23 września
środa
Tekli, Boguslawa, Linusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Historyczne wyjście

Ocena: 0.2
924

Trzy i pół roku po historycznym referendum Wielka Brytania ostatecznie opuściła Unię Europejską. „Gdy raz wyjdziemy, to już nie wrócimy, reszta to detale” – mówi jeden z architektów brexitu Nigel Farage. Miliony Brytyjczyków cieszą się, ale miliony płaczą. Reszta kontynentu patrzy albo z niedowierzaniem, albo potępiając, albo zazdroszcząc Londynowi odzyskanej swobody. I choć napisano na ten temat już miliony słów, to wciąż nie wiemy, jak ten dzień – 31 stycznia 2020 r. – zapisze się w historii Europy. Czy będzie to niewiele znaczący epizod? Czy to rzeczywiście zapowiedź końca Unii Europejskiej? A może po prostu Brytyjczycy wracają do swojej starej roli samodzielnego podmiotu politycznego, swego rodzaju pomostu między kontynentem a Ameryką? Odpowiedź poznamy najwcześniej za dekadę, ale już dziś można powiedzieć jedno: europejskie imperium po raz pierwszy musiało się cofnąć i straciło kawałek terytorium. Kawałek bardzo znaczący: brytyjska gospodarka waży tyle co 16 małych i mniejszych gospodarek unijnych razem wziętych, a wpływy kulturowe i polityczne Londynu są co najmniej równe znaczeniu Berlina.

Okres między referendum a dniem wyjścia z Unii to był dla Brytyjczyków trudny czas. Trzykrotnie wybierali parlament, zaznali też niestabilności i posmakowali obaw co do kondycji gospodarki. Ten czas to był w zasadzie ostry bój pomiędzy zwolennikami pozostania w Unii a zwolennikami wyjścia. Zwolennicy pozostania zdawali się silniejsi: to głównie wielkomiejski, londyński establishment o nachyleniu lewicowo-liberalnym, mocno osadzony w mediach i biznesie. I rzeczywiście, ludzie ci uczynili wiele, by odwrócić bieg historii. Stosowano sztuczki sądowe, łamano obyczaje parlamentarne, straszono mieszkańców wizją katastrofy, a nawet wywierano presję na tych, którzy nie chcieli się podporządkować. I pewnie osiągnięto by założony cel, gdyby nie jednoznaczna postawa Brytyjczyków w ostatnich wyborach; gdy partia konserwatywna Borisa Johnsona poszła do wyborów z hasłem Get Brexit Done („Przeprowadźmy brexit”) i zdobyła samodzielną większość, klamka zapadła. Ale wcześniej nic nie było pewne. Możliwy był nawet pseudobrexit, który polegałby na formalnym wyjściu, ale przy zachowaniu podległości wobec Brukseli np. w sądownictwie.

To ważna lekcja z tych niemal czterech lat: we współczesnych demokracjach sama wola narodu niewiele znaczy, zawsze można ją odpowiednio odwrócić albo zmanipulować. Gdyby nie szaleńcza wręcz polityczna pasja Nigela Farage’a, gdyby nie determinacja części torysów, gdyby nie wsparcie ze strony znacznej części prasy i gdyby nie (mimo wszystko) relatywnie duże przywiązanie wyspiarskiego państwa do raz ustalonych procedur demokratycznych, nie byłoby o czym mówić. W innym kraju Unii wyników podobnego referendum na pewno by nie uszanowano, o ile w ogóle by do niego dopuszczono. „Jesteście bardzo dobrzy w zmuszaniu ludzi, by głosowali ponownie, ale, dzięki Bogu, Brytyjczycy są zbyt wielkim narodem, by dać się zastraszyć” – mówił Farage podczas pożegnania w Parlamencie Europejskim, i dobrze rzecz ujął. I to musi budzić nasz szacunek, niezależnie od tego, że dla Polski wyjście Londynu nie jest dobrą wiadomością – choćby dlatego, że zabraknie siły, która mogłaby równoważyć centralistyczne zapędy Berlina i Paryża.

Co ciekawe, zaraz po tym, gdy stało się jasne, że brexit jest nieodwoływalny, w prasie europejskiej, w tym także niemieckiej, pojawiło się sporo artykułów, w których Wielkiej Brytanii wróży się powodzenie gospodarcze poza Unią. Wcześniej przekonywano, że bez pełnego dostępu do wspólnego rynku recesja jest nieunikniona. To pokazuje, jak mocno zafałszowana jest debata na temat ekonomicznych skutków integracji kontynentu. Na marginesie: nawet w okresie między referendum a wyjściem, a więc w czasie pełnym niepewności, brytyjska gospodarka notowała wyższy wzrost niż Europa kontynentalna.

Nigel Farage skończył swoje przemówienie w PE następująco: „Ja wiem, że będziecie za nami tęsknili. Wiem, że nie lubicie flag narodowych, ale pomachamy wam na pożegnanie. I patrzymy w przyszłość, gdy będziemy z wami współpracowali jako suwerenne państwo”. Później mówił coś jeszcze, ale prowadząca obrady irlandzka deputowana z nadętą miną wyłączyła mu mikrofon pod pretekstem, że łamie reguły, machając małą brytyjską flagą. Nawet w takiej chwili zabrakło klasy. Nadzieje, że brexit zostanie potraktowany jako sygnał do zmiany kursu, są niewielkie. Samozwańczy władcy kontynentu nie przejmują się oznakami kryzysu. W tym mają rację: Unia nie wyrosła z demokracji i nie demokracją stoi.


Idziemy nr 06 (746), 09 lutego 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 września

Środa, XXV Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Pio z Pietrelciny, prezbitera
Bliskie jest królestwo Boże.
Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Prz 30, 5-9; Ps 119, 29 i 72. 89 i 101. 104 i 163; Łk 9, 1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter