16 lutego
sobota
Danuty, Julianny, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Swoje chwalimy

Ocena: 0
1048

„Made in USA” – takie metki wszywała w bluzki jedna ze zgierskich szwalni na początku lat 90. „Lepiej wtedy idą” – zapewniał właściciel. A jakie „metki” kupują Polacy dziś?

fot. Pixabay, CC0

Siedmiu Polaków na dziesięciu do zakupu produktu zachęca polska marka. Dotyczy to zwłaszcza branży spożywczej. Plebiscyt „Teraz Polska”, zapoczątkowany w 1992 r., odbierany był pierwotnie z dystansem, teraz aplikacja Pola czy serwis Polska Rzecz nie dziwią, ba! mają coraz więcej zwolenników. Chcemy wspierać rodzimą produkcję, ale czasem można się pogubić: Americanos czy Gino Rossi to firmy polskie, Wedel – już amerykańska.

 

Polskie, czyli swoje

Kupuję wodę Żywiec Zdrój, myśląc że nasza, a okazuje się, że stoi za nią koncern Danone. Sięgam po Pudliszki – a one nie nasze, tylko Heinza; podobnie jest z serkiem pleśniowym Turek – to własność francuskiej firmy Bongrain. Nawet szynka Krakus czy kiełbasa Morliny to własność chińska! Wiadomo, że kraj pochodzenia marki nie musi być tożsamy z krajem wytworzenia produktu. Ale jak się w tym odnaleźć, jeśli do tego dochodzi kwestia pochodzenia surowca, a jeszcze ulokowanie fabryki, kapitał i miejsce odprowadzania przez firmę podatków?

– Kod kreskowy 590 nie gwarantuje produktu wyprodukowanego w Polsce ani przez polską firmę – mówi Marek Szafraniec prowadzący serwis Polska Rzecz – potwierdza tylko kraj rejestracji w systemie kodów, a nie kraj produkcji czy pochodzenie kapitału w firmie.

Firma może być także zarejestrowana w Polsce, ale stanowić tylko polski oddział firmy zagranicznej. Aby firmę uznać za polską, musi w niej dominować polski kapitał. Niektóre firmy łatwo sprawdzić w rejestrach, coraz częściej też te z polskim kapitałem po prostu się tym chwalą na opakowaniach produktów. Pomocne też są aplikacje na telefon – żadna nie jest doskonała, ale początkującym konsumentom tego, co polskie, wystarczy. – Nie bez znaczenia jest, że na sprzedaży danego produktu zarobi polski przedsiębiorca i jego pracownicy, a nie zagraniczna centrala – mówi Marek Szafraniec.

Dla niego i jego rodziny ważne jest, żeby, o ile pozwalają na to czas i budżet, kupować dobre polskie produkty, produkowane w Polsce przez polską firmę. Jeśli takiej rzeczy nie znajdą, szukają wytwarzanej za granicą przez polską firmę, potem produkowanej w Polsce przez firmę zagraniczną, a w ostateczności – zagranicznej produkowanej za granicą.
Słowo „polski produkt” coraz częściej kojarzy się z dobrą jakością. Niektóre serki wytwarzane przez firmy o zachodnim właścicielstwie i dostępne w dyskontach z obcym kapitałem opatrzone są rysunkiem polskiej flagi jako gwarancją jakości. Jednak promowanie „swojego” może być niezgodne z prawem unijnym. W 2000 r. Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że podkreślanie narodowego pochodzenia towarów w przekazie handlowym może zachęcać do kupowania produktów krajowych na niekorzyść produktów z innych państw członkowskich.

Dla produktów rolnych Ministerstwo Rolnictwa ustaliło logotyp „Produkt polski” – zasady jego użytkowania są zapisane w art. 7b ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. – W uproszeniu: ten znak co do zasady potwierdza pochodzenie produktu, ale już kapitału producenta nie – mówi Marek Szafraniec. Jest to odpowiedź na pytanie, czy można wprowadzić np. znacznik „PL” na polskich produktach wytwarzanych w Polsce przez polskie firmy. Jak w takim razie bronić polskiej marki, na którą pracuje polska firma?

– To pole do popisu dla różnych branż – mówi Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego, współtwórcy aplikacji Pola. – Niekoniecznie należy to robić na szczeblu centralnym. Organizacje branżowe mogłyby certyfikować swoich uczestników i promować – np. wygraną w konkursach „na polskość” – firmy polskie, czyli z polskim kapitałem, z siedzibą w Polsce, zatrudniające polskich pracowników i w Polsce odprowadzające podatki.

 

Od ołówka do szpitala

Kupowanie polskich produktów po prostu nam się opłaca: wydane pieniądze mogą do nas wrócić. – Polska firma w Polsce płaci podatki, tutaj też daje pracę – tłumaczy Marek Szafraniec. – Rozwój polskich firm oznacza większe wpływy do budżetu, które można przeznaczyć na budowę dróg, na szkoły lub szpitale. Szczególnie środki otrzymane z programów 500+ czy 300+ warto spożytkować na polskie produkty, np. na „polską” wyprawkę szkolną. W naszych decyzjach i portfelach drzemie siła polskiej gospodarki.
– Kapitał ma narodowość – mówi Marcin Roszkowski. – Podmioty zagraniczne mają inną perspektywę niż rodzime: wchodzą na rynek czasem krótkoterminowo, generują wysokie zyski w krótkim czasie, ale też są ryzykowne. Rodzime firmy, związane z miejscem, w którym działają, są dobrym symptomem dla gospodarki, bo dają jej stabilność.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -