18 grudnia
wtorek
Gracjana, Bogusława, Laurencji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Gdyby nie te narody!

Ocena: 0
2101

Rewolucja ma swoje koszty, ale prawdziwi rewolucjoniści są gotowi je płacić. Różne rzeczy w Parlamencie Europejskim widziałem, ale niedawne odrzucenie wniosku posła Olafa Stugera przygnębiło mnie szczególnie. Prosił on, żeby Parlament zajął się przestępstwami seksualnymi działaczy humanitarnych organizacji pozarządowych (w rodzaju Lekarzy bez Granic). Wiadomo, że głód bywa narzędziem władzy, ale wykorzystywanie go do przemocy seksualnej przez przedstawicieli „lepszej” części świata – to nieznany do tej pory próg barbarzyństwa. Gdy przewodniczący Antonio Tajani zgodnie z procedurą zapytał, czy ktoś chce wystąpić przeciw temu wnioskowi, nikt się nie odezwał. Wstyd jest nieusuwalną częścią ludzkiej natury, jednak chwilę potem lewicowo-liberalna większość Parlamentu dała sobie z nim radę. Wniosek o rozmowę na temat ekscesów najwrażliwszej części społeczeństwa otwartego został zdecydowanie odrzucony. Bo nie należy ulegać naciskom nacjonalistycznej prawicy.

Eurokracja potrafi sobie radzić z pułapkami demokracji, a w każdym razie dobrze je widzi. Na posiedzeniu mojej komisji LIBE (Swobód Obywatelskich) zapytałem Věrę Jourovą, bodaj najbardziej wpływowego komisarza z Europy Środkowej, o jej stosunek do demokracji bezpośredniej. Nie ukrywałem, że chodzi mi o niedopuszczalne ataki na obywateli Rumunii, którzy chcą przeprowadzić referendum za wpisaniem do konstytucji nienaruszalności naturalnego ustroju rodziny, tak jak w Polsce, na Węgrzech czy na Słowacji. Komisarz Jourová wyznała, że nie ma nic przeciw referendom, ale zawsze należy brać pod uwagę okoliczności. Na przykład – zważywszy na przypadek Brexitu – „warto pamiętać, jak łatwo wyprać ludziom mózgi”.

Komisarz Jourová sprawy stawia śmiało i otwarcie, ale przecież nie wystarczy nie przeprowadzać referendów, by uchronić Europę przed nieodpowiedzialnymi decyzjami obywateli. Wybory parlamentarne też przynoszą fatalne wyniki, i to również w Europie Zachodniej, ostatnio w Austrii i we Włoszech. Może więc problem nie leży w referendach, ale po prostu w wyborach? Znieść ich jednak nie można, więc może by poddać jakiejś kontroli? Jest przecież pomysł uruchomienia europejskiego mechanizmu nadzoru demokracji, który, kierowany przez Radę Ekspertów, dokonywałby corocznego pomiaru demokracji w poszczególnych krajach i korygował politykę państw, które się odchylają się od zalecanej normy. Ciekawy praktyczny postulat zgłosił też Guy Verhofstadt: powołanie dziesięcio-dwunastoosobowego europejskiego rządu, porzucenie mechanizmu uzgodnień państw i oparcie władzy na poparciu Parlamentu Europejskiego.

Te wszystkie dywagacje – jak wywrócić istniejące po tysiąc lat państwa – byłyby w sumie groteskowe, gdyby nie to, że ich autorzy mają naprawdę zapał, konkretną władzę i niewiele skrupułów, by oglądać się na prawa i argumenty tych, którzy chcieliby ich zatrzymać. Miejmy nadzieję, że zrobią to jednak wyborcy – w państwach, które przecież ciągle istnieją.

Idziemy nr 14 (652), 8 kwietnia 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -