19 listopada
niedziela
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bilet do Rudnika

Ocena: 2.7
178

Komanowie nie wyróżniali się chyba niczym szczególnym. Stanowili liczną, szanującą się i kochającą rodzinę. Żyli skromnie w Rudniku nad Sanem. I kiedy w okolicy zaczęto budować hutę, zakłady wojskowe i w sumie całe nowe miasto, inżynier Dionizy Koman uznał w porozumieniu z żoną, że musi tam jechać, by szukać lepszej pracy.

Każdego dnia wyruszał pieszo na pociąg, by dojechać nim do powstającego miasta, a na noc wrócić do domu. Kiedy wracał, na dworcu zawsze czekał na niego syn. Kiedyś inżynier Koman wysiadł z pociągu i udał się do kasy. Zdziwiony syn spostrzegł, że tata kupił bilet kolejowy na trasę StalowaWola – Rudnik i zaraz… bilet podarł. Wyjaśnił chłopakowi, że późno wyszedł z pracy i nie zdążył kupić powrotnego do domu, więc przejechał trasę na gapę. Dlatego też kupił go, gdy już z pociągu wysiadł. Bo nie chciał narażać PKP na straty. Ale do syna powiedział jeszcze coś, co zostało w nim na całe życie: że jeśli chcemy stworzyć wspólnotę i wspólne dobro, musimy siebie szanować, i dlatego nie wolno nam siebie wzajemnie okradać.

Dionizy Koman, który był jednym z budowniczych Zakładów Południowych, dzisiejszej Huty Stalowa Wola, doczekał powstania miasta i huty, ale nie przeżył wojny. Już w 1939 roku związał się z ZWZ, tworząc w mieście zalążki konspiracji. Schwytany przez gestapo w 1940 r., męczony w areszcie w Tarnowie, nie wydał nikogo. Trafił do KL Auschwitz i tam zakończył życie. Historię ojca dziś wspomina jego syn. Mnie ta opowieść, którą usłyszałem podczas obchodów 80-lecia powstania Centralnego Okręgu Przemysłowego i święta Stalowej Woli nie tylko wzruszyła, ale i zbudowała. Mówi o Polakach znacznie więcej, niż niejeden podręcznik do historii. Pokazuje, czym dla wielu z nich była ojczyzna. Jak potrafili jej nie tylko bronić, ale i ją budować.

Kryzys lat 20. dopiero się kończył, kiedy minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski uznał, że najlepszym wyjściem będzie budowa nowoczesnego przemysłu i zwiększenie zatrudnienia. Opracował czteroletni program inwestycyjny, i tak narodziła się idea COP-u. Dziś tamten czyn Polaków wspominają nie tylko potomkowie pionierów, nie tylko mieszkańcy Podkarpacia, ale i wielu polityków. Wicepremier Mateusz Morawiecki nie ukrywa, że kreując strategię zrównoważonego rozwoju, częściowo wzoruje się na tamtych ideach.

Jeśli na tym fundamencie chcemy zbudować nową, lepszą także moralnie Polskę, musimy pamiętać o bohaterach dnia codziennego – i nie tylko ich czcić, ale naśladować! Dionizy Koman dziś ma w Stalowej Woli swoją ulicę, ale w kraju już nie jest znany. Szkoda – tym bardziej, że nie był wówczas sam! A dziś Komanów już u nas jakby na lekarstwo.

Idziemy nr 38 (624), 17 września 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP
www.krzysztofziemiec.pl

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły