12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kardynał Müller o papizmie

Ocena: 4.5
578

Podziwiam coraz bardziej prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerharda Müllera. Pełni bardzo ważną funkcję, a jednocześnie wydaje się osamotniony. Nie brakuje mu jednak odwagi i determinacji, by bronić wiary integralnej, katolickiej ortodoksji. Między innymi niestrudzenie przypomina, w duchu Tradycji Kościoła, w tym nauczania Jana Pawła II i Benedykta XVI, że osoby, które ważnie zawarły sakramentalne małżeństwo, ale rozwiodły się i żyją w nowych związkach, nie mogą otrzymać rozgrzeszenia i przystępować do Komunii Świętej. Tymczasem niektóre episkopaty opublikowały listy pasterskie, w których sprawę przystępowania do Komunii sprowadzają w praktyce do subiektywnego samopoczucia.

Ostatnio biskupi belgijscy ogłosili, że dokument, w którym, co prawda wzywają osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach do rachunku sumienia, ale jednocześnie z takiego subiektywnego rachunku sumienia zdają się czynić jedyne kryterium rozeznania. Nie wspominają nic o warunkach obiektywnych, takich jak ważność pierwszego związku czy rezygnacja z pożycia małżeńskiego w nowym związku. Belgijscy hierarchowie po prostu uważają, że decyzja o przyjmowaniu lub nieprzyjmowaniu Komunii jest decyzją sumienia i trzeba ją uszanować. Zamieszanie się pogłębia. W tej sytuacji mocno i jednoznacznie brzmi głos kard. Müllera, który podkreśla, że adhortację Amoris laetitia należy odczytywać w kontekście całości Tradycji katolickiej i że Kościół nie może zmieniać nauczania Chrystusa. W kwestii zaś małżeństwa Jezus powiedział jasno: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. A jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,10-12). Co prawda niektórzy rozmiękczają to nauczanie sugestiami, że nie wiadomo, czy Jezus tak powiedział, bo przecież nikt tego nie nagrywał, a nawet jeśli powiedział, to nie wiadomo do końca, co miał na myśli, a w ogóle to musimy iść naprzód z duchem czasu. Pytanie, czy chodzi o Ducha Bożego, czy o zupełnie innego ducha.

Ostatnio kard. Gerhard Müller pozwolił sobie na kilka refleksji dotyczących pozycji papieża w Kościele. „To zdumiewające – zauważył – jak niektórzy wielcy przeciwnicy Jana Pawła II i Benedykta XVI, którzy niegdyś podkopywali fundamenty teologii, teraz nawrócili się na pewną formę papizmu, która bardzo mnie niepokoi”. Rzeczywiście, sam tego doświadczyłem, że ci, którzy jeszcze nie tak dawno ironizowali sobie na temat Karola Wojtyły lub Josepha Ratzingera, teraz nie przestają kadzić, używając dziwacznej retoryki, jakby Kościół zaczynał się od Franciszka. W tym właśnie kontekście kard. Müller stwierdza, że trzeba strzec się fałszywego papizmu, który w gruncie rzeczy wypływa z zeświecczonej, „światowej” eklezjologii, odrzucanej zresztą przez samego Franciszka.

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary tłumaczy, jaki jego zdaniem powinien być stosunek do papieża: „Wracamy do (…) idei, że prawie wszystkie słowa papieża są nieomylne. Ale papież nie jest Mesjaszem, jest wikariuszem Jezusa Chrystusa, sługą Jezusa Chrystusa. (…) W pierwszych dniach pontyfikatu, kiedy plac oklaskiwał Franciszka, ten stwierdził: »Oklaskujcie Jezusa wraz ze mną. I to jest zdrowa perspektywa papiestwa«”. Kardynał Müller wskazuje na sytuacje, że ktoś czyta, co powiedział Franciszek, rozumie to po swojemu, a potem idzie do biskupa lub proboszcza i go poucza, że papież przecież powiedział… A przecież pasterzem w diecezji jest biskup, a pasterzem w parafii jest proboszcz. Oczywiście we wspólnocie z papieżem. Ale z tego nie wynika, że wszystko ma się koncentrować na papieżu, że mamy wyznawać jakiś papizm. Kardynał konkluduje: „Prawdziwymi przyjaciółmi papieża nie są pochlebcy, ale ci, którzy współpracują z nim i z biskupami, aby umacniać wiarę”.

Przypomina mi się to, jak w Polsce traktowaliśmy Jana Pawła II. Można było odnieść wrażenie, że niektórzy popadli w papizm, przejawiający się m.in. w cytowaniu ponad miarę „największego z rodaków”. Brakowało niekiedy samodzielnego myślenia, brania odpowiedzialności na własne barki. Jałowość tamtego papizmu widać dzisiaj, kiedy nie umiemy skutecznie bronić dziedzictwa Jana Pawła II. Robią to od nas lepiej Amerykanie, którzy rozwijają m.in. teologię ciała papieża Polaka. 

 

Idziemy nr 25 (611), 18 czerwca 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły