krytyki i ostatecznie musiał spuścić z tonu: zapowiedział zakończenie okupacji sali sejmowej.

Jeszcze poważniejsze kłopoty ma Mateusz Kijowski. Jak się okazało, jego firma dostała zlecenia od KOD na ogólną sumę 90 tys. złotych (15 tys. miesięcznie). Pieniądze – pochodzące prawdopodobnie ze zbiórki publicznej do puszek przeprowadzanej podczas demonstracji – miały być opłatą za usługi informatyczne, ale są wątpliwości, czy jakakolwiek praca została wykonana. Jednocześnie zaczęły się pojawiać i inne zarzuty: że Kijowski zabrał do Stanów Zjednoczonych na koszt KOD swoją żonę, że w Paryżu za pieniądze KOD wybrał się na luksusowe zakupy, a w Warszawie kupił sobie drogi telefon. Miał też przyznać, że rzekome ataki hackerskie na strony KOD były jego wymysłem, w rzeczywistości do nich nie doszło. Nie ma wątpliwości, że zarzuty wobec Kijowskiego wypływają z jego otoczenia, walczącego o wpływy, a może po prostu upokorzonego lub zmarginalizowanego przez lidera.

Problemy Petru i Kijowskiego można podsumować krótko: obóz III RP zainwestował źle, o ile nie fatalnie. Bo owszem, ważne są procesy, trendy i wielka skala społeczna, ale jakość konkretnych ludzi, zwłaszcza przywódców, ma również kolosalne znaczenie. Petru już po roku na szczycie nie wytrzymał presji i stresu, podminowując skutecznie swój wizerunek. A Kijowski okazał się po prostu dużym, niedojrzałym dzieckiem, nierozumiejącym, gdzie się znalazł i jak wielkie interesy firmuje. Połakomił się o nie tak wielkie środki, zapewne dodatkowo, bo przecież trudno przypuszczać, by prawdziwi twórcy KOD nie zadbali o stosowne uposażenie lidera – a więc człowieka, który musi być dyspozycyjny i który obiektywnie nie ma warunków, by normalnie pracować.

Przypadek KOD pokazuje, z jakim ryzykiem wiąże się animowanie ruchów społecznych. Z jednej strony niosą one ze sobą energię i powszechność działania, ale z drugiej wprowadzają na scenę ludzi politycznie niewyrobionych, łatwo popełniających błędy. Tacy ludzie jak płk Adam Mazguła, Konrad Materna (protestujący z helikopterem na głowie przeciwko zerwaniu kontraktu na caracale) czy teraz sam Kijowski działają tak, jak umieją i jak czują. W czasach mediów społecznościowych i rosnącego w Polsce pluralizmu mediów tradycyjnych nie jest możliwe utrzymanie kontroli nad przekazem i wizerunkiem. W szerszym planie wybryki poszczególnych jednostek kompromitują całą opozycję. Z tej perspektywy staje się jasne, dlaczego liderzy PiS nie zdecydowali się po Smoleńsku na budowę szerszego ruchu, wybierając powolny marsz ku władzy w oparciu o tradycyjną strukturę partyjną.

Oznaki zwątpienia w KOD pojawiały się już wcześniej. Już 20 września podczas debaty w siedzibie Fundacji Batorego nie byle kto, bo jej szef Aleksander Smolar pytał: „Czy nie jest tak, że KOD jednocześnie wysysa soki żywotne z partii politycznych i partie polityczne wysysają soki żywotne z takiego ruchu społecznego? To znaczy, że efekty negatywne tej zależności wzajemnej mogą paradoksalnie być większe niż pozytywne? ”. Z kolei Agnieszka Holland określiła KOD jako „Pomarańczową Alternatywę robioną przez emerytów”, która do żadnego przełomu nie doprowadzi. Te tony zwątpienia wskazują, że KOD był ruchem obliczonym na szybki sukces, to znaczy na obalenie lub zdestabilizowanie władzy w perspektywie paru miesięcy. Gdy to się nie udało, KOD staje się balastem, przynajmniej w obecnym kształcie.

Nie ma poważnej polityki bez cierpliwości. A opozycja w Polsce albo cierpliwa być nie umie (bo nawykła do władzy), albo nie może (bo chodzi o naruszane obecnie interesy). I to dziś jest jej największy problem. Oczywiście poza tym, że ma Polakom tak niewiele do zaproponowania.

 

Idziemy nr 3 (589), 15 stycznia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły