27 stycznia
poniedziałek
Przybysława, Anieli, Jerzego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Granice rozsądku

Ocena: 0
1907
Eurowizyjny sukces „baby z brodą”, czyli mężczyzny przebranego za kobietę, zniewala. Z wrażenia chciałoby się zawołać: śmielej, śmielej, panie i panowie. Bo cóż jeszcze mogą nam zgotować po takim „wurście” (wicu)? Myśl, że doszli do ściany, nasuwa się sama. Oczywiście, to złudzenie, przed nami jeszcze wiele tego typu „przygód”, choć chyba możemy już mówić, że po drugiej stronie cywilizacyjnego sporu mamy „wojska na smokach latające”, by zacytować „Pieśń Konfederatów Barskich” Juliusza Słowackiego. Mniejszość głośno bije brawo, większość milczy, zalękniona, ale i oszołomiona. Na tym tle reprezentanci Polski, prezentujący półpornograficzny spektakl sławiący – rzeczywiste – uroki Słowianek, mogą wydawać się przedstawicielami konserwatystów. Ale i oni idą w awangardzie, atakując dorobek chrześcijaństwa i wychwalając pogaństwo. Dobrze, że nie odnieśli sukcesu, bo zaczęliby nas nauczać z każdego telewizora i z każdej lodówki.

Pojawia się myśl, że tak jawnie nihilistyczny kurs cywilizacji europejskiej może mieć dobre skutki, że w końcu otrzeźwi przynajmniej część publiczności. Tak to jednak nie działa: wielu oburzonych też patrzy w szklany ekran, też ulega logice międzynarodowej i międzykulturowej cywilizacji, komuś kibicuje. I nawet nie wiedzą, że „baba z brodą” już z nimi mieszka, już wchodzi w ich życie, już ich – i ich dzieci – oswaja z nową „normą”. Z tym światem nie można flirtować, od niego trzeba uciekać jak najdalej. To wyzwanie naszych czasów: budować nisze normalności, nisze ciszy, choćby we własnych czterech ścianach. Trzeba powiedzieć „nie” totalnie. I trzeba stawiać opór. Bo przecież „baba z brodą” nie zadowoli się rolą gwiazdy w studiu telewizyjnym; ona chce być wszędzie, zwłaszcza w szkolnych podręcznikach. Śmiałość tej nowej formy totalitaryzmu dorównuje XX-wiecznym poprzedniczkom, z tą różnicą, że metody manipulacji i skrywania prawdziwych celów są dużo staranniej dopracowane. W rezultacie ofiary nie wiedzą nawet, że są ofiarami. Zresztą jak mają wiedzieć, skoro są niemal całą dobę podłączone do właściwego przekazu?

W Polsce kampanię przedwyborczą zdominowała wypowiedź posłanki PiS prof. Krystyny Pawłowicz, która nazwała Władysława Bartoszewskiego, firmującego spot PO, „pastuchem”. To odpowiedź na głośną wypowiedź współtwórcy Żegoty sprzed kilku lat, w której nazwał on część prawicowych wyborców „bydłem”. Zgodnie z logiką III RP, ówczesnej wypowiedzi Bartoszewskiego nie potępiono, a wypowiedź Pawłowicz – potępiono wręcz ostentacyjnie. Oczywiście, mają rację ci, którzy wskazują, że posłanka PiS szkodzi swojej partii, że osłabia jej szanse wyborcze. Ale też nie należy popadać w histerię, nie należy żądać od Kaczyńskiego, by natychmiast wyczyścił partię ze wszystkich zagończyków. Zwróćmy uwagę na los brytyjskich konserwatystów: tak bardzo starali się przypodobać głównemu nurtowi, tak bardzo kneblowali harcowników, tak ulegli poprawności politycznej, że zatracili tożsamość. Przeforsowali tzw. małżeństwa homoseksualne, teraz szykują się do legalizacji eutanazji. Zdobyli władzę, ale za straszliwą cenę zaprzedania duszy. Przy okazji zgodzili się na daleko idące ograniczenie wolności, bo mówią nie to, co myślą ich wyborcy, ale to, czego oczekują lewicowe media. Jeśli ceną za władzę ma być zgoda na podwójne standardy, realizacja programu drugiej strony i dalsze wyjałowienie debaty publicznej, to ja dziękuję.

W krajach zachodnich lewica odnosi tak wielkie sukcesy właśnie dlatego, że zdołała przerobić na swoje podobieństwo opozycję – i tę polityczną, i tę kulturową. W świecie mediów wszystkie gazety i wszystkie telewizje głoszą właściwie to samo. Polska jest wyjątkiem, i to stwarza nadzieję na przyszłość. Manipulacja jest przecież skuteczna tylko wówczas, gdy odbiorcy nie mają szansy skonfrontowania jednych poglądów z innymi. Nawet więc jeżeli nasze media są biedniejsze i mniej wpływowe niż mainstream, nawet jeżeli nie docierają do wszystkich, to i tak odgrywają bardzo ważną rolę społeczną; przynajmniej dają szansę tym, którzy czują w sobie niezgodę, którzy chcą cywilizacji życia. Naprawdę, opór ma sens. Wielki. Nawet jeśli danego dnia nie widzimy światełka w tunelu.


Jacek Karnowski

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika wSieci

Idziemy nr 20 (452), 18 maja 2014 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 27 stycznia

 Zachowam wiecznie łaskę dla Dawida
Dziś w Kościele: piniedziałek, III tydzień zwykły, wspomnienie św. Anieli Merici, dziewicy
Czytania liturgiczne (rok A, II): 2Sm 5,1-7.10; Ps 89 (88),20.21-22.25-26; Mk 3,22-30
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -