17 lipca
wtorek
Anety, Bogdana, Jadwigi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czy rozumiem Franciszka?

Ocena: 0
1232

Emocje wokół adhortacji Amoris laetitia powoli zaczynają opadać. Niewątpliwie przyczyniła się do tego również publikacja „Wytycznych pastoralnych” Konferencji Episkopatu Polski, o których pisałem przed tygodniem. Dokument ten ma szersze znaczenie niż tylko dla wiernych w Polsce. Ze zdaniem polskich biskupów liczą się także episkopaty innych krajów. Również te, które chciałyby, aby w sporach teologiczno-pastoralnych na forum europejskim i ogólnokościelnym Konferencja Episkopatu Polski podzielała ich stanowisko.

Polska jest obecnie krajem o największej w Europie liczbie realnie praktykujących katolików! Jesteśmy także – mimo pojawiającego się kryzysu – europejską potęgą w liczbie powołań do kapłaństwa. Do tego stanowisko polskiej delegacji z abp. Stanisławem Gądeckim na czele na poświęcony rodzinie synod okazało się bardzo jasne, odpowiedzialne i wyważone. Przy wielu okazjach biskupi polscy byli pytani za granicą przez swoich konfratrów i przez dziennikarzy, kiedy wydadzą oficjalny dokument na temat Amoris laetitia. Teraz dokument ten stanowi punkt odniesienia dla wielu katolików także poza Polską, choćby się z nim do końca nie zgadzali.

Bez emocji, które mogą zaślepiać rozum, wracamy więc po raz kolejny do najbardziej komentowanego przypisu 351 do adhortacji Amoris laetitia. Dlaczego w duszpasterstwie małżeństw niesakramentalnych „w pewnych przypadkach” kierownik duchowy mógłby okazać im także „pomoc sakramentów”? Dlaczego papież umieścił tę możliwość nie w samym tekście, ale w przypisie, i dlaczego mówi szeroko o „pomocy sakramentów”, a nie tylko jednego sakramentu? Dlaczego, choć dalej pisze o Eucharystii, że jest ona lekarstwem, a nie nagrodą, to wcześniej poucza, że konfesjonał ma być miejscem doświadczenia miłosierdzia, a nie salą tortur?

Światło na te sprawy może rzucać wypowiedź przywódcy prawosławia, patriarchy Bartłomieja I z Konstantynopola. Zacytował ją w ubiegłym tygodniu prawosławny metropolita Augustyn z Niemiec w kontekście toczącej się tam dyskusji o Komunii dla niekatolików. Przypomniał, że Kościół wschodni kieruje się dwoma zasadami: ekonomii, czyli okazania miłosierdzia, i akrybii, czyli ścisłego przestrzegania prawa. Zasada ekonomii, czyli okazania miłosierdzia, może być stosowana, jeśli jest przydatna do zbawienia danej osoby. Na ten temat patriarcha Bartłomiej I miał powiedzieć: „W momencie, kiedy definiuje się możliwości stosowania zasady ekonomii (miłosierdzia), zasada ta staje się regułą bądź przepisem”. Trzeba zaś unikać przekształcania wyjątków w zasadę czy obowiązujący przepis – tłumaczy metropolita Augustyn.

Odnosząc to do Komunii dla małżeństw niesakramentalnych, wyobrażam sobie, co bym zrobił, gdybym pracował np. w dalekiej Syberii czy w dorzeczu Amazonki. Gdybym tam spotkał małżonków niesakramentalnych, dla których odniesienie się do sądu biskupiego w celu stwierdzenia nieważności poprzedniego małżeństwa jest w danym momencie niewykonalne, choćby ze względu na odległość, brak środków itd.? Zacząłbym od towarzyszenia im i rozeznania ich sytuacji – jak pisze Franciszek. A kiedy miałbym moralną pewność, że zgodnie z nauczaniem Kościoła ich poprzednie małżeństwa były nieważne, to nie czekałbym, aż będą na łożu śmierci, tylko przyjąłbym ich spowiedź, udzielił rozgrzeszenia, pobłogosławił ich małżeństwo i zaprosił do stołu Eucharystii. Zobowiązałbym ich tylko, że kiedy pojawią się takie możliwości, zwrócą do sądu biskupiego ze swoją sprawą. Podobnie zrobiłbym np. w przypadku wojny czy innego końca świata. Dzisiaj nie musiałbym się bać kary za to od żadnego biskupa, bo pokazałbym mu adhortację papieża Franciszka i przypis 351. W sytuacjach absolutnie wyjątkowych zawsze bym tak zrobił.

U nas, w Niemczech czy gdziekolwiek w Europie takie nadzwyczajne sytuacje nie zachodzą. Sądy biskupie są łatwo dostępne, działają dość szybko i tanio. Dlatego „Wytyczne” KEP nie zajmują się szczególnymi przypadkami, dla których papież Franciszek wskazuje furtkę w przypisie 351. I tylko w przypisie, a nie w tekście. Pewnie dlatego też nie odpowiada wprost na list kilku kardynałów zawierający ich dubia, czyli wątpliwości. Bo każda oficjalna wypowiedź w tej kwestii stałaby się prawem. To, co bez naruszania spójności nauczania Kościoła jest uprawnionym, choć rzadkim wyjątkiem, szybko stałoby się obowiązującą zasadą.

A nie o to Ci chodziło, Ojcze Święty – jeśli Cię dobrze rozumiem.

 

Idziemy nr 25 (663), 24 czerwca 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI