23 lutego
sobota
Romany, Damiana, Polikarpa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Białoruskie przesilenie

Ocena: 0
1222

Kryzys białoruski, o którym pisałem tydzień temu, rozwija się – można powiedzieć – w najlepsze. Prezydent Alaksandr Łukaszenka, po okresie napięć, normalizuje stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i zwraca się do państw bałtyckich o podjęcie współpracy energetycznej. Jeśli ten kurs się utrzyma, zagrożenie dla suwerenności Białorusi może zmienić się w niepodległościowe przesilenie. Oczywiście, pozostają trzy znaki zapytania. Po pierwsze: czy to tylko gesty, czy początek konsekwentnej polityki? Po drugie: czy społeczeństwo białoruskie poparłoby taki prozachodni zwrot, gdyby zmienił się w trwałą politykę? Po trzecie: czy Łukaszenka dostatecznie kontroluje własny aparat państwowy, krótko mówiąc – czy nie grozi mu prorosyjski zamach stanu (w ewentualnej oprawie sterowanych „prodemokratycznych” protestów)? Te białoruskie pytania dla nas niosą jedno przesłanie: o właściwy charakter naszej polityki wobec narodów wschodniej Europy. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że nakazem polskiej racji stanu jest umacnianie niepodległości państw, które powstały tam po rozpadzie Związku Sowieckiego. Tylko co to znaczy?

Do tej pory solidarność wobec tych narodów oficjalna polityka Rzeczypospolitej łączyła niemal wyłącznie ze wsparciem tendencji liberalno-demokratycznych, często bardziej identyfikujących się z (nie) porządkiem ucieleśnionym przez Unię Europejską niż z tradycją narodową i dziedzictwem duchowego oporu wobec komunizmu. W intencjach wielu środowisk wolnościowych w Europie Wschodniej te sprawy zresztą nie muszą być przeciwstawne, bo oparcie zachodnie to czynnik niezbędny dla równoważenia presji rosyjskiej. Doświadczenia Europy Środkowej mogą tu dostarczać pewnych argumentów. Dość przypomnieć polityczną drogę Viktora Orbàna, który zaczynał tam, gdzie Tusk, a dziś stoi na prawo od Kaczyńskiego. Również różnice polityczne między państwami środkowoeuropejskimi a centrum UE wskazują, że współpraca nie musi oznaczać zatarcia odmienności i tożsamości.

Jednak te wyjaśnienia nie zamykają całości problemu. Unia – jak i galaktyka finansowo-organizacyjna George’a Sorosa – nie próżnuje i na wschodzie Europy dokonuje metodycznej zmiany tożsamości tamtejszych narodów. Zaangażowanie finansowe na rzecz społeczeństwa cywilnego idzie w parze z radykalną propagandą lewicowo-liberalną. Skutki są takie, że na przykład w Gruzji Zjednoczony Ruch Narodowy w całości przyjął liberalną agendę typu LGBT/prawa reprodukcyjne/itd. Jedyną prozachodnią partią zachowującą jeszcze wierność tradycji chrześcijańskiej pozostaje mała gruzińska chrześcijańska demokracja.

To pokazuje wyzwanie dla polityki polskiej. To Polska powinna wspierać na Wschodzie siły konserwatywne, wraz z własną siecią społeczeństwa cywilnego. Wymaga to uznania autonomii dwóch zasadniczych wartości społecznych: niepodległości państw i życia chrześcijańskiego. Oczywiście, najskuteczniej można byłoby to robić wspólnie z innymi państwami Europy środkowej, ale ktoś musi określić kierunek.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -