18 stycznia
wtorek
Piotra, Małgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dlaczego mu nie idzie?

Ocena: 0
513

To nie był udany tydzień Donalda Tuska. Najpierw wywiad dla jednej ze stacji komercyjnych, który wywołał konsternację także po stronie opozycyjnej. Później mandat za nadmierną prędkość i utrata prawa jazdy na trzy miesiące. W tle coraz częstsze pytania: czy można już uznać, że powrót byłego premiera do krajowej polityki zakończył się klęską? Czy utrzyma się na stanowisku szefa Platformy do wyborów? I może najważniejsze: dlaczego mu nie idzie? Dlaczego człowiek, który kiedyś rzeczywiście potrafił komunikować się z Polakami, dziś zdaje się potykać o własne nogi?

Zacznijmy od nieszczęsnego wywiadu. Tusk nie dostał szczególnie trudnych czy złośliwych pytań. Pytania były proste i konkretne. To wystarczyło, by okazało się, że nie ma nic do zaproponowania. W sprawie granicy zapewniał, że „w sposób dyskretny, czasami też publicznie, stara się wesprzeć, a na pewno nie przeszkadzać polskiemu rządowi”. Cóż, są nagrania, na których mówił o „ohydnym polowaniu na dzieci i matki”, sprzeciwiał się budowie zapory i jasno deklarował, że rządowi nie będzie pomagał. Do tego przechwałki w sprawie spotkań z zachodnimi politykami w sprawie Białorusi. Ale z kim konkretnie, poza kanclerz Merkel? Nazwisk nie ma. Swoją drogą: ciekawe, że owi politycy nie chwalą się zdjęciami z rozmów z szefem PO. Czyżby przestał być cenionym w politycznej grze partnerem?

Największe wrażenie zrobiła jednak wypowiedź Tuska w sprawie walki z pandemią. W jaki sposób on sam walczyłby z zagrożeniem zdrowotnym, gdyby był „dzisiaj premierem i miał możliwość wydawania poleceń ministrowi zdrowia”? Odpowiedzi nie usłyszeliśmy. Zdaniem Tuska takie pytanie to „próba przerzucenia na opozycję odpowiedzialności za decyzje, które trzeba podejmować w stanie pandemii” i w ogóle „to nie jest pytanie do opozycji”. Gdy prowadzący rozmowę zwrócił uwagę, że jest to pytanie „do polityka, który chciałby znowu rozdawać karty w tym kraju”, były premier odpowiedział: „Ja nie jestem graczem karcianym, nie chcę rozdawać żadnych kart. Ja muszę wygrać wybory, żeby móc zastąpić ten rząd”. W skrócie: pomysłu brak, ale Tusk chętnie skorzysta z ogólnego niezadowolenia: tych, którzy nie chcą się szczepić, a czują się przymuszani, i tych, którzy się zaszczepili i mają pretensje do władz, że opornych nie przymuszają mocniej. Postawa i cyniczna, i krótkowzroczna. Polityków, którzy nie przedstawiają pomysłów, wyborcy rzadko nagradzają władzą. Tusk wierzy, że w Polsce wystarczą same emocje, ale na szczęście chyba już nie wystarczą. W tej sferze też trochę dorastamy.

No i wreszcie piractwo samochodowe. Tusk jechał w terenie zabudowanym z prędkością 107 kilometrów na godzinę, przy ograniczeniu do 50 kilometrów. Było to w Wiśniewie pod Mławą, na trasie do Gdańska. Kto tamtędy jeździ, ten wie, że warunki drogowe są obecnie niełatwe. Trasa jest zatłoczona, a do tego kończy się budowa ekspresowej dwupasmówki. Co chwila następuje więc zmiana organizacji ruchu. Trudno jechać szybciej niż 80–90 kilometrów na godzinę. Do tego „od zawsze” kierowcy w tych kilku wioskach, przez które przebiega S7, jednak zwalniają, również z obawy przed częstymi patrolami policyjnymi. To, co zrobił Tusk, nie było więc jakąś chwilą nieuwagi. To było prawdziwe piractwo drogowe, niosące ze sobą zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi – i tych, którzy tam mieszkają, i tych, którzy obok nas jadą samochodami. Sam Tusk odniósł się do sprawy następująco: „Jest przekroczenie przepisu drogowego, jest kara zatrzymania prawa jazdy na 3 miesiące plus 10 punktów i mandat. Adekwatna. Przyjąłem ją bez dyskusji”. Czy to wystarczy? Nie padło słowo „przepraszam”. A przecież w zachodnich krajach tak drastyczne naruszenie reguł życia społecznego często kończy się odejściem z życia politycznego.

Cóż, być może ta sprawa wywoła dyskusję o stylu, w jakim prowadzimy samochody. Skoro Tusk, tak mocno aspirujący do bycia człowiekiem Zachodu, jeździ bez szacunku dla innych, to znaczy, że wciąż długa droga przed nami. Często się zastanawiam, skąd to się bierze. Dlaczego w czasach, gdy mamy GPS-y i możemy precyzyjnie sprawdzić czas dojazdu na miejsce przed wyjściem z domu, wciąż tak licznie się śpieszymy, aż do granic samobójstwa lub zabójstwa? Dlaczego tak wielu ludzi podejmuje ryzykowne decyzje, choć w efekcie zyskują najwyżej kilka minut? Przecież w ten sposób narażają także tych, których kochają, choćby własne dzieci, często siedzące na tylnym siedzeniu. Zapewne niektórzy chcą w ten sposób podświadomie dominować nad innymi, inni mają w sobie niepokój, który nie pozwala im spokojnie jechać, a jeszcze inni po prostu przejęli taki wzorzec zachowania na drodze. Warto to rozumieć, ale też trzeba z tym walczyć. Także za pomocą bardzo drastycznych środków finansowo-prawnych.

Idziemy nr 48 (839), 28 listopada 2021 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 stycznia

Wtorek, II Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem.
+ Czytania liturgiczne (rok C, :II):  Mk 2,23-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter