21 stycznia
wtorek
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Smutny dzień

Ocena: 0
713

Trybunał Sprawiedliwości UE wydał orzeczenie, które stanowi wykładnię w sprawach frankowiczów. Jedni okrzyknęli to czarnym dniem dla banków, inni tryumfem pożyczkobiorców.

Moim zdaniem jest to smutny dzień dla Polski. Cała sprawa świadczy o słabości rodzimych elit: władzy ustawodawczej, która nie zdobyła się na prawne rozstrzygnięcie tej kwestii, władzy wykonawczej i nadzoru bankowego, wówczas NBP, które dopuściły do całego kryzysu, a także władzy sądowniczej, która pozbyła się tej kłopotliwej sprawy, wciągając w to TSUE. Słoweński sąd w podobnej sytuacji nie wahał się wziąć odpowiedzialności na własne barki.

Źródło tego kryzysu ma swe korzenie w polityce promowanej przez prof. Leszka Balcerowicza – najpierw jako wicepremiera w rządzie AWS-UW, a później jako prezesa NBP – wpuszczania zagranicznych banków na polski rynek bez nakładania na ten sektor żadnych ograniczeń. Obce banki zdobywały większy udział w polskim rynku, oferując pożyczki we frankach, co dla klientów było atrakcyjne ze względu na niskie oprocentowanie. Dołączyły do nich mniejsze polskie banki. Tym sposobem udział kredytów frankowych w portfelu Getin Banku wynosi aż 24 proc., portugalskiego Banku Millennium 22,1 proc., mBanku (Commerzbank) 15,9 proc., Banku Ochrony Środowiska 13,6 proc. i PKO BP (którego portfel pożyczek frankowych został istotnie „wzmocniony” w wyniku przejęcia polskich oddziałów skandynawskiego Nordea Banku) 11,1 proc.

Orzeczenie TSUE otwiera drogę do unieważnienia wielu pożyczek denominowanych w szwajcarskiej walucie, co przyniesie bankom straty. Wysokość tych strat trudno dziś ocenić, podobnie ich rozłożenie w czasie, niemniej będą one poważne.

Wypada podkreślić, że głównym poszkodowanym będą tu nie banki jako takie, ale ich właściciele (udziałowcy). Banki jako instytucje istnieć muszą i na długą metę muszą też osiągać pewną stopę zysków, natomiast ponoszone przez nie straty czy też koszty reorganizacji odbijają się ujemnie na cenach ich akcji na giełdzie. Doskonale widać to na przykładzie wielkich banków amerykańskich. Obecnie kurs akcji Bank of America wynosi około 28 dolarów, przed krachem w 2008 r. wynosił zaś dwa razy tyle. Jeszcze gorzej mają się sprawy z akcjami Citibank: obniżka z około 550 do 67 dolarów.

Tu dochodzimy do sedna sprawy i kolejnego powodu do smutku: idei repolonizacji banków. Przed czterema laty banki komercyjne, w których pakiet kontrolny należał do rodzimego kapitału, kontrolowały niewiele ponad 20 proc. wszystkich aktywów bankowych. Dziś udział ten wynosi około 54 proc. Udział ten wzrósł, ponieważ przedsiębiorstwa zdominowane przez Skarb Państwa – czyli będące własnością podatnika – przejęły szereg banków będących uprzednio w obcych rękach.

W grudniu 2016 r. PZU i Polski Fundusz Rozwoju kupiły – po 123 zł za akcję – pakiet kontrolny banku PKO SA od włoskiego UniCredit. Dziś (3 października) ta sama akcja kosztuje tylko około 100 zł. Jeszcze „lepszy” interes zrobił polski podatnik, gdy w jego imieniu dobra zmiana postanowiła przejąć Alior Bank. PZU zapłacił za jedną akcję ponad 89 zł, obecnie jest ona warta mniej niż 36 PLN. Te zniżki kursów akcji są oczywiście wynikiem owego frankowiczowskiego miecza Damoklesa, który wisi nad rodzimym sektorem bankowym – przed takim właśnie scenariuszem przestrzegaliśmy („Idziemy” 47/2015).

Repolonizacja banków miałaby sens, gdybyśmy najpierw rozwiązali kłopot z frankowiczami, czyli uregulowali tę sprawę ustawowo, poczekali na spadek cen akcji i wówczas wykupywali banki – ale, dziwnym trafem, taka korzystna dla polskiego podatnika myśl rządzącym do głowy nie przyszła. Odwrotnie: mówiąc wprost, rodzimy podatnik wybawił obcy kapitał z kłopotów!

Gdyby ujemne skutki decyzji TSUE ograniczały się do iluś tam miliardów złotych strat w postaci różnicy pomiędzy ceną zapłaconą przez podatnika za akcje banków i obecną, to jeszcze nie byłoby tak źle. W istocie rzeczy największy kłopot leży gdzie indziej.

Rodzimy system finansowy – banki i instytucje ubezpieczeniowe – został obłożony niezwykle wysokim podatkiem mającym na celu finansowanie szeroko zakrojonych programów społecznych. Na tych łamach ostrzegaliśmy („Idziemy” 6/2016), że główny ciężar tego podatku spadnie na barki drobnych przedsiębiorców, na których banki przerzucą lwią część tej daniny. Niestety, obawy te spełniły się, rentowność banków nie uległa obniżeniu, natomiast, jak mówi właśnie ogłoszony raport Klubu Jagiellońskiego „Dostateczna zmiana. Ranking polityk publicznych 2015-2019”, w 2018 r. w stosunku do 2015 r. zanotowaliśmy istotny spadek inwestycji wśród średnich i małych przedsiębiorstw, czyli tych będących w polskich rękach.

Obecnie na podatek od instytucji finansowych nałoży się koszt ratowania frankowiczów – i ponownie banki ciężarem tej operacji obłożą drobnych przedsiębiorców. To pogłębi spadek inwestycji w tej kategorii i ujemnie odbije się na tempie wzrostu PKB.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Syn Człowieczy jest Panem szabatu
Dziś w Kościele: wtorek, II tydzień zwykły, wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
Czytania liturgiczne (rok A, II): 1Sm 16,1-13; Ps 89,20-22.27-28; Mk 2,23-28
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -