18 grudnia
poniedziałek
Gracjana, Bogusława, Laurencji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dwie kobiety, dwa życia

Ocena: 0
194

Dzieliło je wszystko: status społeczny, pozycja materialna, styl życia, stan cywilny. A jednak połączyła je jakaś nić porozumienia, które trwało od pierwszego spotkania aż do ich śmierci. Zmarły w tym samym tygodniu, dokładnie dwadzieścia lat temu: księżna Diana pod koniec sierpnia, a św. Matka Teresa z Kalkuty na początku września. W ciągu tych dwóch dekad gwiazda popularności „Królowej ludzkich serc” przybladła, podczas gdy światło „Anioła ubogich” zajaśniało w pełni i świeci jeszcze bardziej niż za dni życia świętej zakonnicy.

Księżna Diana w czasie swego krótkiego, bo tylko 36-letniego, życia była ulubienicą mediów, wdzięczną postacią, na której zarówno tabloidy, jak i poważne gazety czy stacje telewizyjne zbijały ogromny interes. Piękna, o czarującym uśmiechu, ubrana według najnowszych trendów, udzielająca się charytatywnie i w oczach świata gnębiona przez sztywną monarchię, księżna Diana dostarczała mediom regularnych pożywek ze swego burzliwego życia osobistego. Dzisiaj biografowie rodziny królewskiej piszą, że było to efektem jej niedojrzałości psychicznej i emocjonalnej, nieradzenia sobie z samą sobą – stąd również manipulacja mediami i spychanie całej winy na Windsorów. Diana przez całe swe dorosłe życie poszukiwała miłości, akceptacji, wsparcia, co najczęściej wyrażało się w nowych, coraz bardziej irytujących monarchię romansach.

W 1992 r. księżna i Matka Teresa spotkały się po raz pierwszy w Rzymie i połączyła je nić sympatii – niektórzy twierdzą, że wręcz przyjaźni – opierająca się na wspólnej pasji – pomocy ubogim, cierpiącym i niekochanym. Od tej chwili księżna Diana poświęciła już niemal całą swoją aktywność pracy charytatywnej. W wywiadzie dla BBC z 1995 r. powiedziała: „Myślę, że najgorszą chorobą świata jest dziś choroba ludzi, którzy czują się niekochani”. Niemal identycznie wypowiadała się Matka Teresa, która twierdziła, że brak miłości jest gorszy niż choroby ciała. Dlatego swoim podopiecznym w hospicjach i szpitalach należących do zgromadzenia Misjonarek Miłości oferowała nie tylko pomoc medyczną, ale również duchową. Wiedziała bowiem, że jeśli dusza cierpi, to i ciała nie da się wyleczyć.

I to właśnie dawanie miłości drugiemu człowiekowi, za które Diana otrzymała od mediów przydomek „Królowej ludzkich serc”, było z kolei przyczyną nagonki na Matkę Teresę już w latach 90., kontynuowanej przez liberalne media również obecnie. Podczas gdy zaangażowanie charytatywne księżnej Diany opiewane było pod niebiosa, Matka Teresa oskarżana była o prozelityzm, złe warunki sanitarne w hospicjach, defraudowanie pieniędzy pochodzących z darowizn na biednych, podejrzane kontakty z dyktatorami.

Jak daleko sięgnęła dyskredytacja zakonnicy, ukazuje przydomek, jaki ukuto dla niej w latach 90.: „Hell’s angel” (‘Anioł piekła’). Skąd ta nagonka? Otóż dlatego, że ta mała, niepozorna zakonnica była „znakiem sprzeciwu” wobec światowych trendów. Kiedy tylko miała okazję, piętnowała antykoncepcję i rozwody, a aborcję nazywała zabijaniem bezbronnych. Tego nie mogły – i nie nadal nie mogą – wybaczyć jej mainstreamowe media. Przed paroma dniami niemiecki „Die Welt” opublikował obszerny artykuł o „super Kalkucie”, będącej „intelektualnym bastionem Indii”, która przez lata straciła mnóstwo turystów i płynących z turystyki pieniędzy. A to z powodu „czarnego PR-u” Matki Teresy, która rzekomo promowała miasto jako jedne wielkie slumsy.

Medialne paszkwile nie robiły jednak na zakonnicy żadnego wrażenia. Teraz też nie robią na tych, którzy się do niej, jako do świętej, zwracają o wstawiennictwo i otrzymują liczne łaski. Światło Matki Teresy wciąż świeci mocnym blaskiem, bo odbijała ona światło Chrystusa. Kiedyś powiedziała: „Bez Boga jesteśmy zbyt ubodzy, żeby pomagać ubogim”.

Księżna Diana odbijała swój własny blask, który wraz z jej śmiercią po prostu zgasł. Matka Teresa była zaproszona na pogrzeb księżnej Diany, ale już nie zdążyła na niego pójść, gdyż dzień wcześniej zmarła. Księżna została pochowana z różańcem, który otrzymała od zakonnicy. Kto wie, jak wyglądało ich spotkanie już po drugiej stronie.

Idziemy nr 37 (623), 10 września 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły