17 stycznia
poniedziałek
Antoniego, Rościsława, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tarcze przyniosły skutek

Ocena: 0
568

W obu tarczach PFR kluczem było jedno: jeśli firmy chcą otrzymać wsparcie, które zostanie następnie umorzone, muszą utrzymać zatrudnienie. - mówi Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, członek Rady Rodziny, w rozmowie z Piotrem Kościńskim

fot. archiwum Bartosza Marczuka/PFR

Polski Fundusz Rozwoju bezpośrednio zajmował się tarczami, mającymi przeciwdziałać skutkom pandemii. Co one przyniosły dla polskich firm?

Przyjęte w naszym kraju rozwiązania można uznawać za optymalne. Kosztowały nas około 7 proc. PKB, a efekty w postaci uratowanych miejsc pracy i niskiego spadku PKB są bardzo dobre. A mogliśmy wydać o wiele więcej – na przykład Niemcy wydały około dwóch razy więcej, ale tamtejsze społeczeństwo jest jednak o wiele od nas bogatsze.

W naszym przypadku to wydatek rzędu 150–200 mld zł, co w praktyce oznacza, że na taką kwotę musieliśmy się dodatkowo zadłużyć, bo przecież te pieniądze nie pojawiły się znikąd. Ale same tylko tarcze finansowe, obsługiwane przez Polski Fundusz Rozwoju, objęły pomocą około 360 tys. firm.

 

A jakie wnioski płyną z tej operacji?

Zdecydowanie przeważają pozytywy, choć są one zróżnicowane i czasami dość nieoczekiwane. Po pierwsze, wzrosło zaufanie przedsiębiorców do państwa, a trzeba przyznać, że pod tym względem wciąż mamy problemy; mieliśmy i wciąż mamy deficyt zaufania społecznego. Przedsiębiorcy przyznawali, że państwo stanęło na wysokości zadania. Po drugie, zdecydowanie przyspieszyła cyfryzacja kraju, wszystkie wnioski i rozliczenia były bowiem dokonywane w sposób elektroniczny; później przejął to m.in. ZUS, wdrażając bon turystyczny i dodatek solidarnościowy, a od 2022 r. także wnioski w sprawie programu 500+ będą składane wyłącznie elektronicznie. I po trzecie, okazało się, że warto być uczciwym. Ze wsparcia korzystały bowiem firmy płacące podatki i opłacające w terminie składki na ZUS.

 

A jak można oceniać efekt tarcz w skali całej polskiej gospodarki?

Myślę, że również pozytywnie. Mieliśmy jeden z najniższych spadków PKB w całej Unii Europejskiej, bo nieco ponad 2,5 proc., podczas gdy średnia wyniosła ok. 6 proc., a w przypadku krajów południa Europy – nawet kilkanaście procent.

 

Na ile skuteczne okazało się dofinansowanie miejsc pracy? Bo chodziło przecież o ich uratowanie?

Doświadczeniem ostatnich trzydziestu lat był problem, wręcz demon, bezrobocia. Wchodziłem na rynek pracy na początku pierwszej dekady XXI w., więc sam wiem o tym doskonale. I mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że udało się nam uratować bardzo wiele miejsc pracy. Od pięciu czy sześciu lat sytuacja była dobra, ale pandemia koronawirusa była w stanie zdemolować nam rynek pracy. Można oszacować, że wsparliśmy zatrudnienie 5–6 milionów Polaków. W obu tarczach PFR kluczem było jedno: jeśli firmy chcą otrzymać wsparcie, które zostanie następnie umorzone, muszą utrzymać zatrudnienie.

Jest jeszcze jeden aspekt. Gdyby ta pomoc nie została udzielona, część firm zdecydowanie by osłabła, mogłoby też dochodzić do bankructw. W efekcie mogłyby zostać przejęte przez obcy kapitał. Zamożność Polski budowaliśmy przez wiele lat; bardzo wiele byśmy stracili, gdybyśmy przedsiębiorców zostawili samych sobie.

 

Są jednak opinie, że owe tarcze są jedną z przyczyn wzrostu inflacji, która dziś tak bardzo nas niepokoi.

Oczywiście, gdy na rynek „dosypuje się” pieniądze, wzrost cen jest większy. Gdy spojrzeć na dane, na depozyty firm i oszczędności ludzi – widać, że pieniędzy faktycznie przybyło. Mamy też dodatkowy czynnik, który można nazwać „odroczoną konsumpcją”. W czasie kolejnych fal pandemii koronawirusa, zwłaszcza w okresie lockdownu, mniej kupowano – a teraz wszyscy są bardziej zainteresowani nabywaniem towarów i usług. A to dodatkowo pobudza wzrost cen.

Występują też czynniki zewnętrzne. Po pierwsze, posypały się łańcuchy dostaw – kontenerowce nie dopłynęły na czas, porty się zatkały, towary nie dotarły tam, gdzie powinny. Czyli podaż nie nadąża za popytem, co znów przyczynia się do inflacji. Bardzo wzrosły też ceny energii, co bezpośrednio wpływa na wszelkie inne koszty w gospodarce. Dodatkowo jesteśmy w procesie „zielonej transformacji”, która również oznacza wzrost cen. Taka jest obecna sytuacja, a Polska nie jest wyjątkiem w skali Europy – wszędzie mamy do czynienia z inflacją. Tak czy inaczej efekt jest niepokojący, bo bezpośrednio dotyka Polaków i ich portfele.

 

Czy – Pana zdaniem – przyjęty przez rząd pakiet antyinflacyjny pomoże?

Jest dobrze pomyślany, bo obniża podatki, a bezpośrednia pomoc finansowa dla gospodarstw domowych będzie niewielka i jest raczej związana z brakiem zgody UE na wprowadzenie zerowej stawki VAT na produkty rolnicze. Obniżenie podatków na paliwo, gaz i energię elektryczną powinno zmniejszyć presję inflacyjną i obniżyć inflację o 1–1,5 punktu procentowego.

Trzeba też powiedzieć, że w jakimś sensie inflacja rodzi się w naszych głowach. Jeśli jest oczekiwanie wzrostu cen, mamy tendencję do zwiększonych zakupów, a także np. inwestowania w nieruchomości. Wtedy ma miejsce samosprawdzająca się przepowiednia: więcej kupujemy, ceny rosną, a więc wzrasta inflacja. Jeśli oczekujemy spadku cen, zachowamy się inaczej.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 stycznia

Poniedziałek, II Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Antoniego, opata
Żywe jest słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mk 2,18-22
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter