18 grudnia
wtorek
Gracjana, Bogusława, Laurencji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Eliminacja człowieka, a nie syndromu

Ocena: 0
454

W połowie sierpnia portal CBS News opublikował raport krytykujący procedurę przerwania ciąży, co w zachodnich mediach uznać należy za zjawisko rzadkie. Przyczyną materiału była informacja wskazująca, że na terenie Islandii w zasadzie przestały się rodzić dzieci z zespołem Downa. Jak wskazano w cytowanym przez LifeNews.com raporcie: „Odkąd na początku 2000 r. na terenie Islandii zostały wprowadzone prenatalne badania przesiewowe, zdecydowana większość kobiet – blisko 100% – kończy ciążę (w drodze aborcji – przyp. BK) w momencie otrzymania pozytywnego wyniku testu na zespół Downa”. Na narodziny dzieci zdecydowali się rodzice, którzy nie skorzystali z badań.

W Danii 98% ciąż, w trakcie których wykryto dodatkowy 21 Chromosom, kończy się aborcją. We Francji współczynnik ten wynosi 77%, a w wielkiej Brytanii 67%. Helga Sol Olafsdottir ze szpitala w Helsinkach stwierdza, że aborcja to przede wszystkim „wybór kobiety dokonany w jej umyśle” i że „nie patrzymy na aborcję jak na morderstwo, aborcja to zapobieganie cierpieniom dziecka i rodziny”. 

 

Jak trafnie odpowiada Penny Nance, dyrektor organizacji Concerned Women for America, „To eugenika i barbarzyństwo. Jaki będzie następny nagłówek? Będzie informował on, że pewien kraj wyeliminował wszystkie kobiety. Chiny już były na tej drodze” – mówi. Podobne obawy w liście do ONZ skierowała organizacja Down Pride: „System utylitaryzmu nie zatrzyma się tylko na zespole Downa. W niedalekiej przyszłości zostaną określone inne grupy: ryzyko autyzmu, schizofrenii, niskiego poziomu intelektualnego (IQ)?”.

Raport CBS pokazuje jednak coś w pewnym sensie nowego. Ukazuje, że badania prenatalne traktowane są przede wszystkim jako źródło informacji potrzebnej do legalnego przerwania ciąży. Także w polskiej rzeczywistości dostrzec można podobne zjawisko. Wynik badań ma posłużyć jako podkładka do aborcji. Jest to jednak zafałszowanie rzeczywistości. W medycynie nie ma badań, których efekt ma prowadzić do śmierci pacjenta. Diagnoza ma służyć do leczenia, a jeśli ono jest niemożliwe, ma stanowić wsparcie w godnej śmierci, bezbolesnej, w obecności bliskich osób. W naszym kraju, dzięki licznym inicjatywom pro life, podobne badania na szczęście coraz częściej służą do podjęcia interwencji z zakresu chirurgii płodowej. Czasem są podstawą do skierowania rodziców do hospicjów perinatalnych, w których każdy potrzebujący jest pacjentem, także ten nienarodzony.

 

Idziemy nr 35 (621), 27 sierpnia 2017 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest doktorem socjologii prawa, wykładowcą akademickim oraz publicystą

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -