21 września
sobota
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bój o Podlasie

Ocena: 4.9
1067

Pierwsza bitwa kampanii wyborczej do parlamentu została stoczona w kilkunastotysięcznym Węgrowie, położonym w województwie mazowieckim, choć już na pograniczu historycznego Podlasia. Jest to miasteczko, w którym majowe wybory europejskie zdecydowanie wygrała Zjednoczona Prawica, zdobywając ponad 53 proc., czyli znacznie więcej niż w całym kraju. Z kolei Koalicja Europejska zdobyła w Węgrowie ok. 36 proc. głosów, a więc odrobinę mniej niż w całej Polsce. Dla starającej się o zmianę niekorzystnego trendu opozycji to z pewnością teren, na którym warto walczyć. Nawet nie po to, by tu wygrać, bo to jednak nierealne, ale by choć trochę zmniejszyć dystans.

Czasu niewiele, wiec sztab PO ruszył do boju o Podlasie. Zadbano o promocję w mediach społecznościowych: to tam właśnie sztab Platformy zamieścił filmik, który wywołał burzę. Nagranie jest krótkie: widzimy Bartosza Arłukowicza, który podchodzi do mężczyzny w średnim wieku i rzuca: „Mówią, że jest pan najsłynniejszym wsparciem PiS-u w Węgrowie”. „Niech pan mnie nie denerwuje” – odpowiada mężczyzna i odchodzi. W tle wybucha salwa śmiechu – to śmieją się młode osoby towarzyszące Arłukowiczowi. Niby niewinne zdarzenie, ale w kontekście kłopotów opozycji rzecz wręcz zabójczo toksyczna. Bo cała scenka potwierdza dość powszechne podejrzenia, że dla wielkomiejskiej Platformy wyprawa na polską prowincję jest niczym wizyta bogatych białych w indiańskim rezerwacie albo turystyczna wizyta zachodnich turystów w fawelach – dzielnicach biedy w brazylijskich miastach. Była w tym wszystkim także chęć wyśmiania „pisowca”. Później wyszło na jaw, że w sklepie mięsnym, w progu którego wszystko się zdarzyło, rzeczywiście pracuje gorący zwolennik Prawa i Sprawiedliwości, i to jego prawdopodobnie chciała zawstydzić ekipa z Platformy.

Arłukowicz i jego otoczenie początkowo bagatelizowali sprawę. Kiedy jednak była premier Beata Szydło przywołała tę sprawę podczas konwencji PiS w Katowicach („Panie Arłukowicz! Zabieraj pan koleżeństwo i przeproście tego pana”), postanowili wrócić do Węgrowa. Odnaleźli pana Andrzeja, postawili przed kamerą i ogłosili, że go szanują, a nawet kochają. Nieco stremowany pan Andrzej ogłosił, że „nie czuje żadnej urazy, bo nie było żadnego powodu do obrazy”, uścisnął dłoń Arłukowicza i poszedł swoją drogą, zapewne szczęśliwy, że wreszcie wyplątał się z całej historii. Tak przycięte 28 sekund kolejnego filmiku miało zamknąć sprawę. Można powiedzieć: szybko wpadli, szybko wypadli. Ale problem pozostał, bo wrażenie, że pan Andrzej został potraktowany przedmiotowo, że zastosowano wobec niego różne techniki manipulacyjne i perswazyjne, że wywierano na niego silną presję – nie zniknęło. Gdyby lewicowi socjologowie porzucili na chwilę badanie przemocy w rodzinach i walkę z patriarchatem, to dostrzegliby w tej sytuacji klasyczną przemoc symboliczną i tak charakterystyczny dla elit III RP protekcjonalizm. Zobaczyliby pewnych siebie ludzi, którzy jedynie odgrywają pokorę.

Platforma sądziła, że ruszając na prowincję, rozwiąże swoje problemy, że zbuduje relację ze zwykłymi Polakami. To jednak tak nie działa. PiS zbudował swoją pozycję w mniejszych miejscowościach latami bardzo świadomej pracy. Nie da się pstryknąć palcami i z dnia na dzień być za pan brat z ludem. Lud pokiwa głową, uśmiechnie się, nawet przytaknie, ale swoje pomyśli. Ludzie wyczuwają brak szacunku, nawet jeśli nie umieją tego stosownie nazwać.

Bitwa o Węgrów może mieć poważne konsekwencje. Maszyna PO zacięła się, zanim na dobre się rozpędziła. Takie wpadki zawsze zostawiają ślady, choćby dlatego, że trudno być prawdziwie naturalnym, stale się pilnując, by nie palnąć jakiegoś głupstwa. Ale PiS, jeśli chce wygrać, nie może spocząć na laurach; kampania nie została jeszcze rozstrzygnięta, sondaże szybko mogą się spłaszczyć. Zjednoczona prawica musi nadal gryźć trawę, musi walczyć z przekonaniem, że to walka o wszystko. Pytanie, czy po majowym tryumfie jest w stanie wykrzesać z siebie tę determinację, te 120 proc. wysiłku, bez którego wszystko może błyskawicznie wymknąć się z rąk? Łatwo nie będzie.

 

Idziemy nr 28 (717), 14 lipca 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 września

"Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany"

Dziś w Kościele: piątek, XXIV tydzień zwykły
+ wspomnienia świętych męczenników Andrzeja Kim Taegon, prezbitera, Pawła Chong Hasang i Towarzyszy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Tm 6,2c-12, Ps 49. Łk 8,1-3
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Jeszcze przez kilka dni zapraszamy do oglądania filmów prezentowanych w ramach Lata z SalveNet - wspólnego projektu SalveNet i portalu idziemy.pl.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -