27 kwietnia
czwartek
Zyty, Teofila, Felicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Biegiem do wypoczynku

Ocena: 4.4
297

Przygrzało słoneczko i warszawiacy wylegli na łono natury. Wylegli od razu z całym osprzętowaniem, które co najmniej od wczesnej jesieni zalegało w piwnicach, garażach i innych kanciapach. I zaroiło się od rowerzystów – małych i dużych, rolkarzy, desko rolkarzy i „hulajnogarzy”.

W pierwszy weekend marca, gdy było naprawdę ciepło, wybraliśmy się rodzinnie do Parku Szczęśliwickiego – nie my jedyni. Każdy z nas „usprzętowiony”: rolki, rowerek i dwie hulajnogi – i znów: nie my jedyni. Tłok jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. A mijanie  się na ścieżkach rowerowych często przywodziło na myśl wręcz Pekin. Do tego wszechobecne dźwięki muzyki i konferansjera towarzyszące Konkursowi o Puchar Koziołka Matołka, na który załapały się narciarskie niedobitki na tamtejszej górce. Krótko mówiąc: tłumnie, szybko i głośno.

Pomna tych scen, a zmęczona codzienną bieganiną na kursie – przedszkole, praca, szkoła, przedszkole, sklep, plac zabaw, zajęcia dodatkowe, dom – w niedzielę powiedziałam: „stop”. I wybrałam się do Łazienek. Królewskich zresztą. Bo tam: nawet jak tłumnie, to tłum rozprasza się na dużej przestrzeni, cicho, bo nie ma żadnych festynów, i powolnie – bo zakaz wstępu dla rolkarzy i rowerzystów.

A tu trach! W ciągu godzinnego spaceru naliczyłam nie jednego, przypadkowego, nie dwóch nawet, ale blisko dziesięciu rowerzystów plus jedną hulajnogę. A do tego tuzin biegaczy. O nie! Zabrano mi nawet tę enklawę! Na co dzień walczę o życie na chodniku z rowerzystami, których ścieżki przecinają się z traktami pieszymi czasem w tak zaskakujący sposób, że wystarczy chwila zagadania się z dzieckiem, relacjonującym dzień w przedszkolu, a ląduje się pod kołami. Lub na klacie biegacza. Naprawdę – oczy trzeba mieć dookoła głowy.

A gdyby tak na wejściach do Łazienek postawić kogoś, kto jednak egzekwowałby zakaz wjazdu rowerów? I gdyby tak zakazem tym objąć także biegaczy – tak wszechobecnych na ulicach, że potrzeba miejsca, gdzie można by odpocząć i od nich, i od atmosfery pędu, którą wprowadzają. W warszawskim zoo pan na bramce konsekwentnie egzekwuje zakaz poruszania się na rowerach, rolkach czy hulajnogach i konfiskuje je aż do końca spaceru – ku rozpaczy małych i dużych, bo małe nie chcą chodzić i spacer często kończy się „na barana”. Trudno. Ten zakaz wynika właśnie z dbałości o komfort i bezpieczeństwo zwiedzających. Wszystkich!

Taki strażnik to oczywiście koszt i liczę się z tym, że Łazienki nie muszą być chętne go ponieść. A gdyby tak na takiego stróża złożyli się sami spacerowicze, bo wstęp kosztowałby – niechby nawet dwa złote. Odżałowałabym – byleby mieć komfort spokojnego spaceru – ten jeden raz w tygodniu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

- Reklama -


SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły