25 listopada
sobota
Erazma, Katarzyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Fałszywe klisze

Ocena: 0
764

Dokładnie przetłumaczona wypowiedź niemieckiej minister obrony nie jest tak bulwersująca, jak pierwsze doniesienia, według których Ursula von der Leyen wsparła „ruch oporu w Polsce”. W rzeczywistości jej telewizyjna wypowiedź zawierała dość życzliwy nam apel o wsłuchiwanie się w głos Europy Środkowo-Wschodniej, ale z zastrzeżeniem, że „zdrowy, demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce trzeba wspierać”. W normalnych warunkach pewnie wzruszylibyśmy ramionami, ale sytuacja normalna nie jest. Niemiecki protekcjonalizm wobec Polski wyrobił w nas nawyk mocnego reagowania na każdą wypowiedź sugerującą wtrącanie się w nasze sprawy wewnętrzne, a tak zabrzmiały, wyrwane z kontekstu, słowa pani von der Leyen. Polskie ministerstwo obrony wezwało attaché obrony Niemiec i ostatecznie nawet nie przyjęło jego tłumaczeń. Może jest w tym nutka przesady, ale lepsza przesada niż brak reakcji. Niemieckiego partnera też trzeba w pewien sposób „wychowywać”, przyzwyczajając do nowych reguł, skłaniając do ostrożności w sięganiu po tanie klisze.

Najciekawsze w tym wszystkim jest sformułowanie użyte przez panią minister, a mówiące o „oporze młodego pokolenia”. To pokazuje, jak zakłamany jest obraz naszego kraju, skoro nawet wyrobiona polityk powiela fałszywe klisze. W ostatnich wyborach ponad 60 proc. młodych ludzi poparło wyraźną zmianę w Polsce, dziś jest pewnie nawet lepiej. III RP trzyma się najmocniej wcale nie wśród młodych, ale wśród pokolenia moich równolatków lub ludzi nieco starszych, dla których zasadniczym punktem odniesienia są szarobure, biedne lata 80., na tle których Polska pookrągłostołowa mogła wydawać się rajem na ziemi. Także demonstracje KOD-u, które zdominowały w przekazie zagranicznym pierwszych kilkanaście miesięcy dobrej zmiany, nie były pochodami młodości, a często wręcz były obroną bogatych życiorysów ludzi starszych. Pewnym wyjątkiem były manifestacje przeciwko reformie sądowej; wówczas opozycji rzeczywiście udało się ściągnąć część młodzieży z dobrze sytuowanej klasy średniej z dużych miast. Ale to był zdecydowanie wyjątek.

Naszą redakcję odwiedził duński dziennikarz. Wcześniej spędził tydzień na rozmowach z dziennikarzami lewicowo-liberalnymi. „Po tych rozmowach mam wrażenie, że Polska stoi na rozdrożu: rząd chce iść na wschód, a opozycja na zachód. Co pan na to?” – zagaił. O mało nie zemdlałem z wrażenia. Wychodzi na to, że pobyt w naszym kraju może jeszcze bardziej zafałszować sytuację, niż obserwowanie zdarzeń z daleka. Ale i dystans nie pomaga. „Czytając o Polsce w swoim kraju, ma pan pewnie wrażenie, że rząd idzie od klęski do klęski i cudem tylko trzyma się jeszcze na nogach?” – z kolei ja zadałem pytanie. Gość zgodził się z tą opinią. „Ale Polacy widzą to inaczej, i sondaże partii rządzącej oraz notowania rządu wciąż pną się ku górze” – zwróciłem uwagę. Tak, przyznał, jest jakiś problem w opisie Polski na łamach prasy zagranicznej. W przypadku Danii wynika to pewnie z odległości i małego zainteresowania, ale w przypadku Niemiec jest też dużo złej woli, bo berlińska prasa potrafi dać wyważoną relację z zamieszek w Kenii, ale gdy idzie o Warszawę, drukuje materiały niemal wprost propagandowe.

Wizyta duńskiego dziennikarza miała miłą puentę. Z Warszawy pojechał ku naszej wschodniej granicy i nieco zdumiony napisał, że ogromna większość spotkanych tam ludzi podziela raczej mój punkt widzenia, niż spojrzenie jego lewicowych rozmówców. To już dużo, choć problem zrozumienia nie zniknie. Szukamy sposobów na wyrwanie się z peryferyjności, a to wymaga samodzielności w myśleniu i działaniu. Zachodnich mentorów wyraźnie to irytuje.

Warto przekonywać konkretnych dziennikarzy, innej drogi zresztą nie ma. Ale np. w odniesieniu do Niemiec trzeba rozumieć, że system medialny naszego sąsiada jest w o wiele większym stopniu częścią struktur państwowych, niż ma to miejsce w Polsce. Moje osobiste doświadczenie to potwierdza: niemieccy dziennikarze nie są zainteresowani wysłuchaniem racji drugiej strony. Jeżeli przychodzą i pytają, to tylko po to, by uzyskać wygodny listek figowy w postaci jednego, dwóch zdań do zacytowania (najchętniej karykaturalnie ostrego). Kształt materiału i jego wymowa już dawno zostały określone, pewnie jeszcze przed wyjazdem.

Charakter narodowy trudno zmienić. Inne czasy, inne sztandary, zupełnie inne metody, ale poczucie wyższości wciąż to samo.

Idziemy nr 46 (632), 12 listopada 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły