29 czerwca
środa
Piotra, Pawla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dziwna Eurowizja

Ocena: 3.48
684

Konkurs Eurowizji jest specyficzną propozycją w sferze rozrywki. Z jednej strony przyciąga miliony widzów, wywołując wiele emocji już na etapie wyboru artysty, który będzie reprezentował dany kraj. Z drugiej strony w ostatnich latach wydarzenie zostało zawłaszczone przez lewicowe „izmy”, stając się forpocztą ataku na tradycyjne normy społeczne i artystyczne. W tym roku też tego nie zabrakło, choć tocząca się wojna przytłumiła nieco radykalizm przekazu. Cieszy też fakt, że zwyciężyła Ukraina, i to zwyciężyła głosami nie jury, ale zwykłych obywateli Europy, Australii i kilku krajów azjatyckich. Ładny gest wolnego świata wobec walczącego, cierpiącego narodu.

Eurowizja ma smak słodko-gorzki, propozycje tandetne przeplatają się z nielicznymi perełkami. W tym roku prawdziwą sztukę zaprezentował Polak Krystian Ochman, wnuk znakomitego śpiewaka operowego Wiesława Ochmana. Przedstawiona przez niego w Turynie piosenka „River” była klasą sama w sobie, a nasz przedstawiciel zaprezentował się klasycznie, czyli pięknie. Umie śpiewać, więc nie musiał – poza tym nie chciał – zakładać kobiecych fatałaszków ani całować się z mężczyznami. A na palcu miał mały różaniec. Mieliśmy nadzieję, że wygra, ale zajął dopiero dwunaste miejsce (i tak najlepsze od lat).

Konkurs Eurowizji to nie tylko artystyczne pokazy, ale i głosowanie. Poszczególne kraje nie głosują na swoich przedstawicieli, co w sumie daje ciekawe, a nawet smakowite show – również z politycznego punktu widzenia. Jak na dłoni widać powiązania etniczne, historyczne, wzajemne sympatie i antypatie. Wiele krajów bałkańskich wspiera Serbię, Bałtowie głosują na Szwecję, a Brytyjczyków lubią prawie wszyscy. Nas raczej nie lubiano, ale przyjęcie milionów uchodźców i bezprecedensowa pomoc dla Ukrainy rozjaśniły nieco nasz czarny wizerunek. Na pewno na samej Ukrainie; w głosowaniu publiczności nasi południowo-wschodni sąsiedzi dali nam maksimum, czyli 12 punktów, a my odpowiedzieliśmy tym samym.

O ile jednak polskie jury również dało ukraińskiej kapeli Kalush Orchestra najwyższą notę, o tyle jury ukraińskie przyznało Ochmanowi… zero punktów. Natychmiast pojawiły się pytania: co to za sygnał? Wielu pytało: czy tak ma wyglądać owe „żywe zaręczenie obojga narodów”, o którym mówił 3 maja prezydent Andrzej Duda? Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia słusznie podkreślił, że „głos ludzi zawsze będzie ważniejszy niż ocena kilku biurokratów, którzy weszli do ukraińskiego jury Eurowizji”. Społeczny werdykt jest jednoznaczny także w szerszym kontekście; polscy korespondenci na Ukrainie podkreślają, że o ile w ukraińskich mediach wciąż widać skupienie na komunikatach płynących z zachodnich stolic, to zwykli Ukraińcy wiedzą, ile Polska i Polacy zrobili dla swojego sąsiada.

Zgrzyt jednak pozostał, bo przecież Eurowizja to na Ukrainie „sport narodowy”, zarządzany przez tamtejszych oligarchów; nasi sąsiedzi tryumfowali w tym konkursie już trzykrotnie i sędziowie nie są ludźmi przypadkowymi lub słabo zorientowanymi. Symbolicznie przyznali swoje 12 punktów Wielkiej Brytanii, czyli państwu, które także bardzo pomaga Kijowowi. Co ciekawe, jedna z ukraińskich jurorek Irina Fedyshyn opublikowała zdjęcie swojej karty do głosowania. Dała Polsce 10 punktów, czyli Krystian Ochman powinien dostać przynajmniej 2 punkty, a nie zero.

W tle jest szersze pytanie, ważniejsze niż głosowanie jury w Eurowizji: czy logika działania krajów naszego regionu uległa trwałej zmianie, czy też jest to jedynie złudzenie? Czy aby nie ulegamy myśleniu życzeniowemu, śniąc o gruntownej przebudowie sił i trendów w naszej części Europy? Cóż, może to tylko złudzenie, ale Polska – kraj zbyt mały, by samodzielnie oprzeć się presji ze wschodu i zachodu – musi szukać takiej szansy i musi inwestować w Ukrainę, nawet jeśli jest to inwestycja bez twardych gwarancji. Każda inna linia polityczna jest mniej sensowna. Nie jesteśmy Węgrami, nie leżymy na uboczu, nie zostawią nas w spokoju, nie wpiszemy się w rolę prowincji obcego imperium.

Trzeba przechodzić ponad urazami, ignorując i rozmaitych podpalaczy wzajemnych relacji, widząc to, co ważne, i rozumiejąc, że to społeczeństwo, które – tak jak polskie – ma też swoje kompleksy, aspiracje i zróżnicowane elity. Trzeba to robić także dlatego, że choć Ukraińcy toczą wojnę o swój kraj, to jest to także nasza wojna, bo rozstrzyga o naszej przyszłości, o tym, czy będziemy żyli w cieniu rosyjskiego zagrożenia, czy też – jak zapowiadają Amerykanie – osłabimy Rosję na tyle mocno, że przez dekady nie będzie w stanie kontynuować agresywnej polityki. Ten cel, do niedawna niemal abstrakcyjny, jest dziś na wyciągnięcie ręki.

Idziemy nr 21 (864), 22 maja 2022 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 29 czerwca

Środa, XIII Tydzień zwykły - uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła
Od wszelkiej trwogi Pan Bóg mnie wyzwolił
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mt 8,18-22
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Najczęściej czytane komentarze



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter