21 października
niedziela
Urszuli, Hilarego, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Astrid razem z "Klerem"

Ocena: 4.65
1074

W tym tygodniu wchodzi do kin film „Młodość Astrid”, inspirowany biografią Astrid Lindgren. Nie zdradzę dużo, jeśli powiem, że fabuła osnuta jest wokół niechcianej ciąży pisarki i jej konsekwencji.

Astrid Ericsson, bo tak brzmiało jej panieńskie nazwisko, gdy zaszła w ciążę, miała 18 lat – w latach 20. XX w. to był „wiek poborowy” do posiadania dzieci, w filmie jednak ma 16. Skandal obyczajowy był tak czy siak, chodziło bowiem o nieślubne dziecko. W szwedzkim obrazie jest to jednak ewidentnie wykorzystanie nieletniej, a więc pedofilia. Przedstawione jest to jednak jako romantyczny zryw, do którego jakoś tam zachęcił dojrzały mężczyzna, ale dziewczyna w zasadzie sama wpakowała mu się do łóżka. Czyli miała, czego chciała. A że napiętnowało to jej całe późniejsze życie?

W biografii autorki „Pippi Pończoszanki” przeczytamy, że ojciec dziecka niespecjalnie interesował się jej losem, w filmie – do pewnego momentu – pokazany jest wręcz jako wzór: kocha dziewczynę, chce ją poślubić, winne są tylko niesprzyjające okoliczności. Okrutna jest za to matka, która chcąc uniknąć skandalu, „przeprowadziła” ciężarną córkę do innego miasta, gdzie była zdana na siebie. Przykład matki i pastora grzmiącego z ambony o Sodomie i Gomorze został w filmie zgrabnie wykorzystany do przywalenia w Kościół i pokazania obłudy wiary. Skandal i tak był – tego jednak w filmie nie zobaczymy. W rzeczywistości rodzina Ericssonów była deprecjonowana, ludzie w miasteczku nie odpowiadali im na „dzień dobry”.

Astrid Lindgren całe życie ogrzewała się w blasku miłości jej rodziców jako małżonków. Mówiła, że nie spotkała nigdy tak kochających się dwojga ludzi – samej nie było jej dane stworzyć podobnej relacji, całą swą miłość przelała na dzieci. Wątku tej małżeńskiej miłości Ericssonów w filmie jednak także próżno szukać.

Na drugim biegunie mamy obecny na ekranach od tego weekendu „Kler”, także z wątkiem pedofilii. Ponieważ sprawcą czynu – jak upiera się reżyser, opartego na fakcie, a nawet na niezliczonych faktach – jest duchowny, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Taką pedofilię piętnuje się z całą mocą – bo rzeczywiście napiętnowania wymaga. Trudno jednak uznać, że reżyserowi chodzi o dobro dziecka, a nie o przywalenie w Kościół i duchowieństwo. Z taką intencją zresztą wcale się nie kryje.

Świadczy o tym uwypuklanie blisko 1 proc. dzieci, które padają ofiarą duchownych, przy pominięciu 99 proc. wykorzystywanych w konkubinatach, przez trenerów sportowych czy instruktorów harcerstwa. Nawet ten 1 proc. to o 1 proc. za dużo. Tyle że sytuacja przypomina jako żywo tę sprzed kilku dekad, kiedy mieliśmy się lustrować. Zakasaliśmy rękawy i zaczęliśmy… od duchowieństwa. Poleciały teczki, a za nimi głowy. I na tym się skończyło. Innych środowisk lustracja nie tknęła.

Jeśli więc zależy nam na ukróceniu pedofilii, niech dotyczy to wykorzystywania dzieci we wszystkich środowiskach. Niech media i sztuka także rzetelnie to oddają. Na przykładzie wspomnianych filmów widać bowiem, że jest podział na pedofili, którzy krzywdzą i pedofili, którzy wdrażają w meandry miłości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -