16 sierpnia
czwartek
Rocha, Stefana, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Atak na Polskę

Ocena: 4.4
1570

Parlament Europejski ogłosił, że „w Warszawie w sobotę 11 listopada 2017 r. odbył się faszystowski marsz”, tym samym potwierdzając wygłoszone w debacie słowa przywódcy europejskich liberałów Guy Verhofstadta, że tego dnia przez Warszawę przemaszerowało „sześćdziesiąt tysięcy neonazistów”. W wypadku Verhofstadta to w zasadzie nic nowego, nie tak dawno porównywał on rząd węgierski do hitlerowców, a poniżanie oponentów to nieodłączna część jego wystąpień. Jednak Parlament Europejski po raz pierwszy sięgnął po tego rodzaju zabójczą retorykę. I, jak widać, jego celem nie były bynajmniej władze, ale po prostu polskie społeczeństwo – nie jakieś grupy skrajne, ale wszystkie Polki i Polacy, starsi, młodsi i najmłodsi, owe oficjalne „sześćdziesiąt tysięcy”, które w Święto Niepodległości szły przez Warszawę.

Piszę o ataku na społeczeństwo świadomie, bo Marsz nie był jedynym przedsięwzięciem społeczeństwa cywilnego, za jakie zabrało się kierownictwo Unii Europejskiej. Rezolucja zaatakowała również trwającą akcję „Zatrzymać aborcję”, „ostro krytykując (...) wszelkie wnioski ustawodawcze z myślą o zakazie aborcji w przypadku poważnych (...) wad płodu”. To również nie dotyczy działań rządu; choć zresztą szkoda. Dlaczego więc te filipiki przeciw polskiemu społeczeństwu cywilnemu znalazły się w rezolucji „o praworządności i demokracji w Polsce”? Z rozpędu czy – z rozmysłu?

Żeby to zrozumieć, trzeba przypomnieć ubiegłoroczną debatę przeciw Polsce w Parlamencie Europejskim. Przecież wtedy atak na projekt „Stop aborcji” również nie dotyczył rządu. Czego więc od polskich władz chcieli europosłowie? Żeby odcięły się od własnych obywateli i od własnych wyborców, nie oglądając się ani na prawo, ani na ich prawa. I władza się rok temu odcięła, ustępując przed „czarną rewolucją”, odrzucając projekt „Stop aborcji” dokładnie w dniu strasburskiej debaty i czarnych marszów, zapewniając wprost, że nie ma z tym projektem nic wspólnego, a faktycznie – że nie zamierza go nawet modyfikować. Miejmy nadzieję, że nie powtórzy się to tym razem.

Jeden z komentatorów uznał, że broniąc uczestników Marszu Niepodległości, bronię każdego transparentu czy uczestniczącej grupy. To absurd w założeniu; każdy człowiek jest omylny, tym bardziej stutysięczna zbiorowość. Bronię po prostu godności tych tysięcy Polaków, którzy jechali, często z dziećmi, dziesiątki i setki kilometrów, by popłynąć w tym morzu flag, by zamanifestować, że ojczyzna to dziś i zawsze najważniejsza z wartości doczesnych, że patriotyzm jest nakazem nieprzedawnialnym. I że każdy rząd, tak jak wszyscy nasi zagraniczni partnerzy, zawsze musi o tym pamiętać.

Jestem gotów bronić – i w minionych latach broniłem – tych dziesiątków tysięcy uczestników Marszu Niepodległości również przed nieodpowiedzialnością organizatorów, tolerujących moralnie głupie hasła, transparenty czy grupy, przedkładających swoje dziwne koleżeństwa nad lojalność wobec dobrej woli i entuzjazmu zwykłych Polaków. Ale dziś to właśnie oni, zwykli uczestnicy Marszu, są obiektem zagranicznych obelg i oszczerstw, i obrona ich dobrego imienia jest testem solidarności narodowej.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI